Reklama

Reklama

Justyna Kowalczyk znów wbija szpilę Norwegom

- Gdyby ktoś miał wątpliwości: biegacze narciarscy z większości krajów badani są często - napisała na Twitterze nasza mistrzyni Justyna Kowalczyk.

"I bardzo dobrze. Z większości krajów, powtarzam" - dodała nasza mistrzyni kończąc wpis emotikonem z szerokim uśmiechem. Kowalczyk zamieściła również zdjęcie próbek moczu do kontroli antydopingowej.

Choć nie napisała tego wprost, to trudno się nie domyśleć, że chodzi o Norwegię, która boryka się z potężnym skandalem dopingowym. W roli głównej występuje dobrze znana Kowalczyk z biegowych tras Therese Johaug. W organizmie filigranowej biegaczki wykryto ślady sterydu anabolicznego o nazwie klostebol. Badanie przeprowadzono u Johaug we wrześniu, a wyniki pojawiły się na początku października.

Całą winę wziął na siebie lekarz norweskiej kadry Fredrik Bendiksen, który podał się do dymisji. Bendiksen tłumaczył, że kupił w aptece we Włoszech krem, który zawodniczka stosowała na oparzenia warg. To właśnie ten medykament zawierał niedozwolone substancje.

Po wybuchu afery Kowalczyk zamieściła komentarz na Twitterze. Opublikowała zdjęcie z opakowaniem kremu, na którym wyraźnie widać oznakowanie, które ostrzega, że środek nie może być stosowany przez sportowców. "Ładne opakowanie tej maści" - napisała Polka pod zdjęciem.

W tym roku inny reprezentant Norwegii w biegach narciarskich Martin Johnsrud Sundby stracił zwycięstwo w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata oraz w cyklu Tour de Ski z sezonu 2014/15 za to, że stosował wówczas w nieodpowiedni sposób lekarstwa na astmę.

Kowalczyk od wielu lat krytykuje stosowanie przez norweskich zawodników i zawodniczki środków na astmę.

Reklama


Dowiedz się więcej na temat: Justyna Kowalczyk | Therese Johaug | Martin Johnsrud Sundby

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje