Reklama

Reklama

Krystyna Pałka: Mordercza trasa w Soczi. Trzeba tyrać cały czas

- Igrzyska olimpijskie rządzą się swoimi prawami i różne rzeczy się na nich dzieją. Niekoniecznie medale zdobywają osoby powszechnie uważane za faworytów. Szanse mają wszyscy. Cieszę się, bo jeżeli wszystko pójdzie dobrze, to wystartuję w sześciu konkurencjach olimpijskich - powiedziała Krystyna Pałka w rozmowie z INTERIA.PL. 30-letnia zawodniczka jest jedną z najbardziej doświadczonych i utytułowanych zawodniczek w biathlonowej reprezentacji Polski. 24 listopada w szwedzkim Oestersund rusza nowy sezon, którego najważniejszą imprezą będą igrzyska olimpijskie w Soczi.

Czy obyło się bez kontuzji, chorób podczas przygotowań do sezonu? Wykonała pani wszystko, co zaplanowała?

- Na szczęście nie przytrafiła mi się żadna kontuzja, co w poprzednich sezonach się zdarzało. Staram się bardziej pilnować, uważać na siebie, żeby nie łapać głupich urazów. Opuściłam tylko pierwsze zgrupowanie reprezentacji, bo w tym czasie byłam na szkole podoficerskiej w Poznaniu. Resztę zgrupowań już odbyłam razem z ekipą i myślę, że wykonaliśmy kawał dobrej roboty, która po prostu musi przynieść efekt.

Jak pani poszło na szkole podoficerskiej?

- Dobrze. Nie ukrywam, że nie było łatwo, bo ciężko było pogodzić zajęcia w szkole z moimi treningami tym bardziej, że to było w trakcie zgrupowania strzeleckiego, które jest bardzo ważne. Treningi strzeleckie realizowałam sama. Cieszę się, że codziennie miałam możliwość korzystania ze strzelnicy wojskowej w Poznaniu. Na dodatek miałam możliwość ćwiczyć z trenerem od strzelectwa. Miał na mnie oko i dostałam kilka cennych rad. Myślę, że też przyniosą efekt.

Ukończyła pani szkołę podoficerską. Jaki ma pani teraz stopień?

- Kapral

To teraz będzie pani szkolić młodych żołnierzy.

- Tak, tak (śmiech)

Reklama

Wróćmy do biathlonu. Ubiegły sezon był bardzo udany w pani wykonaniu. Zadomowiła się pani w światowej czołówce, zdobyła srebrny medal mistrzostw świata. Oczy będą zwrócone teraz na panią i kibice będą spodziewać się jeszcze lepszych wyników.

- Patrząc dwa, trzy lata wstecz, to progres jest widoczny. W ubiegłym roku miałam już więcej biegów ukończonych w pierwszej dziesiątce, więcej szans na miejsce medalowe. Ciężko prognozować, co wydarzy się w tym sezonie z tego względu, że nie jesteśmy skoncentrowani na Pucharze Świata. Celem głównym są igrzyska olimpijskie. Pewnie dlatego jakieś starty w Pucharze Świata odpuścimy. Wszystko będzie zależało od mojej dyspozycji, na jakim poziomie będę startowała. Za dwa tygodnie będziemy więcej coś więcej.

Czy w okresie przygotowawczym pracowała pani nad czymś szczególnie? Co wymagało poprawy?

- Po każdym sezonie robię swoje analizy i próbuję wyciągać wnioski, co należy zmienić, poprawić, żeby jeszcze "urwać" jakieś sekundy. Doszłam do wniosku, że bardzo dużo mogę jeszcze nadrobić na samym pobycie na strzelnicy i w samym strzelaniu. Pracowałam nad tym, żeby strzelanie było szybsze. Zobaczymy, jak to będzie wyglądało na zawodach. Oczywiście dużo zależy od warunków, jakie będą panowały na strzelnicy, bo jak na przykład będzie duży wiatr, to wiadomo, że nie ma co szaleć. Uważam, że jestem dobrze przygotowana pod względem strzeleckim. Nigdy nie bałam się strzelania i wiem, że potrafię dobrze to wykonywać. Wiem też, że różnie z tym bywa i trochę szczęścia też trzeba mieć.

Czyli preferuje pani szybkie strzelanie.

- Wtedy zdecydowanie lepiej strzelam. Najlepiej samemu ocenić, czy jest się gotowym na takie strzelanie. Nie sztuką jest przybiec na strzelnicę zrobić bam! bam! bam! i wybiec z trzema czy czterema karnymi rundami.  Trzeba zachować się odpowiednio do danych warunków i bardzo ważna jest koncentracja podczas samego strzelania. Odłączyć się od wszystkiego wokół i skupić się tylko i wyłącznie na strzelaniu.

Igrzyska olimpijskie to najważniejsza impreza sezonu. Czy stawia sobie pani jakieś cele?

- Zaczynając karierę sportową marzyłam o tym, żeby pojechać na igrzyska olimpijskie. Byłam w Turynie, gdzie dobrze wystartowałam. Na olimpiadę w Vancouver miałam więcej czasu, żeby się przygotować. Uważałam, że jestem w lepszej dyspozycji i że mam szansę walczyć z rywalkami. Ogólnie wszystkie biegi kończyłam na dobrych miejscach, ale brakowało skoku do pierwszej dziesiątki. Moim zdaniem na igrzyska w Soczi, biorąc pod uwagę na jakim poziomie teraz jestem, będę najlepiej przygotowana w porównaniu z latami wcześniejszymi. Igrzyska olimpijskie rządzą się jednak swoimi prawami i różne rzeczy się na nich dzieją. Niekoniecznie medale zdobywają osoby powszechnie uważane za faworytów. Szanse mają wszyscy. Cieszę się, bo jeżeli wszystko pójdzie dobrze, to wystartuję w sześciu konkurencjach olimpijskich i będę miała sześć szans na to, żeby zrobić dobry wynik. Dla mnie najważniejsze jest to, żeby dać z siebie wszystko i wtedy zobaczymy, jaki wynik się osiągnie.

Igrzyska oczywiście są najważniejsze, ale Pucharu Świata też nie można sobie odpuścić, bo przecież punkty trzeba zdobywać.

- Zgadza się. Od tego zależy, ile osób będzie mogło startować w następnym Pucharze Świata. To też jest bardzo ważne. Więcej zawodników, to więcej szans na zdobywanie punktów.

Wszyscy narzekają na trasę w Soczi, że jest strasznie ciężka. Czy to prawda?

- To naprawdę mordercza trasa. Praktycznie nie ma tam odcinka, na którym można odpocząć. Cały czas trzeba mocno pracować. Bardzo długie, strome i wymagające podbiegi. Do tego ostre zjazdy, na których trzeba uważać. Trzeba tyrać na całej trasie. Zapowiada się ciekawie, a ciężko będzie dla wszystkich tak samo.

Czuje się pani liderką reprezentacji?

- Absolutnie nie. Nie jestem też jakoś specjalnie traktowana. Po prostu jest tak, jak było w poprzednich latach. Treningi wyglądają tak samo, życie toczy się dalej.

Jest pani jedną z najbardziej doświadczonych zawodniczek w kadrze. Mnóstwo startów w Pucharze Świata, w mistrzostwach świata, czy na igrzyskach olimpijskich. Pomaga pani młodszym koleżankom? Na przykład Monice Hojnisz?

- Monia jest młodą zawodniczką i ma trenera Adama Kołodziejczyka, który ją prowadził od najmłodszych lat. Jest cały czas pod okiem dobrego szkoleniowca. Wie na co ją stać i myślę, że dobrze sobie radzi.

Jaka jest pani ulubiona konkurencja?

- Bieg ze startu wspólnego.

To musi pani dobrze startować w Pucharze Świata, żeby wziąć udział w tej konkurencji na igrzyskach. Z tego wynika, że lubi pani bezpośrednią rywalizację.

- Uwielbiam. Tak samo w sztafecie, kiedy jest walka na trasie. Wtedy też mój bieg jest na wyższym poziomie niż normalnie. W biegu indywidualnym trzeba umieć dobrze rozłożyć siły na dystansie, a nie zawsze mi to wychodzi. Kiedy mam taką iskierkę walki, jestem zupełnie inną zawodniczką. Wstępują we mnie dodatkowe siły.

Rozmawiał Robert Kopeć


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje