Reklama

Reklama

Bjoergen obawia się Weng przed Alpe Cermis

Wszystko wskazuje, że już nic nie odbierze Marit Bjoergen zwycięstwa w Tour de Ski, ale sama norweska biegaczka najbardziej obawia się rodaczki - Heidi Weng.

Zdaniem norweskich mediów Marit Bjoergen już wygrała Tour de Ski. Sama biegaczka przypomina, że ostateczna rozgrywka nastąpi dopiero na podbiegu pod Alpe Cermis: - Będę uciekać przed dwoma głodnymi kozicami - Therese Johaug i Heidi Weng.

Jak ocenił kanał telewizji NRK nikt nie już odbierze Bjoergen jej pierwszego zwycięstwa w TdS. "Królową tych zawodów" pozostanie jednak - zdaniem tej stacji - Justyna Kowalczyk, która wygrała je cztery razy.

Reklama

"Tym razem znajduje się jednak daleko z tyłu, ze stratą wynoszącą pięć minut lecz według jej ocen na początku TdS +czarnym koniem+ jest Weng".

Bjoergen najbardziej obawia się Weng i na dwa etapy przed końcem TdS stonowała wypowiedzi norweskich dziennikarzy o zapewnionym triumfie. "Heidi bardzo się poprawiła w bieganiu pod górę, a jej forma jest rewelacyjna i wygląda na to, że jeszcze rośnie. Ja jeszcze nie wygrałam" - powiedziała.

Zdaniem trenera Norweżek Egila Kristiansena triumfatorka ostatniej edycji Therese Johaug, która traci do Bjoergen trzy minuty, już na pewno nie obroni tytułu i nie zajmie nawet drugiego miejsca. "Będzie trzecia, za Heidi Weng" - prognozuje.

Johaug, znajdująca się obecnie na trzecim miejscu, oceniła piąty etap, bieg na 15 kilometrów, jako swoją porażkę i odbywa intensywne sesje z psychologiem. Przyznała, że chociaż dalej jest w formie, to już nie takiej jak przed miesiącem. "Brakuje mi tej nadwyżki i lekkości, którą miałam w grudniu i mam małą nadzieję, że był to po prostu tylko słaby dzień" - oceniła swoją dyspozycję.

Weng, która jest po pięciu etapach druga, ze stratą dwóch minut do Bjoergen, przed rokiem ukończyła TdS jako trzecia. Jak przyznała: "tamto miejsce nie miało wielkiego smaku, ponieważ nie startowała Kowalczyk, a Bjoergen wycofała się w połowie. Były to więc dla mnie zawody nieco kadłubowe. Dopiero teraz mam wielką szansę na prawdziwe drugie miejsce".

Biegaczka zdradziła również, że przez kilka tygodni jesienią i zimą trenowała podbiegi pod stok slalomowy w centrum narciarstwa alpejskiego Skeikampen niedaleko Lillehammer.

"To był bardzo intensywny trening, za każdym razem do utraty tchu. Podczas tych zajęć wyobrażałam sobie, że biegnę pod Alpe Cermis" - powiedziała Weng.

Trener Kristiansen dodał, że "trenowała tak mocno i dużo, że musieliśmy ją poskramiać. Nie odnosiło to skutku, nie chciała nas słuchać, biegając samotnie, nawet nocami. Dopiero jej narzeczonemu udało się ją przekonać do zmniejszenia obciążeń".

23-letnia Weng, nazywana już w Norwegii następczynią Bjoergen, cieszy się w reprezentacji specjalnym statusem, którym jest dieta pozwalająca na jedzenie nieograniczonych ilości słodyczy. Jej ulubione ciastka przywiezione zostały w środę z Norwegii, z cukierni w Enebakk, skąd pochodzi.

"Uwielbiam zwłaszcza napoleonki, których kilka zawsze zjadam po każdym biegu i nawet tutaj, gdzie odbywa się TdS, nie brakuje mi ich. W skład mojej codziennej diety wchodzi też tradycyjny norweski budyń ryżowy z cynamonem i domowy sok malinowy" - powiedziała biegaczka nazywana przez koleżanki "Panią Napoleonką".

Zbigniew Kuczyński

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL