Reklama

Reklama

Biathlon. Kamila Żuk: Stać mnie na fajne wyniki

Wielka nadzieja polskiego biathlonu. 22-letnia Kamila Żuk ma na koncie dwa tytuły mistrzyni i dwa wicemistrzyni świata juniorek, a obecnie z dobrym skutkiem rywalizuje z najlepszymi seniorkami. - Niektórymi występami i w miarę stabilną formą, choć były wzloty i upadki, pokazałam, że za kilka lat stać mnie na fajne wyniki - mówi w rozmowie z Interią utalentowana zawodniczka.

Robert Kopeć, Interia: Powrót z Kontiolahti, gdzie przedwcześnie zakończył się sezon Pucharu Świata, odbył się z problemami, a potem 14-dniowa kwarantanna. Jak sobie pani poradziła w tej przymusowej izolacji?

Kamila Żuk (reprezentantka Polski w biathlonie): Nie ukrywam, że przymusowa kwarantanna była dla mnie ciężkim okresem. Trochę źle do tego podchodziłam, bo jak czegoś nie wolno, to ze zdwojoną siłą się tego pragnie. Nie wolno nam było wychodzić, "głową"  byłam już na zewnątrz. Myślę, że poradziłam sobie bardzo dobrze. Znalazłam czas na załatwienie różnych rzeczy, na które w codziennym życiu nie mam czasu. Utrzymywałam też aktywność fizyczną. Na szczęście w domu mam wystarczająco dużo sprzętu sportowego. Nasze organizmy przyzwyczajone są do dużego wysiłku fizycznego, a tu nagle taki spadek. To też źle się odbija. Wiem po sobie, że wtedy źle się czuję. Zleciało nawet szybciej niż się spodziewałam.

Reklama

Czy odwiedzała panią policja, żeby sprawdzić, czy stosuje się pani do kwarantanny?

- Wszyscy mnie o to pytają. Miałam kontrolę policji codziennie. Przyjeżdżał patrol i sprawdzał, czy znajduję się w domu. Nie "paliło" mi się, żeby łamać zasady kwarantanny. Wiadomo jaka jest sytuacja. Nawet teraz staram się ograniczyć wyjścia tylko do tych w najważniejszych sprawach.

Rozumiem, że ze zdrowiem wszystko w porządku? Żadnych niepokojących objawów?

- Nic się nie dzieje. Jestem zdrowa i wypoczęta.

Porozmawiajmy zatem o tych przyjemnych i mniej przyjemnych sprawach związanych z sezonem 2019/2020. Za panią pierwszy pełny sezon wśród seniorek. 38. miejsce w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata, 181 punktów na koncie. Kilka dobrych wyników, zwłaszcza w Oberhofie i Ruhpolding, ale też występy nieudane, jak choćby w Anterselvie w mistrzostwach świata. Jaką ocenę, w szkolnej skali, wystawiłaby pani sobie za ten sezon?

- Może nie będę wystawiała ocen, ale osobiście jestem z tego sezonu bardzo zadowolona. Wydaje mi się, że zrobiłam ogromny krok w przód w porównaniu z poprzednim sezonem . Oczywiście mam jeszcze sporo do poprawy, sporo do nauki, ale myślę, że niektórymi wynikami i w miarę stabilną formą, choć były wzloty i upadki, ale w każdym sporcie tak jest, pokazałam, że za kilka lat stać mnie na fajne wyniki.

Zwłaszcza, że w poprzednim sezonie łączyła pani starty wśród juniorek i seniorek. Inne oczekiwania, presja medalowa, inne rywalki, zmiany miejsc, co pewnie nie było łatwe.

- Faktycznie w zeszłym sezonie byłam porozrzucana po różnych imprezach. Zmęczona byłam jednak bardziej po tym sezonie, ze względu na to, że starty seniorskie obciążają nie tylko fizycznie, ale też psychicznie przez rangę zawodów. Nie ukrywam, że miałam też lekki niedosyt, bo jednak Puchar Świata skończył się wcześniej niż powinien. Brakowało nam jeszcze tych ostatnich zawodów i możliwości walki.

Takiej puenty.

- Tak. Takiej wisienki na torcie.

Ale to przecież nie zależało od was. Bezpieczeństwo i zdrowie jest jednak najważniejsze, choć w Kontiolahti dosyć długo czekano z podjęciem decyzji o odwołaniu zawodów. W innych dyscyplinach zimowych sezon zakończono wcześniej.

- My byliśmy jedyną dyscypliną, która kontynuowała zawody.

Stąd później problemy z powrotem do kraju.

- Tak. Dużo stresu nas to kosztowało.



Jadąc na mistrzostwa świata do Anterselvy miała pani zapewne większe oczekiwania. Czy zjadła panią trema? Czy może słabszy występ w sprincie podciął skrzydła na pozostałe indywidualne konkurencje?

- Tak jest, że jak sprint nie wyjdzie, to jest gorsza sytuacja w biegu pościgowym. Natomiast co do pozostałych biegów, to już jest kwestia indywidualna, kwestia psychiki. Na pewno mistrzostwa świata były dla mnie nieudane i nie liczyłam na tak słabe wyniki z mojej strony. Tym bardziej, że do tego momentu moja forma była bardzo dobra, co pokazywałam wielokrotnie. Na ten pierwszy start w konkurencjach indywidualnych, w sprincie, nastawiałam się na lepsze miejsce, bo analizując moje występy, to sprinty były zdecydowanie moją mocną stroną. Niestety, tak jak to u mnie czasami bywa, chyba za bardzo chciałam. Bardziej niż mogłam. Nie wytrzymałam tego psychicznie, przede wszystkim na strzelnicy, gdzie były bardzo trudne warunki, a ja totalnie się pogubiłam. Jakbym zapomniała to, co wykonywałam do tego momentu. Ciężko mi było sobie wytłumaczyć, co zawiniłam. Nie byłam sobą na tych mistrzostwach świata i to było silniejsze ode mnie.

W sztafecie, jak pamiętamy, pokazała się pani przecież z bardzo dobrej strony. Koleżanki zresztą również.

- Każda z nas wykonała bardzo dobrą robotę. Jestem wdzięczna dziewczynom, że mogłam z nimi w tej sztafecie pobiec. To był dla mnie ważny bieg, ponieważ po nieudanych dla mnie mistrzostwach świata, to była jedyna szansa, żeby przed kolejnymi zawodami Pucharu Świata wrócić do normy i udowodnić sobie, że te wcześniejsze nieudane starty były tylko wpadką i nie trzeba się nad nimi rozczulać. Popatrzmy na Tirill Eckhoff, która praktycznie cały sezon dominowała, a przyszły mistrzostwa świata i znajdowała się tam gdzie ja. To pokazuje, że nie tylko ja popełniam takie błędy, ale też utytułowane, najlepsze zawodniczki na świecie.

Prześledziłem statystyki z tego sezonu i strzelanie w pani przypadku chyba nie wyglądało zbyt różowo - skuteczność 72 procent.

- Analizując swoje starty, to do mistrzostw świata, moje strzelanie było stabilne. Na przykład w sprincie jedna karna runda, to wynik całkiem ok, żeby znaleźć się w pierwszej "15". Większy problem miałam w konkurencjach z czterema strzelaniami. Nie potrafiłam się odpowiednio skupić. Myślę, że całościową statystykę zaburzyła mi końcówka sezonu, bo wtedy było naprawdę źle.

Czy będzie pani coś próbowała zmienić w broni, żeby poprawić strzelanie, czy skupi się pani na treningu?

- Myślę, że jakieś minimalne poprawki na pewno wprowadzimy z trenerem w nowym okresie przygotowawczym. Natomiast nie rozważałam zmiany karabinu na nowy. Z tym jestem w stanie opracować swój własny system. Przede wszystkim jednak praca. Jeśli chodzi o strzelanie, to po prostu brakuje mi doświadczenia.


Biegowo natomiast prezentowała się pani bardzo dobrze. Walczyła pani na trasie jak równy z równym z najlepszymi zawodniczkami. Rozmawiałem z Tomaszem Sikorą po mistrzostwach świata w Anterselvie i mówił, że wróciła pani do techniki biegu z czasów juniorskich. Czy tak rzeczywiście jest?

- Trochę tak. Wróciłam do dłuższych kijów, jeżeli zaś chodzi o technikę, to może nie tyle wróciłam w tym elemencie do czasów juniorskich... Technikę staram się z trenerem cały czas zmieniać na lepszą, która pomoże mi biec jeszcze szybciej.

Wysoka wydolność wynikała z okresu przygotowawczego, który, jak same mówiłyście, był bardzo intensywny?

- Śmiało mogę powiedzieć, że to był najcięższy okres przygotowawczy w mojej dotychczasowej krótkiej karierze. Był bardzo wymagający i trenowałyśmy bardzo dużo. Mnóstwo kilometrów, mnóstwo godzin i tak praktycznie trenowałyśmy do samego końca. Dlatego też przez to na początku sezonu nie mogłyśmy się "rozbiegać", ale mimo wszystko forma biegowa była i z tego jestem najbardziej zadowolona. Przez cały sezon nie miałam takich startów, w których czułam, że nie mogę biec.

To chyba przyjemność, kiedy biegnie się na trasie w takim tempie, jak największe gwiazdy.

- To na pewno motywujące i zachęca do dalszej pracy. Widzi się u siebie potencjał, że jest się w stanie powalczyć z tymi biathlonistkami.

