Tour de Ski - Sylwia Jaśkowiec: Wszystko zawdzięczam Bogu

Sylwia Jaśkowiec z powodu problemów z uchem wycofała się w trakcie Tour de Ski w biegach, ale szybko wraca do zdrowia i chce wystąpić w Pucharze Świata w Jakuszycach. Narciarka podkreśla, że wielką rolę w jej karierze sportowej odgrywa wiara.

Pod nieobecność Justyny Kowalczyk, czterokrotnej zwyciężczyni touru, w niemiecko-szwajcarsko-włoskich zawodach uczestniczyły trzy Polski: Jaśkowiec, Paulina Maciuszek i Kornelia Kubińska. Do mety w Val di Fiemme dotarła tylko Maciuszek, zajmując 21. miejsce, ale najwięcej pochwał zebrała pierwsza z wymienionych zawodniczek. 

Reklama

28-letnia Jaśkowiec rewelacyjnie rozpoczęła udział w tourze, bowiem od trzeciego miejsca w prologu w Oberhofie. To jej pierwsze w karierze podium w PŚ. Później docierała do półfinału i ćwierćfinału sprintów techniką dowolną, a w klasyfikacji generalnej cyklu plasowała się w czołowej dziesiątce. Ze względu na kłopoty zdrowotne wycofała się po szwajcarskiej części zmagań.

- Pojawił się ból ucha, prawdopodobnie w wyniku przewiania podczas wcześniejszych konkurencji. W perspektywie dalszych zawodów, zwłaszcza Pucharu Świata w Szklarskiej Porębie i igrzysk olimpijskich w Soczi, zdrowie jest dla mnie najważniejsze. Decyzja o rezygnacji z touru w Toblach (Dobbiaco) nie była łatwa, gdyż miałam tam biegać 15 km łyżwą, a w tej konkurencji czuję się dobrze. W stylu łyżwowym mogę pobiec na sto procent swych możliwości fizycznych. W klasyku limituje mnie technika i ten brak ekonomi kosztuje mnie bardzo dużą ilość energii. W konsekwencji ubywa sił, ale nie dystansu - powiedziała Jaśkowiec.

Przed Tour de Ski polska narciarka raz była w "30" PŚ - w Davos zajęła 24. miejsce. W prestiżowym cyklu punktowała już regularnie, co sprawiło, że w PŚ jest blisko trzeciej dziesiątki. Wcześniej w tej klasyfikacji była dużo niżej.

- Przez ostatnie lata ciężko i niezmordowanie pracowałam. Nie zrażałam się słabszymi wynikami, wierząc, że jeśli Bóg postawił mnie ponownie na nartach, to w końcu pobłogosławi. Podium w Oberhofie uważam za wielki prezent od Niego. Nie ukrywam tego, jestem tylko narzędziem w rękach Najwyższego - podkreśliła podopieczna słowackiego trenera Jana Hudaca.

Pochodząca z miejscowości Osieczany Jaśkowiec uległa ciężkiemu wypadkowi latem 2010 roku. Trenując na nartorolkach uderzyła w przepust betonowy, unikając w ten sposób zderzenia z autobusem. Przeszła operację i miała ponad roczną przerwę w startach.

- Po wypadku było bardzo ciężko wrócić. Pojawiały się refleksje co dalej, ale nie były one bliżej sprecyzowane. Zresztą planu dla siebie na przyszłość nie mam, bowiem i tak pewnie różniłby się od tego, co Bóg dla mnie przygotował w sensie życiowej misji - dodała.

Z Val di Fiemme - Radosław Gielo

Dowiedz się więcej na temat: Sylwia Jaśkowiec | Tour de Ski | biegi narciarskie

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje