W lipcu 2017 roku zrobiło się nieprawdopodobnie głośno o Adamie Kownackim (20-4, 15 KO). Na wyżyny popularności wywindowała go wygrana walka nad Arturem Szpilką, która była potężną katapultą.
"Babyface" wykorzystał sytuację w stu procentach, by obrócić ją na swoją korzyść. "Szpila" miał się po nim przejechać, tak przynajmniej zapowiadał, a tymczasem oglądaliśmy zmianę warty, to Kownacki ekspresowo zdemolował faworyzowanego rodaka.
Adam Kownacki wraca na ring? "Pożegnać się z kibicami"
Wychowywany od wczesnej młodości na Brooklynie Polak dostał wiatru w żagle i stoczył kilka pojedynków, które oglądało się z wypiekami na twarzy. Miał szalenie atrakcyjny styl boksowania, po prostu szedł na wymiany i swoją ciągłą ofensywą "zjadał" przeciwników, którzy nie wytrzymywali tego tempa.
Kownacki miał wtedy także odpowiednią odporność pod taki styl boksowania, choć wszyscy zdawali sobie sprawę, że boksowanie w ten sposób, gdy samemu przyjmuje się mnóstwo uderzeń, jest limitowane... Polak przekonał się o tym w najmniej spodziewanym momencie, gdy sposobił się do walki o mistrzostwo świata.
Ponieważ oczekiwanie na sfinalizowanie pojedynku przedłużało się, aby nie "zardzewieć", wziął walkę z Robertem Heleniusem. Fin miał nie być zagrożeniem, a okazało się, że jego pseudonim ringowy "Nordycki Koszmar" śnił się po nocach Kownackiemu. Znokautowany Polak zapewniał, że to był wypadek przy pracy i nie wyobrażał sobie braku rewanżu. Siedem miesięcy później doszło do drugiego starcia i znów przegrał przez techniczny nokaut, co złamało mu karierę.
Adam Kownacki nie wierzy! Sensacyjna walka pogromcy z gigantem wagi ciężkiej
A później przyszły jeszcze trzy porażki (jedna, z Joe Cusumano, została z powodu dopingu rywala unieważniona), które praktycznie zakończyły mu karierę. Nieaktywny od marca zeszłego roku Kownacki nigdy tej decyzji nie ogłosił i teraz nie musi wycofywać się ze swoich słów.
Jak bowiem ustalił dziennikarz Interii, wyciągając wnioski ze zdjęć i filmików, które ukazywały się na kontach 36-latka, zapewne nie powiedział on jeszcze ostatniego słowa. A przypuszczenia właśnie potwierdził nam brat "Babyface'a", menedżer boksu Łukasz Kownacki.
Z tego, co wiem i sam Adam mówi, chciałby po raz ostatni wejść do ringu, by pożegnać się z kibicami za wszystkie lata, gdy byli z nim i go wspierali. I w takim stylu chciałby się pożegnać - zdradza brat.
Nie jest w stanie tylko powiedzieć, czy na tę chwilę takie wydarzenie jest bardziej realne w Stanach Zjednoczonych, czy w Polsce. - Ciężko to rozstrzygnąć, bo dużo rzeczy się zmieniło. Wszystko zależy od niego, to będzie najważniejsze. Adam swoje już zrobił, ale ja nie jestem przeciwko takiej pożegnalnej walce - mówi Łukasz Kownacki.
Brat pięściarza osobiście nie podziela żalu, który kiedyś w rozmowie z Interią wyraził Adam, że mógł zaryzykować i wziąć walkę ówczesnym mistrzem świata Anthonym Joshuą. On w trybie "last minute", na wariackich papierach, nie zdecydował się na ten krok, co uczynił Andy Ruiz jr i sensacyjnie rzucił na deski wielkiego AJ'a, chwilowo przejmując od niego tytuł czempiona globu.
- Z mojej perspektywy, to na pewno nie był błąd. W Polsce za dużo patrzy się na to tak, że była szansa zaryzykować, a w Stanach wygląda to trochę inaczej. Tu ważne jest to, jak możesz sobie rozwijać karierę i budować siebie jako tzw. stronę A, która coraz bardziej będzie rozdawała karty, przez wiele lat zarobkowała i odchodziła na swoich warunkach. To nie zawsze wypali, ale moim zdaniem daje to więcej wartości niż wziąć w ostatniej chwili walkę o mistrzostwo świata, która może wszystko zakończyć. Oczywiście każdy dąży do tytułu, ale nie zawsze to jest ważniejsze od życia poza boksem - tłumaczy szef Kownacki Management.
Artur Gac, Interia













