Reklama

Reklama

Amir Mansour: Wilder to tchórz, inni też mnie unikają

- Inni pięściarze wagi ciężkiej po prostu mnie unikają. Nazywają sami siebie wojownikami, ale gdy przychodzi co do czego, nagle milkną i udają, że mnie nie słyszą ani nie widzą - żali się Amir Mansour (23-2-1, 16 KO), zawodnik ograniczony warunkami fizycznymi jak na warunki wagi ciężkiej, za to bardzo mocno bijący.

"Hardcore" w połowie marca wypunktował po dobrej walce Travisa Kauffmana. Minęło jednak sporo czasu, a leworęczny puncher (zawodnik mocno bijący - przyp.) dalej nie wie, kiedy i z kim stoczy kolejny pojedynek.

Reklama

- Nie rozumiem, dlaczego oni tak bardzo obawiają się 44-letniego staruszka? Kauffman był przymierzany do walki o pas WBC z Deontayem Wilderem (znokautował Artura Szpilkę - przyp.). Wszyscy byli przekonani, że się ze mną rozprawi, tymczasem ja go pokonałem i nic. Cisza. To bardzo frustrujące. Wygrałem, ale Wilder wcale nie chce się ze mną zmierzyć. Wybrał sobie za to Geralda Washingtona, z którym wcześniej zremisowałem, choć 98% ludzi uznało mnie wtedy za lepszego. Wcześniej znokautowałem ciężko Freda Kassi, który potem zremisował z Chrisem Arreolą. I co? I Arreola dostał walkę o tytuł z Wilderem - irytuje się Mansour.

- W mojej opinii to rażące tchórzostwo ze strony Wildera. Były rozmowy w sprawie mojej potyczki z Aleksandrem Powietkinem 1 lipca, lecz Rosjanie wybrali sobie zupełnie nieznanego Andrieja Rudenkę. Potem były przymiarki do mojego starcia z Dillianem Whyte'em w sierpniu, ale powiedziano nam, że obóz Whyte'a szuka koniecznie wysokiego i praworęcznego przeciwnika. To wszystko są jakieś żarty. Mogę spotkać się z każdym z czołowej dziesiątki wagi ciężkiej, niestety wygląda na to, że ci czołowi zawodnicy wybierają sobie kelnerów za rywali - dodał rozgoryczony Amerykanin.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje