Reklama

Reklama

MŚ w Lahti. Justyna Kowalczyk: Jestem rozczarowana rezultatem

- Mogę sobie zarzucić tylko to, że za wolno biegłam. Jestem rozczarowana rezultatem – powiedziała Justyna Kowalczyk po zajęciu ósmego miejsca na 10 km klasykiem w Lahti. Skomentowała też 16. złoty medal MŚ Marit Bjoergen.

Wtorkowy bieg w Lahti był dla Kowalczyk jednym z ostatnich poważnych startów w karierze. Temu podporządkowała wiele miesięcy przygotowań. Skończyło się na ósmej lokacie.

Reklama

- Rezultatem jestem rozczarowana, bo stać mnie na dużo więcej niż ósme miejsce, choć, patrząc na wyniki, pierwsze dwa były poza jakimkolwiek zasięgiem. Od trzeciego miejsca były dziewczyny, z którymi już w tym roku potrafiłam wygrywać. Moja dyspozycja dnia dziś walczyła o trzecie miejsce - powiedziała Kowalczyk.

- Co mogę? Drzeć szaty? Nie ma z czego. Inaczej, gdy człowiek coś zawali. Mogę sobie zarzucić tylko to, że za wolno biegłam. Przez poprzednie dwa lata mogłam sobie dużo zarzucić, bo nie mogłam wielu rzeczy robić, ale teraz nie mogę sobie zarzucić nic. Od trenera też usłyszelibyście, że to była najlepsza Justyna od lat - stwierdziła.

Co sądzi o niesamowitej Norweżce Bjoergen, która sięgnęła już po 16. złoto MŚ w karierze? - Tu nie ma co komentować. To są wyniki dla zwykłych śmiertelników nieosiągalne - podkreśliła.

- Przez ostatnie osiem miecięcy zachowywałem się najbardziej profesjonalnie w moim życiu, oddałam wszystkie siły, żeby przygotować się jak najlepiej do mistrzostw. To był dobry bieg, ale nie piękny. Nie wyszedł tak, jak powinien. Być ósmym na świecie nie jest wstyd, ale wszyscy chcieliśmy więcej i mieliśmy prawo spodziewać się więcej - mówiła nasza zawodniczka.

- Już na początku biegu, gdy podawano mi międzyczasy, myślałam sobie "co jest grane?", przecież zaczęłam szybko. Coś od początku w moim ciele nie zagrało, choć nie odcięło mi prądu tak jak w Otepaeae. Czułam, że dałam na trasie z siebie wszystko. Moi serwismeni spisali się znakomicie, mimo zmiennych warunków. Z nartami było wszystko w porządku - zaznaczyła, nie szukając winnych poza sobą.

- Nie popełniłam znacznych błędów na zjazdach, czy gdziekolwiek, po prostu byłam wolniejsza niż dziewczyny. Zrobiłam poprawny bieg, pewnie początek powinnam zrobić dużo mocniejszy - analizowała.

Kowalczyk, po tylu latach, kariery, jeszcze stresuje się takimi biegami? Można spytać każdej z dziewczyn, z Marit Bjoergen na czele, że każda z nas się stresuje. Wytrzymałościowa dyscyplina boli i wszyscy tego bólu się boją - przyznała.

W czwartek Kowalczyk wystartuje jeszcze w sztafecie i powalczy z koleżankami o pierwszą ósemkę, gwarantującą stypendia olimpijskie. Miejsce w dziesiątce zapewni kwalifikację sztafety do igrzysk.

- Pobiegnę na pierwszej zmianie, mam nadzieję, że powalczymy o pierwszą ósemkę. Były piękne czasy dla polskich biegów i chciałoby się, żeby ta drużyna miała przyszłość. Coraz więcej ludzi wychodzi na biegówki i chcielibyśmy przyciągnąć młodzież, a żeby to się stało, wyniki sportowe też muszą być dobre - mówiła nasza zawodniczka.

- Jestem lepszą zawodniczką, niż byłam rok i dwa lata temu, więc mogę jeszcze się poprawić do igrzysk, chociaż wróżenie na temat medali jest kompletnie bez sensu. Moje ciało, przede wszystkim kolano, pokaże mi, czy igrzyska dla mnie będą, czy nie. Jestem pełna optymistycznych myśli - podsumowała.

Z Lahti Waldemar Stelmach

Dowiedz się więcej na temat: MŚ w Lahti | Justyna Kowalczyk

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje