Reklama

Reklama

PŚ w biathlonie. Grzegorz Guzik: Mam nadzieję, że to był mój słabszy dzień

W biathlonie niezwykle ważne jest strzelanie. Bezbłędny wynik pozwala myśleć o miejscu w czołówce. W sprincie Pucharu Świata we francuskim Le Grand Bornand Grzegorz Guzik strzelał na "czysto", ale zajął dopiero 54. miejsce. Polak bardzo słabo pobiegł. Do zwycięzcy Niemca Benedikta Dolla stracił aż 2.01,6.

"Skąd wzięła się taka strata? Trudno powiedzieć. Na trasie czułem się podobnie jak w poprzednich biegach i wydawało mi się, że dobrze pracuję. Po pierwszym strzelaniu dowiedziałem się, jaki mam czas i to zasiało niepokój w mojej głowie. To, że nie lubię tych tras nie jest żadnym usprawiedliwieniem" - skomentował Grzegorz Guzik, który jako jedyny z "Biało-Czerwonych" zakwalifikował się do sobotniego biegu na dochodzenie.

"Na pewno problemem nie były narty, które były bardzo dobrze przygotowane. Widać to było na zjazdach, gdzie nie traciliśmy do innych zawodników, a czasami wręcz mam wrażenie, że zyskiwaliśmy" - dodał 28-letni biathlonista.

"Strzelając dwukrotnie na zero spodziewałem się miejsca w pierwszej "30". Niestety trasa zweryfikowała mój dzisiejszy wynik i pokazała, że nie było szansy na taki rezultat. Mam nadzieję, że to był mój słabszy dzień i w sobotę pokażę się z dużo lepszej strony" - podkreślił Guzik.

Pozostali Polacy, którzy wzięli udział w sprincie, spisali się jeszcze gorzej. Łukasz Szczurek musiał pokonać dwie karne rundy. Zajął 87. miejsce ze stratą 3.11,6 do Dolla. Andrzej Nędza-Kubiniec fatalnie wypadł na strzelnicy i na biegowej trasie. Na 10 strzałów pomylił się aż pięć razy. Sklasyfikowany został na 99. miejscu z potężną stratą 5.21,8.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama