Reklama

Reklama

Kowalczyk: Szkoda, że pieniążki uciekły

- Wypadłam tak, jak się spodziewaliśmy. Może nawet nieco lepiej. Przecież szczyt formy powinien wypaść na mistrzostwa świata, na koniec lutego - powiedziała w "Przeglądzie Sportowym" Justyna Kowalczyk, która w cyklu Tour de Ski zajęła 11. miejsce.

- W przyszłym roku nikt mnie nie zmusi do startu, jeśli nie będę miała pięciu serwismenów i masażysty. Inaczej to nie ma sensu - wyznała Kowalczyk.

Reklama

- Mnie bolały mięśnie, a trener Wierietielny, Gimbickis i Michałek chodzili na rzęsach z niewyspania i zmęczenia - dodała najlepsza polska biegaczka narciarska.

Kowalczyk nie otrzymała premii finansowej, która trafiła do najlepszych dziesięciu zawodniczek Tour de Ski.

- Szkoda, że pieniążki uciekły, ale gdybym miała wybierać, to wolę mieć poczucie, że jestem w stanie walczyć z czołówką, że jednak jestem mocna, przynajmniej w stylu klasycznym. Dla takiej pewności jaką teraz mam, gotowa jestem machnąć ręką na te 1875 franków - stwierdziła brązowa medalistka z Turynu.

Dowiedz się więcej na temat: ski | Tour de Ski | tour | Kowalczyk

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje