Reklama

Reklama

Apoloniusz Tajner o problemach polskich biegów narciarskich

- Biegi narciarskie to sport wytrzymałościowy i właściwy poziom sportowy zawodnik osiąga w wieku 25 lat i wzwyż. Do tego czasu mamy dziurę od momentu, w którym zawodnik kończy szkołę średnią. Powstaje pytanie: co ma robić? - podkreśla Apoloniusz Tajner, prezes Polskiego Związku Narciarskiego mówiąc o przyczynach problemów naszych biegów narciarskich.

Justyna Kowalczyk równie brutalnie, co trafnie, podsumowała polskie biegi narciarskie mówiąc, że wystarczyły dwie ciąże i dwie kontuzje, by okazało się, że tej dyscypliny sportu w Polsce nie ma. Fakt, że nasza mistrzyni olimpijska potrafiła regularnie wygrywać z koalicją Norweżek, świadczy o tym, jak wyjątkową jest zawodniczką, bo finansowo i organizacyjnie dzieli nas od Skandynawów przepaść.

Reklama

Chcąc cieszyć się z kolejnych sukcesów, możemy albo czekać na narodziny kolejnego wielkiego talentu, albo żmudnie budować piramidę sportu wyczynowego od samego dołu. Dzisiaj patrząc na zaplecze, trudno być optymistą.

- Obawiam się o zaplecze - przyznaje Apoloniusz Tajner, prezes PZN. - Jeżeli chodzi o zaplecze, mam na myśli poziom juniorów. W skokach narciarskich nie mamy problemu - jest ciągłość, natomiast w biegach narciarskich jest problem, ale trzeba go widzieć w szerszym kontekście - organizacji systemu sportu w Polsce. Etap, w którym młodzież szkoli się w klubach, jest zrzucony na barki samorządów. Generalne sport i kultura są traktowane troszkę po macoszemu w samorządach. Chodzi o zabezpieczenie finansowe klubów, trenerów, którzy pracują z młodymi zawodnikami. Dopiero potem ściągamy ich do kadry, jak prezentują już odpowiedni poziom. Tu jest słabość - mamy niewielu zawodników o poziomie, który pretenduje do powołania do kadry.

- Mamy dobrą sytuację w biegach kobiet, ale w kontekście mistrzostw świata w Lahti w 2017 roku i igrzysk rok później. Dziewczyny prezentują poziom, który pozwala myśleć nawet o zdobyczy medalowej podczas igrzysk. Nie obawiam się tego teraz mówić, bo taka szansa się pojawia, mimo że teraz nasze biegi są w rozsypce z powodu kontuzji i ciąży dwóch zawodniczek - powiedział szef PZN.

W środowisku od lat mówi się o kulejącej bazie treningowej, ale czas upływa, a my wciąż nie możemy zbudować trasy nartorolkowej z prawdziwego zdarzenia.

- Generalnie, żeby biegi mogły się rozwijać w Polsce, na pewno potrzebna jest baza treningowa i trasy nartorolkowe. Tak jak w skokach - trenuje się na igelicie, a startuje zimą, tak w biegach narciarskich trenuje się na nartorolkach, a startuje zimą na śniegu. Nasz pomysł jest taki, żeby były cztery podstawowe obiekty: Jakuszyce - Szklarska Poręba na zachodzie, w centrum południowej Polski Wisła - Kubalonka oraz trasy COS-u w Zakopanem i na wschodzie w Bieszczadach Ustjanowa. Tam są trasy zimowe, chcemy, żeby zostały pokryte asfaltem i żeby poprawiono przy nich infrastrukturę - dodał Apoloniusz Tajner.

- Natomiast nowoczesne technologie produkcji śniegu - mamy już w kraju potężny zakład Supersnow, który jest przygotowany do produkcji śniegu przy plusowych temperaturach - spowodują, że w całej Polsce zaczną się tworzyć warunki pozwalające oddać do użytku trasy nie tylko dla zawodowców, ale także do sportu rekreacyjnego - podkreślił szef PZN.

Zaplecze treningowe to jednak nie wszystko. Apoloniusz Tajner podkreśla, że biegi narciarskie są sportem, w którym na efekty trzeba cierpliwie czekać. Tymczasem zawodnik wchodzący w wiek seniora nie może liczyć na wsparcie finansowe, które zapewniłoby mu minimum do dalszego rozwoju. Zdaniem szefa PZN potrzebna jest pomoc państwa, aby szkolenie nie kończyło się wraz z ukończeniem wieku juniora.

- Jako związek pomagamy na wcześniejszym etapie szkolenia poprzez młodzieżowy program rozwoju biegów narciarskich. Tylko jest to sport wytrzymałościowy i właściwy poziom sportowy zawodnik osiąga w wieku 25 lat i wzwyż. Do tego czasu mamy dziurę od momentu, w którym zawodnik kończy szkołę średnią. Powstaje pytanie: co ma robić? Nie prezentuje jeszcze takiego poziomu, aby dostał zabezpieczenie stypendialne, żeby miał indywidualnego sponsora, a trzeba ciężko trenować i nie ma gwarancji, że coś z tego wyjdzie. To bardzo trudny okres. Dlatego bardzo dobrym pomysłem jest objęcie niewysokimi stypendiami z budżetu państwa zawodników, którzy są już powołani do kadry narodowej, a nie prezentują jeszcze odpowiedniego poziomu. Jeśli to się uda ministerstwu, to zapełnimy dziurę i umożliwimy uprawianie sportu kilku tysiącom polskich zawodników - powiedział Apoloniusz Tajner.

Mirosław Ząbkiewicz

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama