Reklama

Reklama

Justyna Kowalczyk dla Interii: Teraz niczego nie muszę. Z mężem jesteśmy najszczęśliwsi pod słońcem

- Życie osobiste, to w tej chwili zdecydowanie najjaśniejsza strona w moim życiu. Razem z mężem dogadujemy się świetnie. Mieszkamy pod Tatrami, żyjemy tak jak chcemy. Mimo trudnych czasów jesteśmy teraz najszczęśliwsi pod słońcem – mówi Interii, w pierwszym od dłuższego czasu wywiadzie Justyna Kowalczyk, dwukrotna mistrzyni olimpijska w biegach narciarskich. Nasza biegaczka ujawniła też, dlaczego trener Aleksander Wierietielny zakończył współpracę z PZN-em.

Zbigniew Czyż, Interia: Jak wygląda życie sportowca na emeryturze?

Justyna Kowalczyk, dwukrotna mistrzyni olimpijska: Razem z mężem prowadzimy bardzo aktywny tryb życia, więc wysiłek jest jakby podobny do tego wcześniej. Jest jednak zasadnicza różnica. Teraz niczego nie muszę, nie mam planu treningowego. Robię po prostu to, co uważam za słuszne.

W ubiegłym roku, bez rozgłosu, po cichu wyszła pani za mąż, jak bardzo zmieniło się pani życie?

Reklama

- Życie osobiste, to w tej chwili zdecydowanie najjaśniejsza strona w moim życiu. Razem z Kacprem (Tekieli przyp. red) dogadujemy się świetnie, dlatego jesteśmy małżeństwem (śmiech). Mieszkamy sobie pod Tatrami, żyjemy tak jak chcemy. Mimo trudnych czasów jesteśmy teraz najszczęśliwsi pod słońcem.

Czy czas pandemii spowodował u pani jakieś refleksje? Co wyciągnęła pani dla siebie z tego trudnego okresu?

- O same życiowe przemyślenia póki co się nie skusiłam. Po prostu mam bardzo dużo spraw organizacyjnych na głowie. Zdecydowanie jednak jest to bardzo trudny czas. Myślę jednak, że ludzie docenili przede wszystkim to, jak bardzo brakuje im bliskości. Kiedy mogli ją mieć od innych, to jej tak nie doceniali jak teraz, gdy nie mogą jej mieć, a potrzebują.

Ma pani na koncie mnóstwo sukcesów. Dwa razy stawała na najwyższym stopniu podium podczas igrzysk, w sumie zdobyła pięć medali olimpijskich, jest pani dwukrotną mistrzynią świata. Podczas gali 86. Plebiscytu na Najlepszego Polskiego Sportowca odebrała nagrodę Superczempiona. Gdyby cofnąć się wspomnieniami, który ze swoich wielkich sukcesów ceni sobie pani najbardziej?

- Ciężko to określić. To było jak domino. Jeden sukces prowadził za sobą następny, a ten kolejny był naturalną konsekwencją poprzedniego. Cieszę się i z sukcesów, i z porażek, bo one doprowadziły mnie do miejsca w którym dziś jestem i tego, że mogę się cieszyć całokształtem.

Zobacz Interia Sport w nowej odsłonie!

Sprawdź!

Po zakończeniu kariery została pani asystentką trenera naszej kadry narodowej, najpierw Aleksandra Wierietielnego, teraz współpracuje pani z Martinem Bajciciakiem. Jak się pani odnajduje w roli trenerki?

- Biegi stanowią zdecydowaną większość mojego życia, dlatego nie miałam problemów z przekazaniem wiedzy i doświadczenia. Pracujemy, żmudnie, może teraz w niezbyt wesołych okolicznościach, ale pracujemy.



Która rola jest trudniejsza, zawodniczki czy trenerki?

- Jedna i druga jest bardzo trudna. W ogóle ciężko jest to porównywać do siebie. Na pewno doświadczenie z kariery zawodnika bardzo przydaje się w byciu trenerem. Choć oczywiście nie ma na to żadnej reguły. I nie ma znaczenia to, czy zawodnik w czasie kariery miał duże sukcesy. Zdarza się, że bardzo dobry trener był słabym zawodnikiem i na odwrót. Mam nadzieję, że ja póki co się odnajduję w tej roli.

Nasze biegaczki robią coraz większe postępy.

- Dziewczynki są jeszcze młodziutkie i potrzebują trochę czasu. Widać jednak już teraz bardzo dobre wyniki w tych młodszych kategoriach i,  co ważne, bardzo dobrą energię.

Jak ocenia pani obecną kondycję polskich biegów narciarskich? Kiedy pani osiągała sukcesy, popularność tej dyscypliny sportu w naszym kraju była naprawdę duża. Teraz jakby zdecydowanie bardziej cicho o biegach.

- W naszej kadrze są dziewczyny, które zdobywają medale na mistrzostwach świata juniorów. To jest bardzo dobry prognostyk na przyszłość. One potrzebują jednak jeszcze trochę czasu. Potrzebują tego, żeby w nie wierzyć i żeby im pomagać. Dziewczyny zaczynają punktować w Pucharze Świata, zdobywają medale w młodszych kategoriach wiekowych. Myślę, że kobieca część biegów ma się dobrze. Jeżeli nie stanie się nic złego po drodze, to w najbliższych dwóch, trzech, no może czterech latach będziemy mieć zawodniczki, które będą potrafiły walczyć z najlepszymi. Jeśli chodzi o mężczyzn, to wolałabym się nie wypowiadać, bo nie pracuję z nimi.

Za rok Igrzyska Olimpijskie w Pekinie. Nasze czołowe zawodniczki, Izabelę Marcisz i Monikę Skinder stać na dobre wyniki w Chinach?

- Izabela będzie mieć wtedy 21 lat, a Monika 20. Oczywiście w tym momencie znawcy biegów podadzą mi kilka nazwisk zawodniczek, które w tym wieku zdobywały medale, ale tych kilka nazwisk, to są zazwyczaj w historii biegów zawodniczki, które zapisały się w niej jako megagwiazdy. Izie i Monice życzę oczywiście jak najlepiej, ale nie nakładajmy jeszcze na nie medali. Robią cały czas postępy, więc przy odrobinie szczęścia mogą zrobić naprawdę bardzo dobre rezultaty.

W ubiegłym roku oficjalnie pracę trenera i współpracę z Polskim Związkiem Narciarskim zakończył Aleksander Wierietielny. On cały czas jednak stara się być w tym sporcie, wiem, że pomaga pani, doradza.

- Trener nie mógł już sobie poradzić z ciągłymi trudnościami kierowanymi w jego kierunku ze strony Polskiego Związku Narciarskiego. Zrezygnował ze współpracy z PZN-em, ale nie zrezygnował z tego, by pomagać dziewczynkom, z którymi przez dwa lata pracował i które tak naprawdę nauczył biegać na nartach. Tak naprawdę był z nimi w ostatnim roku przez trzy czwarte tego okresu, nie było go tylko na Dachsteinie. Jest z nimi cały czas. Pracuje, trenuje, doradza. Mam nadzieję, że jeszcze znajdzie dla siebie taką normalną, dobrą pracę. Cały czas ma mnóstwo energii i wiedzy. Kilka osób w Polskim Związku Narciarskim nie ma w sumie łącznie takiej wiedzy jak on jeden. Mam nadzieję, że to się jeszcze kiedyś wyrówna.  

Jakie ma pani plany i życzenia na nowy rok?

- Chciałabym, żeby wszystko szło spokojnie swoim trybem. Żeby moje dziewczyny się rozwijały i zdobywały to, na co pracują każdego dnia. A ja i moja rodzina? Chciałabym, żebyśmy się nie dali covidowi. Żebyśmy wszyscy byli zdrowi. Tego sobie i wszystkim życzę.

Zbigniew Czyż

Zobacz Interia Sport w nowej odsłonie!

Sprawdź!





Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje