Reklama

Reklama

Biegi narciarskie. Sylwia Jaśkowiec: Walczę o zdrowie

Nowy sezon Pucharu Świata w biegach narciarskich zbliża się wielkimi krokami, ale szybko nie zobaczymy w nim medalistki mistrzostw świata Sylwii Jaśkowiec, która porusza się o kulach po operacji mięśnia strzałkowego. - Walczę o zdrowie - powiedziała w rozmowie z Interią. Nasza zawodniczka opowiedziała nam też o przyczynach rozstania z drużyną Justyny Kowalczyk oraz o problemach polskich biegów.

Co? Gdzie? Kiedy? Bądź na bieżąco i sprawdź Sportowy Kalendarz!

Reklama

Waldemar Stelmach: Jak się pani czuje po zabiegu i co dalej z pani startami?

Sylwia Jaśkowiec: - Od kostki w górę jestem bardzo zdrowa, w całkiem dobrej dyspozycji fizycznej i mentalnej. Niestety jest uraz, przede mną kilkumiesięczna rekonwalescencja. Z cichością serca wierzę, że natura będzie po mojej stronie i że będzie się zmniejszać liczba tygodni między treningiem, a moją obecną sytuacją.

Kontuzja pojawiła się w najlepszym momencie pani kariery, gdy przyszły dobre wyniki, miejsca na podium. Czy to nie był tym większy cios dla pani?

- Może to śmiesznie zabrzmi: szczęście w nieszczęściu, ponieważ w tym sezonie nie ma mistrzostw. Choć wymagania i oczekiwania na ten sezon były duże, bo człowiek chciał udowodnić, że wypracowany w tamtym roku, czy dwa lata temu, poziom sportowy jest do utrzymania. Jest to mój poziom sportowy. Niestety stało się inaczej.

- Trochę może moja ambicja i młodzieńczy zapał mnie zgubiły, bo trzeba było się uspokoić w momencie pojawienia się pierwszego urazu, posiedzieć w domu przez dwa tygodnie. Bylibyśmy teraz na zgrupowaniu, na lodowcu, nakręcając się już na pierwsze starty w Kuusamo. Trzeba z tej mojej porażki wyciągnąć konstruktywne wnioski na przyszłość. Pozostaje mi zakasać rękawy i walczyć o to, żeby jak najszybciej stanąć o własnych siłach na własne nogi.

Skończyły się pani treningi z drużyną Justyny Kowalczyk. Jaki jest tak naprawdę tego powód? Chodzi o tę kontuzję?

- Kontuzje nie były żadnym powodem, ponieważ ostatni sezon przepracowałam bezkontuzyjnie wypełniając sto procent planu treningowego. Justyna zamierza połączyć maratony z Pucharem Świata, to wymaga pewnej organizacji. Po za tym jesteśmy zawodniczkami, które mają inne wymagania na treningach. Inaczej pracujemy i to też zadecydowało.

- Ogromnie cieszy, że Justyna jest w dobrej dyspozycji. Mówi, że wróciła do naturalnych warunków pracy, gdzie czuła się najlepiej. Ja jestem teraz na innym etapie. Walczę o zdrowie. Gdy je wywalczę, będę walczyć o dobry poziom sportowy, potem o Puchar Świata. Mam nadzieję, że dojdę do szczytowej formy na mistrzostwa świata w Lahti już za rok.

Justyna Kowalczyk jest trochę samotnikiem, ale mamy nadzieję jeszcze zobaczyć was w drużynie.

- Oczywiście. Ja i każda z moich koleżanek dołożymy wszelkich starań, żebyśmy na mistrzostwach świata w Lahti pozytywnie zaskoczyły publiczność, jak w minionym sezonie.

Kowalczyk trochę narzekała ostatnio, że przyszły kontuzje, zdarzyły się ciąże, co oczywiście nie jest niczym złym, i przez chwilę znów kobiecych biegów narciarskich w Polsce nie ma, została tylko ona. Jak pani na to patrzy?

- Pokładam mocne nadzieje w młodszych generacjach. Potrzebują szansy wyjechania na Puchar Świata, nie wymagając i nie nakładając na nie presji wyniku, ale przede wszystkim po doświadczenie i szukanie nowych motywacji, nowych wrażeń, które zaprocentują w młodych zawodnikach.

Jaki jest największy problem w Polsce, który sprawia, że młodzież w biegach narciarskich się nie przebija? Chyba nie brakuje talentów?

- Szkolenie młodych sportowców jest zapewnione. Są kadry młodzieżowe, przygotowywane pod mistrzostwa świata. Kluby, w których dokonuje się selekcja i pierwsze treningi, potrzebują jeszcze dużo wsparcia finansowego. Musi ono płynąć z federacji, a federacja musi te środki otrzymać z ministerstwa, więc dużo zależy od pracy u podstaw.

- Niezłym rozwiązaniem byłoby, gdyby udało się wspierać indywidualności , które studiują, pracują, łączą ze sportem życie rodzinne, a mają wciąż w sobie dużo potencjału, dużo motywacji i chęci uprawiania narciarstwa biegowego. Można by o takim wsparciu pomyśleć, żeby nasza dyscyplina trwała.

Prezes Apoloniusz Tajner wspomniał, że jest to sport wydolnościowy, gdzie wyniki osiąga się nieco później. Pojawia się okres przejściowy, w którym "z czegoś trzeba żyć", a jednocześnie trenować. Czy w tym okresie nie brakuje najbardziej wsparcia finansowego dla zawodników?

- Jak najbardziej. Jest przeskok, między okresem, gdy zawodnik kończy edukację, a wciąż marzy o tym, by kontynuować sport wyczynowy. Problem pojawia się gdy mamy już dojrzałego zawodnika, który, uprawiając sport, chciałby za to wynagrodzenie. Związek nie ma możliwości płacenia zawodnikom za lata treningu, za ciężką pracę i reprezentowanie kraju na arenie międzynarodowej.

- Dzieje się to tylko przez ministerstwo i międzynarodowe wyniki sportowe. Mówimy o miejscach 1-8 na mistrzostwach świata, igrzyskach olimpijskich, które dają prawo ubiegania się o stypendium. Kiedy nie ma tej "ósemki", jest dziewiąte miejsce, wtedy robi się duży problem. Nie ma niezależności, nie ma komfortu, tym bardziej, jeśli zawodnik nie ma sponsora indywidualnego, na którym mógłby się oprzeć. Jeśli chodzi o zarobki w narciarstwie biegowym, jest to wciąż kwestia, która podlega dyskusji.

Sezon zbliża się wielkimi krokami. Pani faworytka do Kryształowej Kuli to...

- Bardzo chciałabym, by powalczyła Stina Nilsson (Szwedka - red.), ponieważ pokazała wielokrotnie, że ma ku temu możliwości. Liczę na Astrid Jacobsen (Norweżka - red.), bo ona również przeszła w swojej karierze sportowej załamanie, związane z kontuzjami, zdrowiem, także problemami domowymi. Poniekąd utożsamiam się z tą zawodniczką, bardzo dobrze jej życzę i marzę, by stawała na podium. Oczywiście też Justyna. Życzę również naszym koleżankom, by dostawały szanse startu w Pucharze Świata.

Justyna Kowalczyk mówi, że na Kryształową Kulę szans nie ma. Ma to pewnie związek z tym, że zamierza odpuścić część startów.

- Nie przesądzajmy niczego. Niejednokrotnie Justyna udowodniła, że przy bardzo wysokiej dyspozycji nie ma sobie równych. Ma zróżnicowane cele na ten sezon, bo Puchar Świata łączy z biegami maratońskimi, aczkolwiek ma to być również krok ku mistrzostwom świata i igrzyskom olimpijskim. Myślę, że Justyna tanio skóry nie odda. Tym bardziej, jeśli nie ma liderki norweskiej (Marit Bjoergen jest w ciąży - red.), podium jest otwarte na każdego.

Kiedy możemy się spodziewać zobaczyć panią znów na trasach biegowych?

- Kiedy będę w pełni sprawna, zdrowa i gotowa, to nie omieszkam poinformować (śmiech).

Rozmawiał Waldemar Stelmach

Dowiedz się więcej na temat: Sylwia Jaśkowiec | Justyna Kowalczyk | biegi narciarskie

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje