Monika Skinder miała zaledwie 15 lat, kiedy została mistrzynią Polski w sprincie w biegach narciarskich. Już wtedy było wiadomo, że mamy do czynienia z wielkim talentem.
W MULKS Grupa Oscar Tomaszów Lubelski trenowała wówczas pod okiem Waldemara Kołcuna. Niebawem trafiła do kadry i zaczęła osiągać gigantyczne sukcesy w gronie juniorek i młodzieżowców.
Monika Skinder była najlepsza na świecie w gronie juniorów, Justyna Kowalczyk wróżyła jej wielką karierę
W styczniu 2019 roku została wicemistrzynią świata w sprincie, a miesiąc później debiutowała w mistrzostwach świata seniorów u boku samej Justyny Kowalczyk-Tekieli. Miała zaledwie 17 lat. Wówczas pobiegła w finale sprintu drużynowego razem z naszą wielką gwiazdą i Polki zajęły dziesiąte miejsce.
- Jestem dumna z tej dziewczynki. Pewnie, że wiele jeszcze trzeba u niej poprawić. Włącznie z zachowaniem i koncentracją. Przed nią wielka przyszłość. Ma dopiero 17 lat, a nie przestraszyła się, tylko walczyła - mówiła wówczas Kowalczyk, która wystąpiła w Seefeld, choć była już trenerką kadry juniorek.
Dwa lata później Skinder została mistrzynią świata juniorek w sprincie. Ledwie skończyła 19 lat i zajęła 15. miejsce w sprincie w Davos. Do dziś to jej najlepszy wynik w Pucharze Świata. Ostatni raz w "30" była ponad dwa lata temu.
W 2022 roku została jeszcze młodzieżową wicemistrzynią świata w sprincie.
Nie pozwolili jej wystartować w Pucharze Świata. Była za słaba
W tym sezonie Skinder jeszcze nie wystąpiła w Pucharze Świata. Powoli odbudowywała się po fatalnej poprzedniej zimie. Stanęła nawet na podium zawodów FESA Cup (dawny Alpen Cup). Pojechała na PŚ do Les Rousses, ale... nie mogła wystąpić.
Nie miałam na koncie startów w tym sezonie i miałam zbyt wysokie FIS-punkty, by wystąpić w Pucharze Świata. O tym dowiedziałam się na dzień przed startem po treningu w Les Rousses. Od sześciu lat startuję w Pucharze Świata i nigdy nie miałam takich problemów. Teraz zapomnieliśmy o limicie FIS-punktów
Wróciła na mistrzostwa świata. "Życie rzuciło mi kłody pod nogi"
Teraz w końcu wystąpiła z najlepszymi. Pobiegła w eliminacjach sprintu "łyżwą" w mistrzostwach świata w narciarstwie klasycznym w Trondheim. I była najlepszą z Polek. Zajęła 38. miejsce. Do awansu do "30" zabrakło 2,67 sek.
- Ten sezon kompletnie się nie układa. Miało być zupełnie inaczej. Niestety życie rzuciło kilka kłód pod nogi. Na początku sezonu sprawy prywatne nie pozwoliły mi na treningi z kadrą. Nie było mnie na dwóch pierwszych zgrupowaniach w Idre. Nie startowałam też na początku zimy. Kiedy miałam już jechać na Puchar Świata, to zachorowałam - opowiadała Skinder.
Najważniejsze, że nie brakuje jej chęci, choć ostatnie sezony mogły ją przytłoczyć.
- Robię, co mogę, ale mało miałam startów tej zimy, a ja właśnie nimi dochodzę do dyspozycji. Nie jest lekko na ten moment, ale mam jeszcze w środku chęci - zakończyła.
Z Trondheim - Tomasz Kalemba, Interia Sport
Zobacz również:













