Reklama

Reklama

PŚ w biathlonie. Dagmara Gerasimuk: Pandemia wywróciła sezon do góry nogami

- Pandemia wywróciła sezon do góry nogami, ale organizując zawody w takich warunkach dużo się uczymy - powiedziała Dagmara Gerasimuk, która od początku marca jest pierwszym w historii dyrektorem ds. rozwoju Międzynarodowej Unii Biathlonu (IBU).

Objęcie tej funkcji wymagało rezygnacji z kierowania polską federacją i przeprowadzki do Austrii, gdzie siedzibę ma IBU. To zbiegło się z wybuchem pandemii Covid-19 w Europie.

Reklama

"Rzeczywiście, jak na rozpoczęcie pracy za granicą, w innych realiach i z nowym zespołem ludzi - moment był trudny. Pomogło to, że każdy wiedział, co ma robić i realizował zadania z domu. Wszyscy uczyliśmy się kontaktu online i do dziś, w mniejszym lub większym stopniu, tak właśnie funkcjonujemy" - wspomniała.

Światowa federacja wiosną zmieniła siedzibę, przenosząc się z Salzburga do pobliskiego Anif.

"Ja przyjechałam dopiero 1 czerwca, kiedy można było normalnie przekraczać granice. Wtedy wszystko było już gotowe. Pozostało mi spersonalizowanie biura. Miesiąc później przeniosłam się do Austrii na stałe" - dodała.

W centrali IBU na stałe zatrudnionych jest ok. 20 osób. Część to Austriacy i Niemcy, mający blisko do siedziby. Pozostali, pochodzący z innych krajów, wynajmują mieszkania na miejscu.

"Obecnie pracujemy głównie zdalnie. Sami też wprowadziliśmy dodatkowe restrykcje, bo przecież jeździmy na zawody. Chcemy, aby wszyscy ludzie pracujący zimą przy organizacji byli bezpieczni. Zależy nam, by zminimalizować ryzyko. Kto musi, ten pracuje w biurze, ale za każdym razem po przyjeździe z zawodów musimy przejść testy. Robimy je cały czas, pracujemy w maskach, trzymamy dystans, mamy to dobrze zorganizowane i czuję się w siedzibie bezpiecznie" - zaznaczyła Gerasimuk.

Zrzeszające 59 federacji krajowych IBU ma też rozsianą po świecie grupę współpracowników na kontraktach zewnętrznych, którzy zajmują się m.in. kwestiami komunikacji medialnej czy zwalczania dopingu.

"Nie jesteśmy dużą organizacją, myślę, że w przyszłym roku zwiększymy zatrudnienie w centrali o kilka osób, bo zadań przybywa. Mamy bardzo dobry kontakt z poszczególnymi związkami krajowymi. Określenie "Biathlon Family" nie jest na wyrost. Znamy się wszyscy, co w sytuacji kryzysowej ułatwiło podejmowanie decyzji" - zauważyła.

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź!

Niektóre z tych decyzji były trudne i... kosztowne. IBU zrezygnowała z organizacji w tym sezonie zawodów juniorskich, poza mistrzostwami świata, wzięła też na siebie, liczone w milionach euro, koszty testowania koronawirusowego uczestników imprez seniorskich.

"Mogliśmy przeznaczyć na testy duże środki, bo mamy odpowiedni budżet. Nie stanowiło to dla IBU problemu, choć myślę, że nadzorujący te sprawy dyrektor osiwieje. Covid-19 rozbił nam sezon, wywrócił wszystko do góry nogami. Ruszyliśmy w grudniu tylko z Pucharem Świata, zawody drugiej kategorii wystartują dopiero w styczniu. Trzeba było wiele zmienić, ja musiałam odwołać zgrupowania dla krajów rozwijających się" - wyliczyła Gerasimuk.

Przyznała, że działanie w systemie online - pozornie łatwiejsze - wymaga większego nakładu pracy niż normalnie.

"Przybyło mnóstwo problemów choćby z organizowaniem zawodów w "bańce" wdrażaniem nowych procedur, formalności. Na pewno pandemia zaburzyła nasze funkcjonowanie, ale też bardzo dużo się uczymy w tym czasie" - wskazała.

IBU położyła największy nacisk na zawody Pucharu Świata, MŚ i ME seniorów oraz MŚ juniorów.

"Jeśli utrzymamy cykl PŚ i przeprowadzimy MŚ, to nie powinny być zagrożone wpływy od sponsorów, partnerów i z tytułu praw telewizyjnych. Kalendarz mamy opracowany na cztery lata do przodu. Pozostaje kwestia, czy COVID-19 nadal będzie ingerował we wszystkie plany. Na dziś planujemy przeprowadzenie przyszłego sezonu ze wszystkimi imprezami" - tłumaczyła Gerasimuk.

Podkreśliła, że z racji pandemicznych obostrzeń w Austrii nie było w tym roku żadnych przedświątecznych kiermaszów czy innych atrakcji, zamknięto również stoki narciarskie. Do 6 grudnia nieczynne były sklepy, poza spożywczymi.

"Święta spędzam tutaj, szykują się w wersji online. Tak uzgodniliśmy z rodziną, żeby było bezpieczniej" - przekazała.

Zaznaczyła, że choć jej aklimatyzacja przebiegła w Austrii szybko, to przeszkadza jej nieznajomość języka niemieckiego.

"W pracy obowiązuje angielski, ale dla lepszego codziennego funkcjonowania muszę opanować też miejscowy język. Całe życie podróżowałam, byłam w różnych miejscach, więc dużego problemu z przeprowadzką nie miałam. Poznawanie nowych miejsc jest fajne, choć pandemia nadal nas ogranicza. Dlatego nie mogę jeszcze powiedzieć, że się zadomowiłam. To pewnie kwestia czasu i otwarcia granic. Bo na razie nikt do mnie nie może przyjechać, choć to nie żaden koniec świata" - podsumowała Gerasimuk.

W związku z przeprowadzką do Austrii i pracą w IBU wiosną zrezygnowała z kierowania PZBiath. Po niej na prezesa wybrany został Zbigniew Waśkiewicz, który szefował związkowi w latach 2006-14.

Autor: Piotr Girczys

Tego jeszcze nie widziałeś! Sprawdź nowy Serwis Sportowy Interii! Wejdź na sport.interia.pl!


Dowiedz się więcej na temat: Dagmara Gerasimuk

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje