Reklama

Reklama

​MŚ w biathlonie - Kołodziejczyk: Koszmar podobny do tego z Soczi

- To był koszmar podobny do tego z Soczi - powiedział po sztafecie na MŚ w Kontiolahti trener polskich biathlonistek Adam Kołodziejczyk.

Monika Hojnisz, Magdalena Gwizdoń, Weronika Nowakowska-Ziemniak i Krystyna Guzik zajęły w piątek 13. miejsce, choć spodziewano się po nich co najmniej pierwszej szóstki, a być może nawet podium.

Reklama

"Biegi, w którym wszyscy zawodnicy startują w tym samym momencie, takie jak sztafety, zawsze są spektakularne. Sukcesy cieszą bardziej, a porażki są bardziej widoczne. Do wczoraj moim najczarniejszym dniem, największym koszmarem była sztafeta w Soczi, kiedy wszystko się skończyło, zanim kibic w domu zdążył sobie herbatę zrobić... Nie wiem, czy piątkowy start to przebił, może nie do końca, bo w weekend były te dwa medale indywidualne Weroniki" - skomentował szkoleniowiec.

Kołodziejczyk podkreślił, że nie było błędem wystawienie w składzie odpowiedzialnej za słaby rezultat całej drużyny Gwizdoń.

"Występy Magdy w ostatnim czasie pokazywały, że jest gotowa. W sztafecie mieszanej tutaj, w Kontiolahti, jej start był udany, podobnie jak w Otepaeae, gdzie jako jedyna w zespole strzelała na czysto. Siódme miejsce w sprincie też jest nie do przecenienia, to powtórzenie jej najlepszego wyniku w MŚ - wcześniej była siódma tylko raz, wiele lat temu w Oestersund. Niektóre reprezentacje przywiozły do Finlandii po siedem, osiem zawodniczek. Wtedy można ryzykować, zastanawiać się nad zmianami. Ja takiego wyboru nie miałem, ale liczyliśmy na to, że wszystko będzie dobrze. Jakiś wpływ może też mieć fakt, że Magda ma już za sobą pięć występów, najwięcej z Polek" - podkreślił trener kadry.

Dodał, że nie będzie wyciągał żadnych skrajnych konsekwencji po nieudanym biegu.

"Nikt się nie będzie pozbywał zawodników, to nie o to chodzi. Chcę w przyszłości poszerzyć kadrę, oczywiście o ile pozwolą nam na to finanse, i dążyć do tego, żeby na MŚ nie trzeba było +piłować+ wszystkich dziewczyn we wszystkich biegach. Przerwy między startami mogą mieć pozytywne efekty, jak pokazuje przykład Moniki Hojnisz - nie weszła do biegu na dochodzenie, za to była najlepszą z Polek w biegu na 15 km" - ocenił Kołodziejczyk.

Szkoleniowiec zapowiedział też, że ma konkretne plany na przyszłość sztafety, ale niekoniecznie spodobają się one kibicom.

"Opinia publiczna może być niezadowolona, kiedy zawalimy jedną, drugą, trzecią sztafetę, zestawiając nowe składy. Ale mamy odległy cel na najbliższe trzy lata: będziemy zmieniać drużynę, i nawet nie chodzi o samą Magdę, ale też o pozostałe dziewczyny, bo tych startów w sztafetach jest coraz więcej. Będzie trzeba oszczędzać niektóre zawodniczki, a testować inne" - wyjaśnił.

Kołodziejczyk zapewnił też, że rośnie kolejne pokolenie utalentowanych biathlonistek z Polski.

"Mamy w zanadrzu młode dziewczyny, przede wszystkim Kingę Mitoraj, którą czeka jeszcze jeden sezon w juniorach, czy urodzona w 1997 roku Kamila Żuk, która była 13. w mistrzostwach świata juniorów. Na razie nie ma co mówić o konkretach, bo wspólnie z Polskim Związkiem Biathlonu będziemy ustalać je w kwietniu. Wtedy uzgodnimy skład trenerski i ustalimy, jak ma wyglądać cały zespół na kolejny sezon" - poinformował.

W niedzielę, ostatnim dniu MŚ w Kontiolahti, trzy Polki wystartują w biegu ze startu wspólnego na 12,5 km. Hojnisz jest druga na liście rezerwowych.

Z Kontiolahti Maciej Machnicki 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje