28-letni Dominik Bury był przed laty czołowym juniorem świata. Rok starszy brat Kamil z kolei wyróżniał się z gronie młodzieżowców. Obaj potrafili błysnąć w Pucharze Świata.
Dwa lata temu Dominik otarł się nawet o "10". W Val di Fiemme zajął 11. miejsce w biegu na 10 kilometrów techniką dowolną. Kamil najlepszy wynik osiągnął pięć lat temu. Był wówczas 16. w sprincie "klasykiem" w Trondheim.
Bolesne pożegnanie polskiego biegacza. "Dałem z siebie wszystko", otwiera się w nowym oknie
Mariusz Hluchnik zastąpił Lukasa Bauera na stanowisku trenera męskiej kadry w biegach narciarskich
Ubiegły sezon była dla nich kompletnie nieudany. Zresztą, jak dla całej naszej kadry. Trener Lukas Bauer przeszarżował chyba treningiem wysokogórskim. To był jednak okres, kiedy można było przetestować, jak zawodnicy zareagują na ten trening. W zamierzeniu owoce tej pracy miały przyjść w tym roku, ale też w sezonie olimpijskim.
Polski Związek Narciarski rozstał się jednak z Czechem, który przed laty był wielką gwiazdą na biegowych trasach, a w jego miejsce trenerem męskiej kadry został Mariusz Hluchnik.
On przez lata był serwismenem. W sumie w polskich biegach jest od ponad 15 lat. Z czasem nabywał też trenerskie umiejętności.
- Od lat uczę się od najlepszych trenerów, bo pracowałem z Ivanem Hudacem, podpatrywałem też Aleksandra Wierietielnego. Przez trzy lata byłem też w kombinacji norweskiej jako trener-asystent przy głównej kadrze - mówił Hluchnik w rozmowie z Interia Sport.
- Dzięki mojej obecności w teamie wiedziałem, jaką pracę wykonały chłopaki w ubiegłym sezonie u trenera Lukasa Bauera. Poprzedni sezon nie był dla nich udany. Źle zareagowali na treningi na wysokości, ale mieli przynajmniej bazę na ten sezon. Przez ten rok dużo się nauczyłem i chcę to wykorzystać w kolejnych latach - dodał.
Bracia Bury odmówili współpracy z Hluchnikiem. "Nie chcieliśmy się cofać do podstawówki"
Kiedy jednak PZN postawił na Hluchnika, na pracę z nim nie zdecydowali się bracia Bury. Z rozmów z działaczami można było usłyszeć, że nie ufają temu trenerowi, a nawet nie uznają go w ogóle za szkoleniowca.
Jak starasz się iść w górę po szczeblach edukacji, to nigdy nie cofasz się do poziomu szkoły podstawowej. My nie chcieliśmy tego. Tak bardzo delikatnie określiłbym to, dlaczego podjęliśmy taką decyzję
Obaj zaczęli trenować z Tadeuszem Krężelokiem, ich byłym trenerem klubowym, który potem pracował z kadrą. Tyle że Bury zaoponował, kiedy zaczęliśmy mówić o tym szkoleniowcu.
- Trenowaliśmy sami. Nawet nie mamy finansowania. I pokazaliśmy, że w takich warunkach stać nas na dobre wyniki. Teraz jestem przekonany, że do igrzysk będę w stanie przygotować się na topowy poziom - mówił Dominik Bury.
- Całkowicie zostaliśmy odcięci od finansowania. Wszystko, co robiliśmy, to ze środków własnych. Cieszę się, że razem z bratem mieliśmy na tyle determinacji, bo mieliśmy bardzo dużo problemów z tym związanych - dodał.
Trzeba przyznać, że Dominik Bury imponował wynikami, które - jak na polskie warunki - były rewelacyjne. W Toblach zajął 20. miejsce w biegu na 20 kilometrów "łyżwą". Był też 24. w biegu na pościgowym na 15 km "klasykiem". Do tego dołożył 20. miejsce w Cogne na 10 km techniką dowolną i kilka dni temu 21. pozycję na 20 km "łyżwą" ze startu wspólnego.
- Razem z bratem bardzo fajnie się odbudowaliśmy. Można nawet powiedzieć, ze to jest jeden z moich najlepszych sezonów, a przecież nie miałem zbyt wielu okazji, by wystartować w Pucharze Świata. Trenerzy kadry nie zaplanowali nam bowiem startów, choć byliśmy na nie gotowi - powiedział nasz biegacz.
Trener kadry tłumaczy: nie chcieli wejść do naszego systemu
- Z Dominikiem i Kamilem znamy się bardzo dobrze. Nie chcieli jednak wejść do tego naszego nowego systemu. Rozmawiając o ich poziomie, nikt tego nie wie, czy byliby w jeszcze lepszej formie, czy to jest teraz ich optymalna forma. Przedstawiłem im nasze plany, aby mieli wyobrażenie, jak to widzimy, jednak wyboru własnej ścieżki dokonali już sami. Dogadałem się z nimi, jak ma wyglądać sezon. Do jesieni mieli się przygotowywać sami. Na pierwszy śnieg pojechali już z nami. Zabezpieczyliśmy im również wszystkie starty w zawodach - tłumaczył Hluchnik.
- Otrzymali też ode mnie plan startów w Pucharze Świata. Na ich prośbę zmieniłem je, aby mogli wystartować w całym Tour de Ski, przyniosło to dobre efekty dla nas i dla nich. Cieszę się z tego, bo osiągnęli tam wysokie rezultaty. Każdy powinien jednak wiedzieć, że jeśli mamy coś zaplanowane, to tego musimy się trzymać. Nie jest łatwo to zmienić z kilku powodów i mamy też w systemie określone założenia szkoleniowe. W tym procesie musimy brać pod uwagę wiele elementów, analizować i iść naprzód stopniowo krok po kroku, czasami pamiętając również o przeszłości. Myślę, że siądziemy znowu nad tym na wiosnę i przeanalizujemy sytuację pod kątem kilku ważnych dla nas i dla nich aspektów - dodał.
Kamil Bury tej zimy raz znalazł się w "30". W Val di Fiemme był 26. w sprincie "klasykiem".
- Było warto postawić na swoim. Mam bardzo równy sezon, a wszystkie biegi łyżwą mam w okolicach 20. miejsca. Kilka razy zabrakło szczęścia, by być w "10". To jest jednak do zrobienia - zauważył Dominik Bury.
Maciej Staręga został w kadrze, poza nim sama młodzież
Razem z kadrą trenuje dalej Maciej Staręga. Dla niego to jeden z ostatnich sezonów w karierze. On nie widzi powodów, dla których miałby nie trenować z Hluchnikiem.
- Zdecydowałem się trenować z kadrą. Dla mnie to było wygodniejsze. Po powrocie Moniki do treningów łatwiej było nam pogodzić pewne rzeczy. Poza tym nie ma problemu, by trenować z młodszymi zawodnikami, czy Mariuszem, który jest trenerem - podkreślił 35-latek.
- W grupie mamy doświadczonego Maćka, który chce pomóc tym młodszym wejść na wyższy poziom. Był dla mnie w tym roku dużą pomocą. Tak naprawdę musimy mocno myśleć o nowej generacji zawodników i rozwijaniu systemu, w którym nauczymy ich ciężkiej pracy i skupienia na detalach, jeżeli myślimy o lepszych wynikach na kolejnych igrzyskach. To nie jest praca, jaką da się wykonać w ciągu roku, czy dwóch. Na to potrzeba wielu lat. Mamy szwedzkie wsparcie, bo naszym koordynatorem jest Martin Persson. Dokonujemy przede wszystkim technicznej ewolucji. Moim zdaniem idziemy w dobrym kierunku - zakończył trener kadry.
Z Trondheim - Tomasz Kalemba, Interia Sport
















