598 dni i koniec. Saga z Szeremetą i Lin Yu-ting doczekała się werdyktu
Pięściarka Lin Yu-ting, wokół której narosło mnóstwo kontrowersji i dyskusji wokół płci, co przybrało najwyższą rangę polityczną, po 19 miesiącach wróciła pierwszą walką międzynarodową - to główny przekaz, który dzisiaj rano obiegł media. Również polskie, bo złota medalistka olimpijska z Paryża w finale igrzysk pokonała Julię Szeremetę, objawienie polskiej kadry. Tyle że jest jeszcze drugi, równie ważny wątek tej historii, jaki niesie za sobą powrót 30-latki podczas mistrzostw Azji.

Wielka impreza bokserska na sąsiadującym z Europą kontynencie odbywa się w Ułan Bator, czyli stolicy Mongolii. To tam zjechały najlepsze pięściarski i pięściarze z potężnego obszaru świata, walcząc w mistrzostwach Azji.
Jednym z wydarzeń, który zogniskował uwagę, jest bez wątpienia powrót na ring Lin Yu-ting, która jak burza przeszła przez rywalizację na ostatnich letnich igrzyskach olimpijskich w stolicy Francji. Urodzona w Nowym Tajpej pięściarka do mistrzostwa Azji, złota igrzysk azjatyckich i przede wszystkim triumfu w mistrzostwach świata, dołożyła najważniejszy medal z najcenniejszego kruszcu. W finale na korcie centralnym Philippe'a Chatriera, w kompleksie tenisowym Rolanda Garrosa, nie dała szans Julii Szeremecie.
Lin Yu-ting podjęła decyzję. Komunikat dla Julii Szeremety
Wkrótce słuch o niej zaginął, ale tylko ten ringowy. Lin Yu-ting przestała walczyć, a stała się bohaterką światowych mediów, razem z Algierką Imane Khelif, bowiem zaczęła się przetaczać wielka burza na temat płci obu zawodniczek. Oliwy do ognia dolewała zmarginalizowana federacja IBA Umara Kremlowa, Międzynarodowy Komitet Olimpijski odpierał zarzuty, a opinia publiczna nabierała przekonania, że ich fizyczna przewaga na tle rywalek może istnieć, a w związku z tym doszło do niesprawiedliwości.
Apogeum rwetesu nastąpiło przy okazji pojedynku Khelif z Angelą Carini w 1/8 finału kategorii 66 kg. Włoszka poddała walkę po 46 sekundach, twierdząc że ciosy rywalki były zbyt mocne. Carini później przeprosiła za swoje zachowanie, ale ta sprawa stała się jednym z najbardziej kontrowersyjnych wydarzeń sportowych roku. Wywołała ogólnoświatową debatę na temat zasad kwalifikacji płciowej w boksie kobiet. Zdecydowane stanowisko, absolutnie krytyczne dla Khelif i Yu-ting, zajął nawet prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump.
Nie oszukujmy się, również w polskiej reprezentacji istniało przeświadczenie, że Szeremeta stanęła do nierównego pojedynku, ale czasami pewnych słów nie rzuca się w przestrzeń publiczną, aby nie oberwać rykoszetem. I tak sprawa toczyła się miesiącami, aż przyszło rozstrzygnięcie, które przedstawiła World Boxing, czyli nowy stróż boksu olimpijskiego. Stało się tak na mocy zatwierdzenia testów genetycznych, choć w tej sprawie do końca toczono batalię. Jak przekazał portal sports.ltn.com.tw potrzebne było wszczęcie postępowania odwoławczego ("jeśli wynik testu genu SRY - kluczowy marker obecności chromosomu Y, który odpowiada płci biologicznej mężczyzn - jest pozytywny, zawodnik ma prawo odwołać się i przedstawić dowody medyczne").
Chińskie Stowarzyszenie Boksu w Tajpej poinformowało, że dopuszczono ją do udziału w mistrzostwach dopiero 19 marca. W następstwie przejścia testu genetycznego metodą reakcji łańcuchowej polimerazy, który miał określić płeć przy urodzeniu.
Jeszcze nie wiadomo, czy Lin Yu-ting będzie zmuszona przejść dodatkowe badania genetyczne z myślą o udziale w kolejnych igrzyskach w 2028 roku. Póki co wróciła z przytupem na azjatycki ring. W 1/8 finału pokonała bokserkę z Tajlandii Thananyę Somnuek 5:0, uzyskując awans do ćwierćfinału. Na tym etapie dojdzie do hitu, bowiem jej rywalką będzie Japonka Ayaka Taguchi.
Ta sprawa ma także drugą historię, szczególnie ważną z punktu widzenia polskich kibiców. Przypomnijmy, że w Paryżu Lin Yu-ting pokonała Szeremetę w finale kategorii 57 kg. A teraz w wielkim stylu powróciła, otwierając nowy rozdział, w kategorii 60 kg. Już przed niedoszłym startem Tajwanki na ubiegłorocznych mistrzostwach świata w Liverpoolu wszystko wskazywało, że będzie to dla niej debiut w wyższej dywizji wagowej.
Temat płci rywalki Julii Szeremety znów gorący. Oto co znajduje się w dowodzie osobistym Lin Yu-ting
- Lin Yu-ting nadal będzie miała przewagę wzrostu w kategorii 60 kg, ale musi poprawić swoją wytrzymałość fizyczną. Zmierzenie się z wyższą kategorią wagową to również sposób na to, by miała nowe cele i zapał - zapowiadał jej trener Zeng Ziqiang w rozmowie z SET News, ale weryfikacja nie nastąpiła. Sprawy wokół testów sprawiły, że zawodniczka nie została dopuszczona do startu.
Cały czas brakowało kropki nad "i", która dopiero teraz została postawiona. A więc, ni mniej ni więcej, otworzenie nowego rozdziału przez Tajwankę oznacza, że w najbliższym czasie Szeremeta nie będzie miała okazji stoczyć rewanżowego pojedynku ze złotą medalistką. Być może dojdzie do sparingu, ale to już zupełnie inna historia. Od tego momentu obie zawodniczki będą różnymi ścieżkami zmierzały do identycznych celów.













