Dowodów na klasę, jaką w ringu prezentował Ike Ibeabuchi, jest bez liku. By nie mnożyć przykładów, można przywołać jeden, bardzo wymierny ciąg zdarzeń z przełomu wieków. 20 marca 1999 roku "Prezydent", bo oficjalnie taki pseudonim ringowy nosił Nigeryjczyk, już w 5. rundzie rozprawił się przez techniczny nokaut z Chrisem Byrdem. Tenże Amerykanin, doskonale znany Polakom z dyskusyjnie wygranej na punkty walki z Andrzejem Gołotą (dzięki temu tytuł MŚ federacji IBF pozostał w jego posiadaniu), rok później po raz pierwszy w karierze cieszył się z tytułu mistrza świata.
Ike Ibeabuchi chce Usyka. As, który na zawsze pozostanie niespełniony
Wówczas pokonał wielkiego Witalija Kliczkę, który poddał pojedynek z powodu kontuzji barku, odbierając mu tytuł organizacji WBO w wadze ciężkiej.
To tylko pokazuje, że Ibeabuchi miał "papiery" do wielkiego boksu, a po pokonaniu wspomnianego Byrda, a wcześniej Davida Tuy, sam znajdował się o włos od pojedynku o mistrzowski pas. Miał jednak także "talent" do pakowania się w tarapaty, a karierę przetrącił sobie na dobre, gdy został skazany m.in. za usiłowanie napaści seksualnej. Na wolność wyszedł w listopadzie 2015 roku, ale tylko na chwilę, bo naruszył przepisy zwolnienia warunkowego i znów wylądował w areszcie. To sprawiło, że mury więzienne na dobre opuścił 23 września 2020 roku.
Walka, którą stoczył kilka dni temu, była pierwszą od czasu starcia z Byrdem. Rezydujący w Stanach Zjednoczonych weteran wrócił z nieskazitelnym bilansem pojedynków, który jeszcze bardziej wyśrubował (21-0, 16 KO) w starciu z rodakiem, 40-letnim Idrisem Afinnim (18-9-2, 15 KO), obrzydzając mu dalsze boksowanie po trzeciej rundzie. Wcześniej zasypał go gradem ciosów.
Niebywałe, ale pod względem siłowym wciąż robił wrażenie, mimo 52 lat na karku. Gdy zadawał haki na tułów, widać było w nich moc. Oczywiście czasu nie da się oszukać i deficyty w dynamice są już widoczne adekwatnie do wieku. Mimo wszystko prosto z ringu z Lagos w Nigerii niepokonany Ibeabuchi wywołał do pojedynku... Ołeksandra Usyka, czyli obecnego giganta wagi ciężkiej.
Chcę walczyć z mistrzem Usykiem. Mam bilans 21-0, 16 nokautów, więc dlaczego on nie może walczyć ze mną? Wcześniej byłem w pierwszej dziesiątce. Jeśli Usyk będzie chciał, będę walczył. Ja uwielbiam walczyć. Chcę go, zanim minie mój czas
Nie ma wątpliwości, że to pragnienie pozostanie w sferze marzeń. Usyk pokonuje wszystkich najlepszych w ich optymalnych momentach karier. A poza tym przed Ukraińcem są już inne zobowiązania oraz zapowiadana perspektywa rychłego odejścia na sportową emeryturę.














