Reklama

Reklama

Mekka narciarstwa - Holmenkollen

Narciarskie mistrzostwa świata, które odbyły się w Oslo na przełomie lutego i marca gromadziły codziennie na wzgórzu Holmenkollen po 100 tysięcy publiczności i 500-800 milionów przed telewizorami w kilkudziesięciu krajach.

Wspaniale widoki i szalony doping norweskiej publiczności sprawiły, że nie padł ani jeden głos krytyki pod adresem organizatorów, a wielu jednogłośnie stwierdziło, że taka impreza powinna odbywać się zawsze w Norwegii.

Ktoś, kto nie był na miejscu nie może sobie wyobrazić ubranych na sportowo całych rodzin z dziećmi, które z plecakami i flagami od rana udawały się kolejką lub pieszo na Holmenkollen. Na miejscu w lasach przez dwa tygodnie koczowało 15 tys. kibiców w kilku tysiącach namiotów, aby mieć najlepsze miejsca przy trasach biegowych, na których - jak podkreślają sami narciarze - biegnie się jak korytarzem wśród wiwatujących ludzi, niczym podczas kolarskiego wyścigu Tour de France. Co noc odbywały się huczne rozgrzewające imprezy przy tysiącach ognisk.

Reklama

Kompleks narciarski Holmenkollen to historyczne miejsce dla Norwegii, gdzie oficjalną areną narodową nie jest stadion piłkarski lecz skocznia. MŚ odbyły się tam w 1966 i 1982 roku, a w 1952 r. Oslo było gospodarzem zimowych igrzysk olimpijskich. Pierwsze zawody, skoki narciarskie rozegrano tam już w 1882 roku. W 1905 roku, kiedy po rozwiązaniu unii ze Szwecją, duński książę Carl został koronowany na króla niepodległej Norwegii, pierwszego dnia po przybyciu do Oslo udał pod skocznię, aby - jak powiedział - zobaczyć z bliska to święte miejsce swoich nowych poddanych. Nie zawiódł się i na trybunie królewskiej już jako Haakon zasiadał, co roku aż 55 razy. Tym razem zwycięzcom gratulował osobiście jego wnuk Harald V.

Gruntowna modernizacja kompleksu sportowego Holmenkollen, specjalnie na MŚ, z budową dwóch nowych skoczni kosztowała 2,4 mld koron (1,2 mld zł). Organizatorzy sprzedali 275 tys. biletów za 130 mln koron (65 mln zł), a przyjezdni zostawili w Oslo ponad miliard koron (0,5 mld zł).

Zmagania Justyny Kowalczyk z Marit Bjoergen były głównym punktem programu lecz to Norweżka została "królową Holmenkollen" zdobywając aż cztery złote medale i jeden srebrny. W ostatniej, najważniejszej konkurencji, biegu na 30 kilometrów rywalki pogodziła nieoczekiwanie najpiękniejsza uczestniczka tych mistrzostw, 22-letnia Norweżka Therese Johaug, nazwana z powodu swojej niespożytej energii "królikiem Duracell".

Największą gwiazdą był jednak Adam Małysz, uwielbiany w Norwegii i nazywany "królem Holmenkollen", ponieważ właśnie tam zwyciężył aż pięć razy na obiekcie, którego już nie ma, dzięki czemu nikt nie pobije jego rekordu. Tam też ogłosił zakończenie kariery.

Norweska telewizja publiczna w czasie MŚ emitowała wielokrotnie krótki film, w którym do skoku na Holmenkollen w zwolnionym tempie z 1996 roku podłożono muzykę norweskiego zespołu Depress, który śpiewał po góralsku "Bo jo Cie Kochom". Utwór na przełomie 1981 i 1982 roku zajmował pierwsze miejsce na norweskiej liście przebojów i zaliczony został do klasyki norweskiego rocka.

MŚ zakończyły się sukcesem gospodarzy, którzy zwyciężyli w klasyfikacji medalowej. Za każdy złoty medal norweski zwycięzca otrzymywał złotą puchową kurtkę. W sumie za osiem złotych medali w startach indywidualnych i drużynowych norwescy sportowcy otrzymali ich aż 14. Wszystkie po podpisaniu przez mistrzów zostały sprzedane na aukcji przynosząc 1,6 mln koron (800 tys. zł), które przekazane zostały na cele dobroczynne.

Norweska telewizja publiczna NRK transmitując zmagania sportowców używała obrazów z aż 50 kamer, naziemnych, na skuterach śnieżnych i na latającym nad Holmenkollen Zeppelinie.

Transmisje odbywały się oczywiście bez przerw na bloki reklamowe, ponieważ tych ustawowo "misyjna", utrzymująca się z abonamentu NRK nie emituje.

W pięciomilionowej Norwegii zawody gromadziły przed telewizorami po 1,5 mln widzów i to w godzinach pracy. Oglądalność była tak duża dzięki pracodawcom, którzy pozwolili oglądać MŚ w miejscach pracy, a większość z nich zainstalowała duże telewizory uważając, że jeżeli nie pozwolą śledzić mistrzostw w pracy, to zwiększy się liczba "nagłych zachorowań" i nieobecności w pracy.

Zdaniem norweskich analityków dwa tygodnie MŚ wpłynie negatywnie na gospodarkę, lecz tylko w pierwszym kwartale. Radość ze zwycięstw zwiększy PKB w następnym kwartale. W ten sposób wszyscy są zadowoleni.

Zbigniew Kuczyński

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje