Reklama

Reklama

"Ludzie szaleją za Kaisą, ona jest wszędzie"

Nie tylko w Polsce kobiecy biathlon przyciąga więcej kibiców niż męski. "Ludzie szaleją za Kaisą, ona jest wszędzie" - powiedziała o reprezentantce gospodarzy Kaisie Makarainen jedna z ok. 2000 wolontariuszek na mistrzostwach świata w fińskim Kontiolahti.

Od czasu, gdy karierę zakończył mistrz świata z 1995 roku Tomasz Sikora, fani tej dyscypliny w Polsce wiążą emocje i nadzieje z występami zawodniczek. Szczególnie teraz, gdy w ciągu dwóch dni dwa medale wywalczyła Weronika Nowakowska-Ziemniak.

W Finlandii jest podobnie, a główną bohaterką mieszkańców tego kraju jest Makarainen - mistrzyni świata z Chanty-Mansyjska z 2011 roku, dwukrotna zwyciężczyni klasyfikacji generalnej Pucharu Świata.

"Kaisa jest na pierwszych stronach gazet, w telewizji i wszędzie indziej ludzie za nią szaleją" - powiedziała wolontariuszka, która mieszka w oddalonym o kilkanaście kilometrów Joensuu.

Reklama

W tle ustawiono kartonową sylwetkę Makarainen, przy której co rusz kibice robią sobie zdjęcie. Niektórzy z nich mają przy sobie flagi inne niż fińskie.

"Nie jestem fanką biathlonu, ale wcale nie trzeba nią być, żeby wiedzieć, kto to jest. Jest tu bohaterką" - podkreśliła wolontariuszka. Spytana o nazwisko fińskiego uczestnika rywalizacji mężczyzn pokręciła tylko głową i wzruszyła ramionami.

Popularność Makarainen zdają się potwierdzać statystyki. W sobotę, gdy rozgrywano sprinty kobiet i mężczyzn, na stadionie pojawił się komplet 17,5 tysiąca kibiców. W niedzielę - gdy było wiadomo, że szanse Finki na medal są minimalne - przyszło już tylko 12,8 tysiąca.

Bieg indywidualny na 15 km, w którym Makarainen wywalczyła brąz, obejrzało 10,8 tys., a następnego dnia, gdy w tej konkurencji rywalizowali mężczyźni, przyszła mniej niż połowa tej liczby (4,7 tys.).

"My jesteśmy na stadionie od godz. 14 i wtedy jest zupełnie pusto. Ale już dwie, dwie i pół godziny przed zawodami kibiców jest coraz więcej. To na pewno w dużej mierze zasługa pięknej pogody - ludzie chcą poczuć atmosferę i pospacerować, a nie tylko przyjść na stadion, obejrzeć bieg, zmarznąć i szybko pojechać do domu" - oceniła mieszkanka Joensuu.

Warunki pogodowe zupełnie nie odpowiadają wyobrażeniom przeciętnego Europejczyka o Finlandii w marcu. Od kilku dni w ciągu dnia słońce ani na chwilę nie chowa się za chmurami, a temperatura sięga nawet ośmiu, dziesięciu stopni Celsjusza. Jednak po zmroku spada do zera, a odczuwalna jest jeszcze niższa z uwagi na bliskość jeziora.

"To jest dziwne. Tak nie powinno być w Finlandii. Normalnie jeszcze w maju leżą tu dwa metry śniegu, a teraz..." - powiedział sprzedawca pamiątek w jednym ze stoisk, wskazując na błotnisty grunt w strefie dla kibiców.

Śniegu wokół obiektu nie jest mało, natomiast z parkingów i stref dla pieszych usunięto go niemal w całości. To co pozostało roztopiło się w ciągu kilku dni, przez co odwiedzający stadion miejscami zapadają się w błocie.

Przed rozpoczęciem mistrzostw organizatorzy poinformowali, że co czwarty bilet został kupiony przez kibiców z Rosji. Widać gołym okiem, że kibiców z tego kraju jest najwięcej.

"Jesteśmy ok. 80 kilometrów od granicy, wiele osób mówi tutaj po rosyjsku. Do tego w szkołach ze względów historycznych musimy uczyć się szwedzkiego, a poza tym potrzebny nam jest angielski, bo ciągle słyszymy, że fiński to język z innej planety..." - powiedziała wolontariuszka, podając za przykład nazwę dyscypliny w ojczystym języku: "ampumahiihto" (dosł. strzelanie-bieganie).

Rywalizacja w Kontiolahti (wym. kon-tijo-lahti) zakończy się w niedzielę.

Dowiedz się więcej na temat: Kaisa Makarainen | biathlon

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje