Reklama

Reklama

Nowakowska-Ziemniak: Szanse w sztafecie są duże

Weronika Nowakowska-Ziemniak, która w piątek pobiegnie na ostatniej zmianie sztafety 4x6 km w biathlonowych mistrzostwach świata w Novym Mescie na Morawach uważa, że polski zespół ma duże szanse nawet na medal.

- Indywidualnie są silniejsze od nas rywalki, jak Tora Berger, Daria Domraczewa czy Miriam Goessner, ale to pojedyncze rodzynki. W tych drużynach jest jedna, dwie mocne zawodniczki, a reszta jest słabsza. Nasza siła to wyrównany skład. Pod kątem sztafety mamy naprawdę bardzo mocny team - oceniła biathlonistka z Dusznik.

Reklama

Nowakowska-Ziemniak przyznaje, że odczuwa presję przed piątkowym startem.  - Dopiero od tego roku biegam na ostatniej zmianie sztafety, a pierwsze starty nie wyszły najlepiej. Dlatego czuję stres. Staram się nie myśleć o tym, że to ja kończę sztafetę. Próbuję się zrelaksować, słuchać muzyki, nie korzystać z komputera. Jutro muszę po prostu zrobić swoje - powiedziała.

Na pytanie, czy srebrny medal, zdobyty przez Krystynę Pałkę w Novym Mescie w niedzielnym biegu na dochodzenie może być punktem przełomowym w polskim biathlonie, odpowiedziała, że w pewnym sensie tak.

- O tym, że można powalczyć o wysokie miejsce, wiemy już od igrzysk w Vancouver. Sezon poolimpijski był wprawdzie bardzo słaby w wykonaniu całej grupy, ale od ubiegłego roku robimy coraz większe postępy. Wielokrotnie od miejsca na podium dzielił nas jeden celny strzał, by stanąć na podium w indywidualnym starcie, nie mówiąc już o sztafecie, której potencjał jest bardzo duży. Cieszę się, że Krysia zdobyła ten medal. Może wzbudzi to większe zainteresowanie mediów, a co za tym idzie, sponsorów i będziemy mieć lepsze warunki przygotowań do igrzysk w Soczi - powiedziała.

Nowakowska-Ziemniak zupełnie inaczej czuje się na starcie zawodów, gdy widzi wokół siebie kibiców. A tych na Morawach nie brakuje. - Bardzo miło jest widzieć biało-czerwone flagi na trasie. Proszę mi wierzyć, że to nas niesie. Mam nadzieję, że kibiców będzie coraz więcej i że ta pozytywna energia będzie rosła - podkreśliła.

Zawodniczka rozważa pójść śladem Krystyny Pałki i wyjechać do Salzburga, aby wymienić pewne elementy w "Zbyszku", bo tak pieszczotliwie nazywa... swój karabin, a być może skorygować pod okiem austriackich specjalistów swoją postawę strzelecką.

- Nie wiem, czy mogę to powiedzieć przed jutrzejszym biegiem, żeby się "Zbyszek" nie obraził, ale być może będziemy zmieniać kolbę po tym sezonie. To jednak trochę ryzykowny ruch na rok przed igrzyskami. Na pewno muszę poprawić strzelanie. Nie wykluczam, że te moje problemy na strzelnicy mogą wynikać z psychiki. Być może trzeba będzie popracować z psychologiem - przyznała.

Sztafeta nie będzie jej ostatnim startem w Novym Mescie. W niedzielę, na zakończenie mistrzostw, Nowakowska-Ziemniak wystąpi w biegu ze startu wspólnego, do którego zakwalifikowała się zajmując w środę 23. miejsce na dystansie 20 km.

- Nie jestem na razie zadowolona ze swoich wyników indywidualnych. W niedzielę satysfakcjonowałoby mnie miejsce w pierwszej dziesiątce. A w sztafecie? Nie gorsze niż zajmowałyśmy do tej pory w tym sezonie - zakończyła Nowakowska-Ziemniak.

W tym sezonie w zawodach Pucharu Świata Polki zajęły w sztafecie dwukrotnie szóstą, raz siódmą pozycję, a raz dziesiątą. W trzech przypadkach długo "Biało-czerwone" były jednak w ścisłej czołówce i miejsce na podium było w ich zasięgu. Za każdym razem jednak jedna zawodniczka zawodziła.

W piątek Polki pobiegną w składzie: Krystyna Pałka, Magdalena Gwizdoń, Monika Hojnisz i Nowakowska-Ziemniak. "Biało-czerwone" są wymieniane w gronie faworytek, ale - jak zastrzegł trener Adam Kołodziejczyk - do medalu kandyduje wiele drużyn, co najmniej osiem.

Z Novego Mesta - Artur Filipiuk

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje