Reklama

Reklama

Puchar Świata w biegach. W piątek początek sezonu pełnego obaw

W piątek w fińskiej Ruce odbędą się pierwsze zawody Pucharu Świata 2020/21 w biegach narciarskich. Pandemia u progu sezonu wciąż budzi wiele obaw. Koronawirus Polakom dał się we znaki już w okresie przygotowawczym.

"Jak na te dość specyficzne warunki, to przygotowania przebiegły w miarę sprawnie, ale wyzwań nie brakowało. W kadrze pojawiły się przypadki zakażenia i na pewno nie przeprowadziliśmy tylu treningów na śniegu, ile byśmy chcieli" - powiedział Rafał Węgrzyn, asystent trenera kobiecej kadry Słowaka Martina Bajcziczaka.

Reprezentacja Polski złożona jest z młodych zawodniczek, na czele z medalistkami mistrzostw świata juniorów - 20-letnią Izabelą Marcisz i rok młodszą Moniką Skinder.

"Ostatnie zgrupowanie w Finlandii przebiegło już bez zakłóceń. W dobie pandemii bardzo skomplikowana stała się logistyka. Jeśli już dojedzie się na miejsce, otrzyma negatywne wyniki testów, to przychodzi ulga i można zabrać się do pracy" - przyznał Węgrzyn.

Choć nikt z kadry nie przechodził zakażenia z ciężkimi objawami, to problemem bywał aspekt psychologiczny związany z izolacją.

"Do kwestii kwarantanny i wszelkich zaleceń sanitarnych podchodziliśmy bardzo poważnie. Takie nagłe odseparowanie od grupy naprawdę zostawia ślad w psychice. Zresztą obaw co do całego sezonu nie brakuje. Sytuacja jest bardzo zmienna i to powoduje, że na wiele pytań natury organizacyjnej nie mamy jasnych odpowiedzi. Pozostaje mieć nadzieję, że wszystko będzie dobrze" - podkreślił.

Bajcziczak przejął schedę po Aleksandrze Wierietielnym, autorze wielkich sukcesów Justyny Kowalczyk, którego Węgrzyn również był asystentem.

"Obu szkoleniowców na pewno łączy olbrzymi profesjonalizm i zaangażowanie. Cechą wspólną są także częste rozmowy z zawodniczkami. Martin ma bardzo dobry kontakt z podopiecznymi" - ocenił.

Męska kadra wkracza natomiast w drugi sezon pod wodzą Czecha Lukasa Bauera. Jej przygotowania także komplikował koronawirus. Zakażeni byli m.in. Kamil Bury i Maciej Staręga.

"W moim przypadku miało ono bardzo lekki przebieg. W realizacji treningu praktycznie to nie przeszkodziło. Chyba przed żadnym sezonem nie wykonałem tak dużej pracy. Jestem z tego zadowolony, ale dopiero zobaczymy, jak to się przełoży na starty" - powiedział Staręga.

30-letni siedlczanin w trzech ostatnich sezonach nie miał wielu powodów do zadowolenia, ale wciąż ma nadzieję, że jeszcze wystąpi w finale sprintu.

"To będzie bardzo trudne, ale marzeń się nie porzuca" - przyznał.

Trzydniowa rywalizacja w Ruce rozpocznie się od sprintu techniką klasyczną. Na sobotę zaplanowano biegi indywidualne także "klasykiem", a w niedzielę minicykl zakończą zmagania na dochodzenie techniką dowolną.

Później jednak nastąpi przerwa w Pucharze Świata spowodowana pandemią. Z powodu koronawirusa nie odbędą się zawody w Lillehammer. Norwegowie liczą, że uda się je przeprowadzić w innym terminie.

Być może przejmą organizację finału PŚ od Chińczyków. W Pekinie w marcu ma się odbyć próba przedolimpijska, ale dużo wskazuje na to, że tej zimy do Państwa Środka nie udadzą się przedstawiciele wielu dyscyplin.

Wywalczonych w marcu Kryształowych Kul bronią Therese Johaug oraz Aleksander Bolszunow. Norweżka ponownie jest faworytką, a największym rywalem Rosjanina będzie Norweg Johannes Hoesflot Klaebo - triumfator z sezonów 2017/18 i 2018/19.

Reklama

wkp/ krys/

Dowiedz się więcej na temat: biegi narciarskie

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje