Reklama

Reklama

PŚ w biegach. Therese Johaug po przesłuchaniach: Dlatego czuję się niewinna

W Oslo, przed Norweską Konfederacją Sportu (NIF) rozpoczęło się przesłuchanie Therese Johaug. Słynna norweska biegaczka narciarska jest zawieszona za stosowanie sterydów, ale cały czas nie przyznaje się do winy.

Przesłuchanie odbywa się przy drzwiach otwartych. Podczas rozprawy ujawniono, że stężenie sterydu w organizmie Johaug wynosiło 13 nanogramów na milimetr. Prawnicy biegaczki podkreślają, że to niewielka wartość, co może potwierdzać, że Johaug nie brała dopingu tylko rzeczywiście zastosowała jedynie maść na poparzenie słoneczne. Potwierdzać to ma także sms wysłany przez nią do przyjaciółki, w którym opisuje, że dokucza jej oparzenie.

Adwokat Johaug Christian B. Hjort stwierdził, że norweska gwiazda biegów narciarskich jest niewinna i w ogóle nie powinna zostać ukarana. Dowodził, że Johaug nie tylko nie stosowała dopingu celowo, ale także nie popełniła żadnego zaniedbania.

Reklama

Tymczasem szwedzki ekspert od karania przypadków dopingu w sporcie - Tommy Forsgren przypomniał, że w przypadku sportowców limit sterydów anabolicznych wynosi zero.

Johaug podtrzymuje obraną wcześniej linię obrony. Powiedziała, że całkowicie ufała lekarzowi reprezentacji i przed zastosowaniem otrzymanego od niego leku zapytała, czy nie jest na liście niedozwolonych medykamentów.

"Dlatego czuję się niewinna. Zawsze dokładnie sprawdzam skład przepisywanych mi lekarstw, lecz tym razem kupił je i wręczył mi lekarz reprezentacji z 30 letnim doświadczeniem, więc jak mogłam kwestionować jego wiedzę. Ufałam mu stuprocentowo, ale mimo to jeszcze zapytałam, czy maść Trofodermin nie znajduje się na liście niedozwolonych preparatów. Otrzymałam odpowiedź że nie, więc zaczęłam ją natychmiast stosować. Ulotkę z ostrzeżeniem wyrzuciłam do kosza, ponieważ była po włosku" - powiedziała biegaczka podczas swojego 1,5-godzinnego wystąpienia.

"Kiedy otrzymałam list od ADN (Norweska Komisja Antydopingowa - przyp. red.) z wynikiem, stałam i płakałam. Byłam w szoku" - relacjonowała Johaug.

We wrześniu w organizmie mistrzyni olimpijskiej z Vancouver (2010) i siedmiokrotnej mistrzyni świata wykryto kolstebol. Całą winę wziął na siebie lekarz norweskiej kadry Fredrik Bendiksen. Tłumaczył, że kupił w aptece krem, który zawodniczka stosowała na oparzenia warg. To właśnie ten medykament zawierał niedozwolone substancje.

Norweska Komisja Antydopingowa "Antydoping Norge" zawiesiła Johaug i zaproponowała karę w 14 miesięcy dyskwalifikacji. Teraz biegaczkę przesłuchuje Norweska Konfederacja Sportu (NIF), która do trzech tygodni podejmie decyzję o karze.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje