Reklama

Reklama

Cztery polskie supermenki znów (się) zawiodły w sztafecie

"Znamy się jak łyse konie", "jesteśmy jak cztery supermenki" - mówiła biathlonistka Weronika Nowakowska-Ziemniak o sobie i koleżankach przed startem w sztafecie 4x6 km mistrzostw świata w Kontiolahti. Polki musiały przeżyć jednak kolejne rozczarowanie.

Każda z czwórki: Nowakowska-Ziemniak, Monika Hojnisz, Krystyna Guzik i Magdalena Gwizdoń ma już na swoim koncie sukcesy w startach indywidualnych, ale nigdy nie udało im się zanotować równie spektakularnych wyników w sztafecie. W piątek zajęły 13. pozycję.

Nie wygląda na to, aby niepowodzenia były spowodowane jakimikolwiek konfliktami czy nieporozumieniami między członkiniami zespołu. Wypowiadają się o sobie z serdecznością, zaufaniem i szacunkiem.

Srebrna i brązowa medalistka trwających mistrzostw Nowakowska-Ziemniak, mówiąc o koleżankach, używa takich określeń, jak "moje dziewczyny" czy "moje baby".

Reklama

- Wiele się od nich uczę. Są z nas takie cztery supermenki, ale każda jest zupełnie inna. Jeżeli chcę dobrej zabawy, to idę do Krysi, bo wiem, że z nią się uśmieję; kiedy potrzebuję spokoju, chętniej spotkam się z Moniką - wyjaśniła.

Były mistrz świata w biegu na 20 km Tomasz Sikora mówił wcześniej, że cała czwórka potrafiła wspólnie i szczerze cieszyć się z medali tej zawodniczki.

-- Atmosfera jest bardzo fajna, te wyniki naprawdę nakręciły dziewczyny. Wszystkie bardzo pozytywnie podeszły do sukcesów Weroniki, zresztą dwie z nich - Monika i Krysia - miały już medale MŚ, z kolei Magda była na podium Pucharu Świata. Aż miło było popatrzeć, jak cieszyły się razem - relacjonował.

Hojnisz zaznaczyła z kolei, że "przepowiedziała" koleżance, iż w najważniejszym momencie stanie na wysokości zadania.

- Pamiętam sytuację z Pucharu Świata w Oslo, kiedy po jednym z biegów Weronika przyszła do "budy" (kabina dla zawodniczek, do której wchodzą po zakończeniu biegu - red.) i narzekała, że jak zwykle brakuje jej tego jednego strzału, a ja akurat miałam wtedy czyste konto. Powiedziałam jej: "Wera, odbijesz sobie to wszystko na najważniejszych zawodach". Usłyszałam tylko: "Dobra, dobra...". Kiedy przyszła w niedzielę do hotelu już z tym drugim medalem, mogłam jej powiedzieć: "Pamiętasz, co ci mówiłam w budzie w Oslo?" - wspominała z uśmiechem zawodniczka UKS Lider Katowice.

Nowakowska-Ziemniak nie ukrywa, że choć to ona odniosła w tej edycji MŚ największe sukcesy, dużą ich część zawdzięcza koleżankom.

- Te mistrzostwa w pewnym sensie należą do mnie, ale nie osiągnęłabym takiego poziomu sportowego, gdybym nie trenowała w tym gronie. Ja już widzę po moich dziewczynach, kiedy która +jest w gazie+, kiedy ma pewność strzelecką - my się znamy jak łyse konie - oceniła.

31-letnia Guzik wypowiada się być może w nieco bardziej stonowany sposób, ale nie ma wątpliwości, że również ceni wszystkie koleżanki.

- Stworzyliśmy bardzo fajną grupę dziewczyn, w której nie tylko jedna może walczyć o medale. Dobrze wiedzieć, że aż cztery zawodniczki mogą być w każdej chwili w dziesiątce, czy nawet na podium - oceniła.

Największą "niewiadomą" jest w tym gronie Gwizdoń. Najstarszej z kadrowiczek (35 lat) nieszczególnie podoba się zainteresowanie mediów jej osobą, co manifestuje po prostu nie rozmawiając z ich przedstawicielami. Rzadko także wypowiadają się o niej pozostałe zawodniczki. W sprincie, pierwszej konkurencji indywidualnej MŚ w Finlandii, zajęła siódme miejsce i udowodniła jednak, że sportowo nie odstaje od pozostałej części drużyny.

W takich nastrojach Polki przystępowały do sztafety mistrzostw świata. Ich występy zawsze wiązały się z nadziejami i oczekiwaniami kibiców, ale tym razem naprawdę wyglądało na to, że optymizm jest uzasadniony.

Jednak po raz kolejny nie wszystko odbyło się tak, jak powinno. Choć łatwo wskazać winowajczynię piątkowych zawodów, występy Polek nie układały się w przeszłości zawsze identycznie. Warto przypomnieć ich start na igrzyskach w Soczi, gdzie szanse na dobry wynik straciły już na pierwszej zmianie, po fatalnym strzelaniu Guzik (wówczas pojawiły się oskarżenia o manipulowanie przy jej karabinie przed startem, ale z powodu braku materiałów wideo nie udało się niczego potwierdzić).

Tymczasem piątkowe triumfatorki Niemki wygrały trzeci bieg sztafetowy z sześciu rozegranych w tym sezonie. Łatwo zgadnąć, że w ich szeregach panuje teraz zupełnie inna atmosfera.

- Miałam naprawdę udany sezon, a teraz został ukoronowany złotym medalem. Możemy przystępować do ostatnich zawodów bez żadnej presji. Chyba słuszna była decyzja, abym nie startowała w biegu na 15 km. Najmłodsza zawodniczka nie powinna chyba biec we wszystkich sześciu konkurencjach. Nie mogę się doczekać niedzielnego biegu ze startu wspólnego - powiedziała Franziska Preuss, która reprezentowała Niemki na drugiej zmianie.

A jak o tym samym starcie wypowiedziała się najlepsza w polskiej kadrze Nowakowska-Ziemniak?

- Trudno będzie biec, rozpamiętując nieudany poprzedni występ. Teraz dużą rolą trenera będzie pozbieranie tego zespołu przed niedzielą - skwitowała.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama