Reklama

Reklama

Justyna Kowalczyk: Uczę się być dobrym trenerem

Od wielu miesięcy praktycznie niedostępna dla mediów. Nam udało się porozmawiać z dwukrotną mistrzynią olimpijską przy okazji gali 100-lecia Polskiego Komitetu Olimpijskiego w Warszawie. Reporterowi Interii dwukrotna mistrzyni olimpijska zdradziła m.in. to, czy będzie się jeszcze pojawiać w zawodach na narciarskich trasach.

W zbliżającym się wielkimi krokami nowym sezonie będzie pani łączyć starty w maratonach z rolą asystentki polskiej kadry prowadzonej przez trenera Aleksandra Wierietielnego?

- Jeszcze tak naprawdę nie wiem, czy będzie to możliwe, to się okaże. Na razie nie nakładam na siebie żadnej presji. Jeśli będę chciała i miała czas, bo obowiązki, te związane z kadrą, które muszę wykonywać, są najważniejsze, to tak. Jeśli będzie czas i będą chęci, to spróbuję to wszystko połączyć.

- A w jakiej formie jest pani obecnie?

Reklama

- Trzymam się w naprawdę dobrej formie, robię to jednak przede wszystkim dla siebie. Muszę przyznać, że jestem na bardzo wysokim poziomie, może odrobinę nieznacznie gorszym niż wtedy, gdy kończyłam karierę, więc proszę mi wierzyć jest naprawdę dobrze. Staram się trzymać swoje ciało w jak najlepszej kondycji.

A w roli asystenta trenera kadry spełnia się pani?

- Uczę się. Jedyne, co mogę na ten moment powiedzieć, to to, że uczę się i w sumie ciężko jest mi teraz powiedzieć, czy to dobrze, czy to źle. Nie wiem jak to będzie dalej. Zobaczymy.

Podczas długiej i bogatej w sukcesy kariery nie gościła pani właściwie w ogóle na galach, okolicznościowych imprezach, teraz wreszcie się to zmieniło.

- Tak. To chyba pierwszy raz, kiedy uczestniczę w tego rodzaju uroczystości. Mimo że już tyle razy przez wiele lat byłam nagradzana na różnego rodzaju galach, to jednak zawsze ktoś za mnie odbierał nagrody, najczęściej byli to rodzice. Cieszę się, że teraz mogę skorzystać z takiej możliwości.

Polski Komitet Olimpijski obchodzi stulecie istnienia, jest okazja do różnego rodzaju podsumowań, wspomnień, a pani których polskich sportowców ceni najbardziej?

- U mnie bezkonkurencyjnie wygrywa Irena Szewińska, tutaj jeśli chodzi o polskich sportowców nie ma w ogóle skali porównawczej dla kogokolwiek innego. Pani Irena, Pani Irena, Pani Irena, długo, długo nic i dalej Pani Irena.

A pani który swój sukces na przestrzeni tych wszystkich lat ceni sobie najbardziej?

- Ciężko jest chyba próbować robić jakąkolwiek skalę porównawczą. Pierwsze sukcesy są najważniejsze, kolejne to są już powtórki. Ja chyba najbardziej zapamiętam jednak ten ostatni złoty medal igrzysk olimpijskich z Soczi, bo jest ostatni, bo najbardziej o nim pamiętam. Myślę, że ten medal będzie chyba taki najcenniejszy.

Rozmawiał Zbigniew Czyż

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL