To nie był błąd systemu. Polak biegł w czołówce na mistrzostwach świata
Ale to był szalony bieg na mistrzostwach świata w narciarstwie klasycznym w Trondheim. W rywalizacji w skiathlonie (10 km techniką klasyczną + 10 km techniką dowolną) cztery pierwsze miejsca zajęli Norwegowie. Przez moment w czołówce dość sensacyjnie pojawił się Dominik Bury, który jest naszym najlepszym zawodnikiem.

Dominik Bury startował z 43. numerem, a zatem znalazł się w okolicach środka stawki na starcie do pierwszej części rywalizacji na 10 kilometrów techniką klasyczną. To styl, w którym 28-latek czuje się zdecydowanie gorzej.
Tym większym zaskoczeniem było, gdy zobaczyliśmy go na czwartej pozycji po pierwszym okrążeniu, liczącym 3,3 km.
Żółty alert w Trondheim. Zapowiada się ekstremalna aura. Powodzie i lawiny błotne
Wielkie zaskoczenie. Polak biegł z najlepszymi, narty jechały jak szalone
W Trondheim strefa wywiadów jest usytuowana tak, że kompletnie nie widać biegu. Można śledzić rywalizację na wielkim telebimie, ale akurat wtedy, kiedy Bury wbijał się do czołówki biegu, realizator pokazywał kłopoty z nartami innego z biegaczy.
Gdy zatem Bury dotarł do dziennikarzy, padło pytanie o to, czy to był błąd systemu. Biegacz AZS AWF Katowice uśmiechnął się jednak szeroko i odparł:
To nie był błąd systemu. Jestem niewielkiej postury, więc przeciskałem się między rywalami. Tu na prawo, tu lewo. Nagle patrzę, a ja jadę na czwartej pozycji na stadionie. Kurczę, to było coś niesamowitego. Wiedziałem, że jeśli chcę o coś walczyć, to muszę się przedzierać. Musiałem też jednak stonować, by nie było za szybko.
Bury znalazł się tak wysoko nie tylko dzięki swojemu sprytowi, ale też dzięki doskonale przygotowanym nartom. Te jechały jak szalone na długim zjeździe na stadion.
- Serwis spisał się naprawdę znakomicie. Narty jechały wyśmienicie na zjazdach. Mogłem mieć tylko nieco mocniejsze trzymanie, co przydałoby się na podbiegach. Miałem jednak duże problemy z kolką na drugim i trzecim kole. Myślałem, że się nie wyprostuję i to zaważyło, że nie dałem rady być wyżej na klasyku. Na łyżwie było w porządku. Szkoda, że nie załapałem się z wcześniejszą grupą, bo wtedy "30" byłaby bez problemu - tłumaczył.
Dla Burego to był pierwszy występ w karierze w skiathlonie w mistrzostwach świata.
- Dla mnie to jest bardzo trudny bieg. Muszę się ciągle przeciskać do przodu, bo startuję z dalszej pozycji. Kiedy robi się przerwa i pociąg ucieka, to już jest niemożliwe dogonienie najlepszych. Przy takich biegach trzeba mieć dużo szczęścia. Jestem zadowolony z tego startu. To dla mnie dobry prognostyk przed rywalizacją na 50 km "łyżwą". To będzie dla mnie główny bieg a tych mistrzostwach - zakończył nasz zawodnik, który do mety dobiegł na 36. pozycji.
Młody Pola nie dał się zdublować
Drugi z naszych reprezentantów Piotr Jarecki dobiegł na 58. pozycji. Dla niego to był jednak dopiero drugi start w karierze w skiathlonie.
- Tempo było niesamowite, ale jestem zadowolony. Walczyłem na całej trasie, a kibice nieśli. Przed startem miałem chwile niepewności. Nie wiedziałem, czy będę w stanie utrzymać tempo. Nie traciłem aż tyle, by zostać zdublowanym. Znakomicie spisał się nasz serwis. Na klasyk miałem chyba jedne z lepszych narty w tym sezonie - mówił 22-latek.
Mistrzem świata został Johannes Hoesflot Klaebo, który zdobył już drugie złoto w Trondheim. Drugi był jego rodak Martin Loewstroem Nyenget, a trzeci kolejny Norweg Harald Oestberg Amundsen.
Z Trondheim - Tomasz Kalemba, Interia Sport
Zobacz również:









![Noskova mistrzynią Wimbledonu. Muchova wróciła z dalekiej podróży, ale to nie wystarczyło. Skrót meczu [WIDEO]](https://i.iplsc.com/000N1C5IPFYM7533-C401.webp)