Trener Michael Greis mówił niedawno w wywiadzie dla "Przeglądu Sportowego", że trudniej pokazać pani pełnię możliwości w takich konkurencjach, jak bieg pościgowy czy ze startu wspólnego, kiedy wokół na trasie jest więcej rywalek. Zgadza się pani z tym?

- Trochę tak. Jak jestem sama na strzelnicy, to potrafię się skupić na swojej pracy i na tym, co mam zrobić. Jeśli natomiast dochodzi do bezpośrednie konfrontacji z zawodniczkami, jak w biegu pościgowym czy ze startu wspólnego, kiedy rywalki kładą się obok mnie i słyszę, że strzelają szybciej i celnie, ja natomiast jestem zawodniczką, która strzela wolno i nie do końca celnie, więc pojawia się wtedy taka presja i nie potrafię się skupić na swojej pracy.

Trener Greis mówił też, że starał się wam wpoić, żebyście czerpały radość z tego, co robicie. Udało się?

- Gdybym nie miała z tego radości, to bym tego nie robiła. Jest to część mojego życia i nie wyobrażam sobie życia bez sportu, bez biathlonu.

Ważą się losy trenera Greisa, jako trenera reprezentacji Polski. Chciałaby pani nadal z nim współpracować?

- Ze swojej strony mogę powiedzieć, że jak najbardziej tak. Widzę efektywność treningu, widzę postępy, które zrobiłam względem poprzedniego roku. To mnie motywuje i wiem, że mogę zaufać trenerowi.

Czy myśli pani już o następnym sezonie?

- Nasz sezon powinien zakończyć się pod koniec marca, więc kwiecień jest dla nas okresem roztrenowania, odpoczynku, a od maja powinniśmy zacząć pracować. Ze względu na to, że sezon skończyliśmy przedwcześnie, starałam się utrzymać aktywność fizyczną, żeby "dociągnąć" ten sezon do końca. Oczywiście w miarę możliwości. Teraz raczej będę stawiać na regenerację, żeby odpocząć, nabrać motywacji i chęci.

Teraz wszystko jest w zawieszeniu. Czy w ogóle wiecie, kiedy zaczniecie przygotowania do sezonu i gdzie?

- Na ten moment ciężko cokolwiek powiedzieć o przygotowaniach. Mamy na pewno ograniczenie w maju z tego powodu, że nie ma możliwości zorganizowania zgrupowań. Pewnie wszystko się opóźni, ale myślę, że jak wszystko wróci do normy i jak nie będzie już tych wszystkich zakazów, to myślę, że w maju indywidualnie możemy zacząć się przygotowywać.

Odnosiła pani duże sukcesy wśród juniorek i dobrze radzi sobie pani w gronie seniorek. A wiemy, że takie przejście nie jest łatwe i często kariery młodych ludzi się załamują. Jaka jest pani recepta na to, że z tak dobrym skutkiem radzi pani sobie wśród seniorek? Co poradziłaby pani młodych sportowcom, którzy marzą o zawodowej karierze?

- Nie jestem w stanie dać dobrej rady. Staram się pracować zawsze na 100 procent i poświęcać się. Jeśli chce się coś osiągnąć, to przez treningi do tego dążysz i jak się bardzo chce, to się to osiągnie.

Powiedziała pani, że nie wyobraża sobie życia bez sportu, bez biathlonu. A jak trafiła pani do tej dyscypliny?

- Nie trafiłam na pewno przypadkiem. Od początku miałam do czynienia z "biegówkami". W gimnazjum trener pokazywał nam pracę z karabinkiem pneumatycznym i spodobało mi się, więc stwierdziłam, że w tym kierunku chciałabym pójść, bo jest to ciekawszy sport niż biegi narciarskie. Przez strzelanie jest dodatkowa adrenalina. Następnie była Szkoła Mistrzostwa Sportowego w Dusznikach-Zdroju. Na mistrzostwach Polski w Czarnym Borze trener Sikora mnie zauważył i powiedział, że chciałby ze mną współpracować i powołał do kadry juniorskiej. Od tego momentu wszystko potoczyło się już bardzo szybko.

Czy ma pani wzór do naśladowania?

- Bardziej staram się obserwować wszystkich dookoła i wyciągać to, co najlepsze.

A co pani sądzi o zakończeniu kariery przez Martina Fourcade’a, Kaisę Makarainen i ostatnio przez Synnoeve Solemdal?

- Co do Martina Fourcade’a, to jestem bardzo zaskoczona, ale to decyzja bardzo indywidualna. Jeśli ktoś już czuje się spełniony i osiągnął, co chciał osiągnąć, to przychodzi czas na normalne życie. Każdy ten moment wybiera sam. Myślę, że to dobre decyzje.

Rozmawiał Robert Kopeć



Dowiedz się więcej na temat: Kamila Żuk | Michael Greis

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje