Reklama

Reklama

Wydają miliony euro na sport i mają efekty

Widok 16 tys. narciarzy startujących co roku w pierwszą niedzielę marca w 90-kilometrowym szwedzkim Biegu Wazów lub 7 tys. kilkuletnich dzieci ścigających się na nartach pod skocznią Holmenkollen w Oslo jest imponujący. To odzwierciedlenie polityki krajów skandynawskich finansujących sport masowy na wszystkich szczeblach i we wszystkich grupach wiekowych.

W Norwegii amatorscy biegacze narciarscy mają do dyspozycji 1500 bezpłatnych, oświetlonych wieczorami tras biegowych, a w setkach szwedzkich hal w Finlandii i Szwecji tysiące dzieci i młodzieży grają codziennie w hokeja. Zawodowcy z kolei nie otrzymują zbyt dużego wsparcia od państwa ponieważ ich wyniki przynoszą nagrody, wielkie pieniądze z reklam i kontraktów sponsorskich.

Reklama

Przykładem jest rywalka Justyny Kowalczyk, słynny norweski "potwór na nartach" Marit Bjoergen, która w swojej karierze zdobyła 12 złotych medali mistrzostw świata i trzy olimpijskie, a licząc wszystkie "kolory" to w sumie w dorobku ma aż 19 medali MŚ i siedem olimpijskich. W większości krajów świata dorobek ten przyniósłby fortunę w formie premii od państwa, lecz norweskim i szwedzkim sportowcom bonusy za medale nie są przyznawane.

- Taka jest już nasza polityka i tradycja. Wolimy przeznaczyć te pieniądze na stypendia dla obiecujących młodych zawodników, którzy nie mają jeszcze sponsorów, a muszą z czegoś żyć. Jak już osiągną wyniki i zdobędą swoje medale to one z kolei dają możliwość zawierania indywidualnych kontraktów sponsorskich i reklamowych wartych miliony - podkreśla Jon Aambo, dyrektor norweskiego centrum sportu wyczynowego Olympiatoppen.

Na sport wyczynowy przeznacza się w ten sposób w Norwegii i Szwecji zaledwie 10-20 mln euro rocznie, a na masowy 150-200 mln. Lecz właśnie z tysięcy uprawiających sport wyławiane są wielkie talenty. Poza tym społeczeństwo uprawiające czynnie sport jest zdrowsze i pieniądze wykładane przez państwo zwracają się w postaci niższych kosztów leczenia na starość.

Po norweskiej dominacji i "deszczu" medali podczas narciarskich MŚ w Val di Fiemme na przełomie lutego i marca obecny na miejscu premier Norwegii Jens Stoltenberg podkreślił: - Jak widać nasza polityka daje rezultaty, ponieważ wśród tysięcy uprawiających sport po prostu muszą pojawiać się wielkie gwiazdy.

Norwegii stawia również na komercjalizację federacji sportowych. Najbogatszą obecnie jest narciarska, w ramach której istnieje podział dyscyplin. Każda z nich ma autonomię finansową, co stanowi zachętę do zarabiania. I tak np. reprezentacja w biegach narciarskich dzięki sukcesom w ostatnich latach przyciągnęła tak bogatych sponsorów, że dysponuje rocznym budżetem w wysokości 7 mln euro. Dzięki temu każdy kadrowicz otrzymuje stypendium w wysokości 25‑60 tys. euro rocznie.

- Jeszcze cztery lata temu byliśmy biedni i wręcz żebraliśmy o pieniądze. Dzisiaj dzięki wynikom i wielkiej oglądalności telewizyjnej sponsorzy stoją w kolejce i sami się przebijają wysokością kontraktów niczym na aukcji - podkreśla szef reprezentacji biegaczy i biegaczek narciarskich Vidar Loefhus.

Dysproporcje w zamożności związków są duże. Na przykład jadąca na zimowe igrzyska olimpijskie w Vancouver w 2010 r. reprezentacja w curlingu zdaniem Olympiatoppen była bez szans na dobry wynik i zawodnicy otrzymali tylko bilety samolotowe, natomiast stroje musieli już sfinansować sami. Kupili na przecenie najtańsze... kolorowe ubiory klownów i zdobyli srebrny medal. Dzisiaj już nie mają żadnych kłopotów finansowych, a część z nich zrezygnowała ze stałej pracy, aby poświęcić się treningom przed przyszłoroczną olimpiadą w Soczi. - Głodne wilki lepiej polują, a dobre rezultaty same przynoszą pieniądze - podkreślił Aambo, dając ich za przykład skutecznego działania systemu.

Autor: Zbigniew Kuczyński

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje