Reklama

Reklama

Biegi narciarskie. Izabela Marcisz: sytuacja była skomplikowana

Justyna Kowalczyk była idolką nas wszystkich, jej kariera celem dla każdego, wszystkie oczy młodych zawodniczek były zwrócone na nią. A teraz mam to szczęście, że została moją trenerką - mówi w rozmowie z Interią, Izabela Marcisz, najlepsza obecnie polska biegaczka narciarska. Opowiada o przygotowaniach do sezonu, o tym, co się stało na igrzyskach w Pekinie i o pracy z Justyną Kowalczyk.


Olgierd Kwiatkowski, sport.interia.pl:  Ma pani czas na rozmowę dopiero wieczorem. Czy to najbardziej intensywny treningowo moment sezonu?

Izabela Marcisz, olimpijka z Pekinu, multimedalistka mistrzostw świata juniorek: To pierwszy obóz po krótkich wakacjach. Oczywiście, wakacje spędziłam aktywne, ale musiałam też trochę odetchnąć po sezonie. Teraz następuje wprowadzenie do intensywnej pracy. Na nowo zapoznaję się z nartorolkami, mam długie treningi biegowe w górach. Nie jest to najcięższy obóz z tych, które mnie czekają w okresie przygotowawczym. Każdy następny będzie cięższy.

Reklama

Gdzie pani trenuje?

- W tej chwili moją bazą jest Centralny Ośrodek Sportu w Zakopanem. To jedno z naszych ulubionych miejsc w Polsce. Na miejscu mamy wszystko. Możemy pójść w góry i zrobić marszobieg.  W pobliżu jest, należąca do COS-u, trasa nartorolkowa. W tej chwili nie jest w pełni dostępna, bo trwa budowa toru lodowego. Mamy też dostępną ścieżkę wokół Tatr, która prowadzi z Nowego Targu na Słowację. Można na niej zrobić bardzo dobry trening z tzw. siłe specjalną czyli z pchanie, czy nawet potrenować bieganie łyżwą . To 45 kilometrów znakomitej trasy, doskonałej także do treningu rowerowego, z bardzo dobrym asfaltem. Możemy wybierać większe przewyższenie, czy odcinki w większości płaskie.

Ale to dopiero początek ciężkiej pracy. Co potem?

- Następny obóz, znów w Zakopanem. Potem już w wakacje w Otepaa w Estonii, następnie Włochy, znowu Zakopane, gdzie odbędą się mistrzostwa Polski seniorów na nartorolkach. A na koniec wakacji narty w Ramsau.

Pytanie od którego może powinienem zacząć - kto panią trenuje?

- Trenuję z Justyną Kowalczyk-Tekieli. Nie wyobrażałam sobie pracy z kimś innym. Ułożyliśmy sobie wszystko to dokładnie, by dla każdej ze stron była to dobra i komfortowa sytuacja. Plan treningowy realizuję z moją siostrą, Eweliną. Justyna i trener Wierietelny mają cały czas oko na mnie. Sam plan i wszystkie obciążenia są dopasowywane z Justyną.

Kim jest dla pani Justyna Kowalczyk-Tekieli?

- Wielkim autorytetem. Od zawsze. Nie tylko teraz, dlatego, że jest moją trenerką. Wcześniej za grupę odpowiedzialny był trener Aleksander Wieretelny .Zrezygnował, odszedł na emeryturę, ale nadal jesteśmy w stałym kontakcie. Potem naturalnie drogą naturalną to miejsce objęła trener Justyna. Jak się już zdecydowałam na tę współpracę, to chcę iść dalej tą drogą. Ten sezon był dla mnie bardzo udany. Tak uważam. Z występu na igrzyskach jestem bardzo zadowolona. Nie chciałam wprowadzać zmian, skoro to idzie w dobrą stronę i każdego roku jest robiony progres. W takim układzie czuję się bardzo bezpiecznie.

Pamięta pani pierwsze spotkanie z Justyną Kowalczyk?

- Byłam małą dziewczynką. To było więc już bardzo dawno temu. Potem brałam udział w pierwszej edycji akcji "Biegu na Igrzyska". Patronką imprezy była pani Justyna, a wtedy odnosiła największe sukcesy. Justyna Kowalczyk była idolką nas wszystkich, jej kariera celem dla każdego, wszystkie oczy młodych zawodniczek były zwrócone na nią. A teraz mam to szczęście, że została moją trenerką.

Zdarzają się między wami spory jak między zawodnikiem i trenerem?

- Komunikację mamy bardzo dobrą. Nie chodzi przecież o to, żeby się kłócić, przekomarzać. Mamy wspólny cel. 

Justyna Kowalczyk słynęła z ostrych treningów. Czy daje pani mocno w kość?

- Taryfy ulgowej nie ma. Jest odpowiedzialna za plan treningowy. Zna mnie cztery lata. Przez trzy sezony była ze mną na obozach przygotowawczych, każdego dnia, więc widziała jakie obciążenia jestem w stanie znieść i co  jest dla mnie dobre. Myślę, że ma oczy otwarte i działa we właściwy sposób. A często trzeba mi dokręcić śrubkę żebym nie zapomniała ze trening to podstawa.

Podczas igrzysk w Pekinie zrobiło się o pani głośno z powodu konfliktu z PZN

- Tutaj konfliktu żadnego nie było. I oby nie nigdy nie było.

Ale mówiła jednak pani o pewnej różnicy zdań na igrzyskach 

- Miałam własne zdanie. Wiec wątpię żeby nazwać to konfliktem . Uważam, że zawsze postępowałam właściwie a przynajmniej sie starałam. 

Czyli o co chodziło?

- Staram się zawsze mówić prawdę, to, co wcześniej dobrze przemyślałam. Byłoby więc głupotą, gdybym żałowała swoich słów. Tak uważam. Nie myślę, żeby sytuacja była zaogniona. Może ją media bardziej wyostrzyły, ale na pewno nie popadłam z nikim w konflikt.Tam raczej było brak słów.  I nie chciałabym, żeby to było tak odbierane. Dziś jest to wszystko wyjaśnione i poukładane, z osobami z którymi powinno to być wyjaśnione. Mam nadzieje, że więcej takiej sytuacji nie będzie. 

Co dał pani start na igrzyskach?

- Bardzo dużo doświadczenia. Dodały mi pewność siebie. Pobiegałam praktycznie w każdej konkurencji. Nie wierzyłam w to, że będę w stanie to zrobić. Dużo kontrowersji zrodził mój start na 30 km, bo miałam potem startować na mistrzostwach świata juniorów. Szczerze mówiąc, ta konkurencja dała mi najwięcej. To był mój debiut, jeszcze przy takiej bardzo wymagającej pogodzie. Zrozumiałam na czym polega start na igrzyskach -  trzeba zawsze walczyć, nigdy nie można odpuszczać.

Jakie ma pani plany na przyszłość?

- Punktem docelowym będą następne igrzyska w Mediolanie i Cortinie. Tam będę chciała robić dobre wyniki. Ale, żeby tak się stało, co roku muszę się poprawiać. Chciałabym stopniowo być lepsza. Właśnie ustalamy sobie cele na nadchodzący sezon.

Wiele osób nie rozumie takiego nastawienia. Chciałoby sukcesu już teraz, nie bacząc na to, że w takim sporcie sukces przychodzi później. Jakby pani wytłumaczyła niuanse swojej dyscypliny?

- Najlepiej spojrzeć wstecz, porównać wyniki z przeszłości i obecne. Wtedy można najlepiej zobaczyć, że robię krok za krokiem do przodu. To ważne. Nie zatrzymuję się. To jest najlepsze wytłumaczenie tego, czego dokonuję. W tym sezonie spełniałam swoje zadanie, miałam dobry występ na igrzyskach. Na mistrzostwach świata juniorów byłam czwarta. Ktoś powie, tylko czwarta, że to pechowe miejsce, ale uważam, że to dla mnie dobre doświadczenie, lekcja do odrobienia.

Uprawiam bardzo trudny i wymagający sport. W biegach narciarskich trzeba połączyć technikę, wytrzymałość i szybkość. Trenujemy wszystko - pływanie, bieganie, jazdę na nartorolkach, na rowerze, mamy zajęcia na siłowni. Wszystko to jest skomplikowane, ale do zrobienia. Wierzę w to.

Rozmawiał Olgierd Kwiatkowski

Izabela Marcisz (ur. 2000), mistrzyni świata młodzieżowców z 2021 roku, trzykrotna medalistka mistrzostw świata juniorów, olimpijka z Pekinu, gdzie jej najlepszym wynikiem indywidualnie było 16. miejsce na 15 km w biegu łączonym.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL