Reklama

Reklama

MŚ w biathlonie. Hojnisz-Staręga nie ukrywa zmęczenia przed niedzielą

Na kilkanaście godzin przed jednym z ważniejszych występów w karierze biathlonistka Monika Hojnisz-Staręga nie ukrywa, że jest już zmęczona. W niedzielę we włoskiej Anterselvie powalczy w biegu ze startu wspólnego na 12,5 km z 29 rywalkami o medal mistrzostw świata.

Zmagania we włoskim Tyrolu Południowym nie rozpoczęły się dla 28-letniej chorzowianki najlepiej. W sprincie i biegu na dochodzenie była daleko poza czołówką, jednak w biegu indywidualnym na 15 km we wtorek było już znacznie lepiej - zajęła szóste miejsce, a pudło w ostatnich dwóch strzałach kosztowało ją pozycję na podium.

Choć z natury jest spokojna, przyznała, że była niezwykle rozczarowana i rozgoryczona takim obrotem spraw. Z czasem jednak ochłonęła.

"Same czasy biegu pokazują, że wszystko idzie w dobrym kierunku. Sprint trochę mnie +sponiewierał+, długo po nim dochodziłam do siebie. Ale ze startu na start adaptuję się chyba do wysokości" - mówiła.

Reklama

W sobotę udanie wystąpiła w sztafecie 4x6 km, kończąc swoją zmianę na drugiej pozycji. Biało-czerwone zajęły ostatecznie siódme miejsce.

"Czułam dzisiaj, że jutro będzie ciężko, ale tak naprawdę nie ja jedna będę miała tyle startów w nogach. Inne dziewczyny na pewno też są zmęczone" - powiedziała chorzowianka.

Arena biathlonowa w Anterselvie położona jest na wysokości ok 1650 m n.p.m., co dla wielu biathlonistów jest dodatkowym wyzwaniem. Być może właśnie z tego powodu zupełnie niewidoczna podczas tych mistrzostw jest Norweżka Tiril Eckhoff, która przed imprezą prowadziła w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata.

"Od początku są jakieś niespodzianki, biathlon jest nieprzewidywalny. Przed mistrzostwami jeden z dziennikarzy zadał mi pytanie, czy ktoś jest w stanie powstrzymać Eckhoff. Jak widzimy, na razie ona sama się powstrzymuje na strzelnicy. Nie tylko samo przygotowanie, ale i psychika odgrywa bardzo ważną rolę. Ja też to pokazałam..." - dodała z uśmiechem Hojnisz-Staręga.

Bieg ze startu wspólnego jest jednak zupełnie inną konkurencją niż ten na 15 km. We wtorek zawodniczki ruszały na trasę co pół minuty i zwykle same dyktowały sobie tempo biegu. W niedzielę wszystkie wystartują w tej samej chwili.

"Taktyka jest bardzo ważna. Są takie momenty, że biegnie się za kimś i ma się to wrażenie, że +przecież mam więcej siły, mogłabym minąć+. Ale czasami lepiej się +powieźć+ za kimś, zaoszczędzić te siły. Wydawałoby się, że mamy ich więcej, ale kiedy miniemy tę osobę, to nagle okazuje się, że jadąc za nią było znacznie łatwiej" - tłumaczyła najlepsza obecnie polska biathlonistka.

Jak dodała, wyjątkowo dobra dyspozycja danego dnia zmienia tę sytuację.

"Gdy czuję, że to jest mój dzień, to bez względu na to, czy warto się za kimś powieźć, czy nie, robię po prostu swoje. Gdy czuję, że mam tyle siły, nie zwracam na to uwagi. Myślę, że czasem nawet lepiej na tym wychodzę. Bieganie nie w swoim rytmie też zabiera energię. Gdy są takie dni, że czuję się słabiej, to lepiej się schować i pozwolić się prowadzić, to dużo pomaga" - analizowała.

Hojnisz-Staręga odniosła już sukces w tej konkurencji. W 2013 roku stanęła na najniższym stopniu podium mistrzostw świata.

"Wtedy też dostała się do +mass startu+ w ostatniej chwili, prawie że z ostatniego rzędu, i tam właśnie pokazała swój pazur. Wykorzystała fantastyczną postawę na strzelnicy i w czasie biegu. Wierzę, że i tym razem takie coś może mieć miejsce" - powiedziała prezes Polskiego Związku Biathlonu Dagmara Gerasimuk.

Sama zawodniczka nie chce jednak rozpamiętywać tamtego biegu.

"Myślę, że nie ma to sensu. To zupełnie inne lata, mam teraz inne doświadczenie, staż, podejście i inne cele" - ucięła.

Bieg ze startu wspólnego kobiet rozpocznie się o 12.30. Dwie i pół godziny później na dystansie 15 km powalczą mężczyźni, bez udziału Polaków. Będą to ostatnie zawody włoskich mistrzostw.

Z Anterselvy Maciej Machnicki

mm/ co/

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL