Reklama

Reklama

Aleksander Powietkin: Nie obawiam się Deontaya Wildera

Aleksander Powietkin (30-1, 22 KO) z pierwszych rzędów oglądał pojedynek Deontaya Wildera (36-0, 35 KO) z Arturem Szpilką (20-2, 15 KO), ponieważ miał zapewnienie od władz WBC, że spotka się z mistrzem w jego kolejnej, obowiązkowej obronie. I to co zobaczył, nie zrobiło na nim większego wrażenia.

"Brązowy Bombardier" pokonał Polaka przez brutalny nokaut w dziewiątym starciu, ale wcześniej nie potrafił zbudować wyraźnej przewagi. Do czasu zastopowania potyczki prowadził 78:74, 78:74 i 77:75.

Reklama

Po wszystkim "Szpila" oddał wyrazy szacunku championowi, ale jednocześnie dodał, że nie widzi go w konfrontacji z Rosjaninem. - Popełnia po prostu za dużo błędów i Powietkin to wykorzysta - skomentował.

"Sasza", który na początku listopada porozbijał Mariusza Wacha, również śpi spokojnie. Jego obóz i obóz mistrza mają teraz trzydzieści dni na negocjacje. Jeżeli strony nie osiągną porozumienia, zarządzony zostanie przetarg.

- Wygrana Wildera mnie nie zaskoczyła, bo tak to się miało skończyć. To zdrowy, silny chłop, ale nie jest z niego żaden taktyk. To po prostu duży i silny pięściarz, lecz to jedyne cechy, które łączą go z Władymirem Kliczką. Ich umiejętności są już mocno rozbieżne. Teraz więc muszę obrać odpowiednią taktykę i wcielić ją w życie. Wszystko zależy tylko ode mnie, bo po tym co zobaczyłem, nie obawiam się Wildera - powiedział Powietkin.

Tuż po walce w podobnym tonie wypowiedział się również promotor rosyjskiego challengera Andriej Riabiński.

Dowiedz się więcej na temat: Aleksander Powietkin | Deontay Wilder | boks | Artur Szpilka

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje