Reklama

Reklama

Adam Kownacki: Wilder o mało nie zabił Szpilki

Im bliżej sobotniej walki, tym Adam Kownacki jest pewniejszy siebie przed starciem z Arturem Szpilką na gali w Nowym Jorku. Faworytem starcia jest "Szpila", ale długa nieaktywność w ringu oraz brutalny nokaut z rąk Deontaya Wildera sprawiają, że szanse Kownackiego wcale nie są iluzoryczne.

Gdy kilka lat temu były trener Mike’a Tysona Kevin Rooney stwierdził, że Kownacki ma "papiery", by zdobyć tytuł mistrza świata i zrobić większą karierę, od Andrzeja Gołoty, o pochodzącym z Łomży pięściarzu mało ktoś słyszał.

Reklama

Pod względem popularności "Baby Face" wciąż jest ubogim krewnym Szpilki, ale sobotnia walka może wszystko wywrócić do góry nogami. Ewentualne zwycięstwo mieszkającego na Brooklynie Kownackiego sprawi, że to "Szpila" w jednej chwili przestanie się liczyć w wadze ciężkiej. Wieliczanin będzie mógł pakować walizki i wracać do Polski, bo w Stanach Zjednoczonych stanie się jednym z setek przeciętniaków i nikt nie będzie chciał w niego inwestować.

Póki co bojowo nastawiony Kownacki, z coraz większą swada, atakuje werbalnie Szpilkę, zapewne chcąc sprawić, by podatny na emocje rywal wszedł do ringu stoczyć bitkę, zapominając o taktyce i mądrym boksowaniu.

Kownacki jest zdania, że popularność Szpilki kończy się na Polsce, czemu dał wyraz w rozmowie z "Super Expressem". "Czy Artur jest znany w USA? Nikt go nie zna. Ludzie pamiętają tylko, że to facet, którego Wilder mało nie zabił w ringu" skwitował "Baby Face" i przypomniał, że poprzedniego mańkuta, a właśnie Szpilka boksuje z odwrotnej pozycji, jeszcze w czasach amatorskich odprawił z kwitkiem już po... 20 sekundach!

"Liczę, że teraz też szybko pójdzie" - dodał Kownacki na łamach "SE".

AG

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje