Reklama

Reklama

Therese Johaug zawieszona na dwa miesiące za doping

Słynna norweska biegaczka narciarska Therese Johaug została zawieszona na dwa miesiące za doping.

Decyzję podjęła norweska agencja antydopingowa (NSF). Jej władze podały, że przypadek Johaug wciąż jest badany. Do czasu wydania ostatecznej decyzji zawodniczka nie może startować w zawodach ani trenować z kadrą.

Reklama

To efekt wpadki dopingowej norweskiej gwiazdy sportów zimowych. Podczas badania przeprowadzonego we wrześniu w organizmie Norweżki wykryto ślady sterydu anabolicznego o nazwie clostebol.

Johaug twierdzi, że przyczyną całego zamieszania rzekomo miał być krem, który stosowała na oparzenia warg.

Grożą jej nawet dwa lata dyskwalifikacji.

Johaug to siedmiokrotna złota medalistka mistrzostw świata, mistrzyni olimpijska, dwukrotna triumfatorka Pucharu Świata i dwukrotna zwyciężczyni Tour de Ski.

Telewizja NRK zwróciła uwagę, że po kilku dniach ciszy agencja Antidoping Norge zaczęła się bawić w grę słów, motywując swoją decyzję przy użyciu słów zawodniczki, która przed tygodniem na konferencji prasowej uderzała pięścią w stół mówiąc dobitnie "jestem bez winy" i "udowodnię że jestem niewinna".

Jak oceniają dziennikarze różnica pomiędzy określeniami "jest winna" i "nie jest niewinna" pozostawia bardzo szerokie pole do interpretacji. Jak podkreśliła NRK, decyzja o zawieszeniu oznacza, że według regulaminu Antidoping Norge dyskwalifikacja będzie co najmniej w tym samym wymiarze.

Agencja rozpoczęła postępowanie przeciw lekarzowi reprezentacji Norwegii Fredrikowi Bendiksenowi, który osobiście kupił w aptece we Włoszech niedozwoloną maść.

Zawiadujący śledztwem Anstein Gjengedal zaznaczył, że Johaug "wprowadziła do organizmu zabroniony środek, a sportowiec nie jest bez winy, jeżeli nie sprawdzi sam co zawiera preparat. W jej przypadku była zobowiązana dokładnie sprawdzić opakowanie i ulotkę bez względu na to co mówił lekarz".

Zdaniem wszystkich norweskich mediów Johaug posiada jednak ważną kartę przetargową w swojej rozgrywce. Jest nią specyficzny kontrakt z Norweską Federacją Narciarską, który musi podpisać każdy członek reprezentacji. Dotyczy on głównie wynagrodzenia i podziału pieniędzy od sponsorów lecz również wymaga całkowitego posłuszeństwa w stosunku do działaczy i jak się w nim podkreśla szczególnie do aparatu medycznego.

Zdaniem mediów w ten sposób biegacz czy biegaczka zawsze i ślepo powinni dostosować się do zaleceń lekarza i nie kwestionować jaki środek im aplikuje, co było szczególnie kontrowersyjne po doniesieniach, że lekarstwa na astmę były regularnie podawane również zdrowym zawodnikom.

Na niekorzyść Johaug - jak podkreślają norweskie media - świadczy fakt, że otrzymała maść z opakowaniem i ulotką od lekarza 4 września i stosowała ją do 15 września. "Nawet posiadając wątpliwości, musiała dostosować się do zapisu kontraktu" - zaznaczają.

Kontrola antydopingowa nastąpiła dzień później i w przypadku zawodniczki była pierwszą od czterech miesięcy.

"Jest to dla mnie bardzo trudna decyzja lecz ją przyjmuję i jednocześnie poświęcę się pracy dla całkowitego oczyszczenia mojej osoby z zarzutów. Oczekuję gruntownego, bardzo dokładnego i szczegółowego śledztwa w najkrótszym czasie" - napisała Johaug w oświadczeniu prasowym.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama