Reklama

Reklama

Burza po plebiscycie sportowym w Norwegii. Skoczkowie krytykują Johaug

Therese Johaug otrzymała tytuł sportowca roku w Norwegii. Mistrzyni świata w biegach narciarskich nie może jednak liczyć na gratulacje od norweskich skoczków narciarskich. Ci są niepocieszeni, że Halvor Egner Granerud nie otrzymał żadnej nagrody, a w dodatku ta trafiła ich zdaniem do osoby "skazanej za doping w bardzo małym sporcie".

Dyskusję w Norwegii wywołał plebiscyt na sportowca roku, w którym wygrała Therese Johaug. Utytułowaną biegaczkę narciarską "zaatakowali" norwescy skoczkowie, którzy wyrazili swoje zdanie na temat wyników.

Dyskusja na ten temat została zapoczątkowana w nagrywanym przez skoczków podcaście. Johann Andre Forfang przyznał nawet, że już dawno stracił szacunek do gali.

Podobnego zdania jest Daniel Andre Tande, który nadmienił, że nagrody trafiają do osób, które nie powinny być nominowane.

"W Norwegii jest sporo dobrych zawodniczek, ale nagroda trafiła do skazanej za doping w bardzo małym sporcie" - powiedział dzień po ogłoszeniu wyników plebiscytu Forfang.

Reklama

Skoczek odniósł się do sytuacji sprzed kilku lat, kiedy Johaug została zdyskwalifikowana na kilkanaście miesięcy z uwagi na pozytywny wynik testu dopingowego. On i jego koledzy nie byli zadowoleni z tego, że nagrody za dobry sezon nie otrzymał Halvor Egner Granerud - zdobywca "Kryształowej Kuli" w sezonie 2020/2021.

Johaug nie skomentuje stanowiska skoczków narciarskich

Granerud dodał od siebie, że Johaug zasłużyła na nagrodę.

"Czuję jednak, że tegoroczną nagrodę przyznano za “imię roku", a nie za osiągnięcie sportowe" - dodał od siebie najlepszy zawodnik w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata w minionym sezonie.

Therese Johaug oraz jej menadżer nie mają zamiaru odnosić się publicznie do wypowiedzi skoczków, o czym poinformował portal Vg.no.

Głos w sprawie opinii skoczków zabrał natomiast menadżer norweskiej kadry skoczków. Clas Brede Brathen wyraził się jasno, że zawodnicy muszą brać odpowiedzialność za swoje słowa.

"To są ich wypowiedzi, a my nie nakładamy na nie żadnych ograniczeń. Jako związek nie ponosimy za nie odpowiedzialności" - powiedział Brathen.

AB

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy