Reklama

Reklama

Zbigniew Waśkiewicz: Nikt poważny nie zaryzykuje pracy z polską kadrą

Po serii słabych występów, zwłaszcza na mistrzostwach świata w austriackim Hochfilzen, do dymisji podał się trener biathlonowej reprezentacji Polski Adam Kołodziejczyk. - W środowisku trenerskim nikt poważny nie zaryzykuje pracy z polską kadrą - komentuje w rozmowie z Interią były prezes Polskiego Związku Biathlonu Zbigniew Waśkiewicz.

Rozczarowujący sezon w wykonaniu naszych biathlonistek.

Reklama

Zbigniew Waśkiewicz (były prezes Polskiego Związku Biathlonu): Słabe wyniki, ale myślę, że odzwierciedlają emocjonalny stan wszystkich zawodniczek. Tego, co się działo w kadrze. Chyba można było się spodziewać czegoś takiego.

Już sytuacja przed rozpoczęciem sezonu nie była ciekawa. Magdalena Gwizdoń nie była skora do współpracy z trenerem Adamem Kołodziejczykiem. Krystyna Guzik w jednym z wywiadów krytykowała szkoleniowca. W efekcie trenowały osobno - Gwizdoń z kadra B, a Guzik z austriacką grupą. Tylko Monika Hojnisz i inne młode zawodniczki przygotowywały się z Adamem Kołodziejczykiem. Czy to miało wpływ na wyniki?

- Trudno powiedzieć. Obie doświadczone zawodniczki trenowały z tymi osobami, z którymi chciały. Miały na to środki i mogły w 100 procentach zrealizować swoje plany. Wyniki są więc w 100 procentach efektem ich działań. Można powiedzieć, że biorą pełną odpowiedzialność za swoje wyniki. I tutaj nie ma żadnego alibi. Myślę, że same muszą sobie odpowiedzieć na pytanie, czy te wyniki były dobre czy złe, czy je satysfakcjonują, czy nie. Natomiast grupa, która była pod bezpośrednią opieką trenera Kołodziejczyka, na pewno rozczarowała. Zarówno te młode, które jakoś nie pokazały znaczącego postępu, no i Monika Hojnisz po której oczekiwało się na pewno więcej. To że atmosfera była tak fatalna na pewno wpływało na wszystkich, ale każdy miał swoją robotę do wykonania.

Trener Kołodziejczyk podał się do dymisji. Sezon jeszcze trwa, ale trzeba rozglądać się za kimś nowym, kto poprowadzi reprezentację.

- Powiem tak, w środowisku trenerskim nikt poważny nie zaryzykuje pracy z polską kadrą. Nie jest tajemnicą sytuacja w kadrze, trenerzy doskonale znają zawodniczki, znają ich podejście do wielu spraw, atmosfery jaka się wytworzyła. Nie wierzę w to, że ktoś wartościowy, kto się szanuje, podejmie się tego wyzwania. Nikt nie weźmie na siebie odpowiedzialności na kilka miesięcy przed igrzyskami po to, żeby usłyszeć od zawodniczek w przypadku braku znaczącego sukcesu, że trener jest za słaby i nie spełnił ich oczekiwań. Wydaje mi się, że będzie bardzo ciężko znaleźć następcę Adama Kołodziejczyka. Pewnie ktoś się znajdzie, bo na rynku jest wielu trenerów. Polska jest krajem, wbrew temu co się powszechnie uważa, bardzo interesującym, zwłaszcza dla trenerów zza naszej wschodniej granicy.

Z tego co pan mówi, to w grę wchodzi raczej kierunek zagraniczny.

- Na tę chwilę trudno mi sobie wyobrazić, żeby ktoś z Polski chciał poprowadzić reprezentację. Oczywiście na odpowiednim poziomie, żeby wniósł coś nowego i był lepszy niż Adam Kołodziejczyk. Ja takiego nie widzę.

Czy nowy szkoleniowiec zdąży, żeby wszystko wróciło na właściwe tory do IO w Pjongczangu?

- Trudno powiedzieć. Myślę, że te trzy zawodniczki będą chciały wiele swoich uwag wnieść do przygotowań. Pytanie, czy zaakceptują trenera, który będzie je przygotowywał? Czy trener zgodzi się na te indywidualne propozycje? Z drugiej strony, do igrzysk został prawie rok czasu i przez ten okres można naprawdę wiele zmienić. Chciałbym wierzyć w to, że te osoby, które ćwiczyły z trenerem Adamem Kołodziejczykiem, wykonały określoną pracę i być może trzeba będzie po prostu na tej bazie budować formę, a efekty przyjdą. Dowiemy się w Korei...

Rozmawiał: Robert Kopeć


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje