Reklama

Reklama

Finansowa potęga Barcelony. Na jej sukcesie zarabia każdy

"Wspomniany Joan Gamper chce zorganizować grę w piłkę nożną w Barcelonie i zaprasza każdego, kto ma ochotę poznać ten sport, by zjawił się w biurze tej gazety w każdy wtorek lub piątek po południu, pomiędzy godziną dziewiątą a jedenastą" - tak 116 lat temu tworzyła się wielka Barcelona, obecnie najbogatszy klub na świecie.

Wszystko zaczęło się bardzo niewinnie. W 1899 roku FC Barcelona zagrała pierwszy mecz przeciwko zebranej grupce entuzjastów, głównie pochodzących z okolicznych przedsiębiorstw. Dwa tygodnie później w wigilię Bożego Narodzenia spotkanie "Barcy" oglądała już jednak prawie setka miejscowych kibiców, a Barcelona pokonała ekipę FC Catala 3-1. Był to początek narodzin obecnie największej instytucji sportowej na świecie. W ubiegłym sezonie klub osiągnął najwyższe przychody w historii.

Pasja, która zrodziła biznes

Potęga Barcelony została zbudowana na pasji do piłki nożnej. Na początku drużynę "Barcy" tworzyli w większości obcokrajowcy, głównie Anglicy. W Anglii piłka była znana już wcześniej a imigranci, którzy przybyli do Hiszpanii chcieli po prostu poczuć się trochę jak u siebie. O tym, że Barcelona od zawsze była różnorodnym klubem może też świadczyć fakt, że jego założycielem był  Szwajcar - Joan Gamper.

Reklama

"Wspomniany Joan Gamper chce zorganizować grę w piłkę nożną w Barcelonie i zaprasza każdego, kto ma ochotę poznać ten sport, by zjawił się w biurze tej gazety w każdy wtorek lub piątek po południu, pomiędzy godziną dziewiątą a jedenastą" - takie ogłoszenie ukazało się 22 października 1899 roku w lokalnej gazecie "Los Deportes".

Miesiąc po ukazaniu się ogłoszenia, w sali gimnastycznej "Sole" podpisano akt założycielski klubu. Większość obecnych na spotkaniu piłkarzy stanowili obcokrajowcy. O pieniądzach jeszcze nie było mowy, chodziło tylko o grę w piłkę.

Obecnie Barcelona jest największym klubem na świecie, który generuje najwyższe przychody. W sezonie 2014/15 "Barca" zarobiła najwięcej w historii - 540 milionów euro. Klub w porównaniu z 2002 rokiem wzbogacił się o ponad 400 milionów więcej. Jedna trzecia tych dochodów stanowią wpływy ze stadionu. Camp Nou to jednak nie tylko mecze piłki nożnej. Na obiekcie Barcelony organizowane są także spotkania biznesowe, koncerty, wystawy, a nawet wesela.

Przychody Katalończyków w porównaniu z innymi hiszpańskimi zespołami są piorunujące. Drugi Real Madryt co prawda zarobił w ostatnim roku tylko 10 milionów mniej, ale trzecie w zestawieniu Atletico do Barcelony traci prawie 400 milionów euro (173 mln przychodów za sezon 2014/2015).

Barcelona inkasuje także ogromne pieniądze z praw telewizyjnych. Tak samo jak i Real Katalończycy zarabiają z tego tytułu 150 milinów euro. Tutaj znowu mamy do czynienia z ogromną przepaścią w porównaniu z innymi ekipami Primera Division. Trzecie największe dochody z praw telewizyjnych ma Valencia i są one na poziomie zaledwie 48 milionów. Niewiele więcej ma czwarte Atletico - 42 miliony. Dla innych ekip z La Liga to sytuacja kuriozalna. Dla porównania w Premier League ostatnia ekipa pod względem dochodów z praw telewizyjnych inkasuje za sezon 74 miliony euro. Jeśli chodzi o telewizję, Barcelona jako klub nie jest jednak tak ważna tylko w Hiszpanii, ale i na całym świecie. O prawa do  transmisji meczów "Blaugrany" biją się wszyscy.

"Duma Katalonii" dużo zarabia, ale też wydaje. Najwięcej pieniędzy klub przeznacza na wynagrodzenia dla piłkarzy - 240 milionów euro. Reszta wydatków idzie na pensje dla personelu (32 mln) oraz koszty administracyjne i inne wydatki (121 mln).

Jak większość wielkich klubów Barcelona ma też jednak długi. W 2014 roku były one na poziomie 280 milionów euro. W Katalonii jednak nie panikują, ponieważ na przestrzeni kilku ostatnich lat zadłużenie klubu spada. Na finanse "Barcy" składają się przede wszystkim wyniki drużyny. Gorsze rezultaty oznaczają mniejsze przychody.

Kibice w każdym zakątku świata

Na świecie FC Barcelona ma ponad 100 klubów kibica. Szacuje się, że "Blaugranie" kibicuje około 300 milionów ludzi. Fani "Barcy" są po prostu wszędzie. Chociażby przy okazji meczu Katalończyków z Lechią Gdańsk można było zobaczyć, jak wiele osób pojawiło się w koszulkach "Blaugrany". Kibice popisali się także efektowną oprawą, czym mocno zaskoczyli piłkarzy z Hiszpanii.

Barcelona to klub , którego właścicielami de facto są kibice. To oni tworzą największą sportową instytucję na świecie. Do klubu należy 150 tysięcy członków, z czego 85 tysięcy ma pierwszeństwo przy wejściówkach na mecze. Jimmy Burns w książce "Barca. Życie, pasja, ludzie" twierdzi, że katalonizm może zostać nabyty, nie musi być wrodzony. "Blaugrana" pomogła wielu imigrantom zintegrować się ze społecznością w Hiszpanii. Przykład może stanowić obecny dyrektor ds. technologii w Barcelonie Didac Lee, który był pierwszą osobą innej nacji urodzoną w Gironie (miasto niedaleko Barcelony). Dzięki klubowi, jak sam twierdzi mógł w końcu poczuć się częścią społeczności w Hiszpanii. Na stadionie nie liczy się skąd jesteś, ale komu kibicujesz.

Barca wygrywa, inni zarabiają

W samej Katalonii działają dwa dzienniki sportowe. Każdy z nich liczy po 16 stron, a ich nakład zależny jest od wyników, jakie osiąga Barcelona. Jeśli "Barca" wygrywa, to nakład jest zwiększany nawet trzykrotnie. Drużyna przegrywa, nakład spada. W przypadku remisu pozostaje bez zmian. Oprócz gazet sportowych na Barcelonie zarabia też prasa plotkarska. Piłkarze są śledzeni na każdym kroku. Ich prywatne życie jest uważnie monitorowane i opisywane.

Oprócz gazet w Katalonii działa także radio, w którym co wieczór sportowi poświęcany jest półtoragodzinny program. Do tego dochodzi jeszcze telewizja, a w niej retransmisje meczów, programy sportowe etc. Ogromny wzrost Barcelona zaliczyła także w mediach społecznościowych. Kiedy ma się tylu kibiców, trzeba jakoś do nich dotrzeć. Internet jest do tego najlepiej przystosowanym miejscem. Udziela się tam nie tylko sam klub, ale też większość piłkarzy. Obecnie wartość sprzedaży klubowych produktów przez internet wynosi 30 milionów euro. Kilka lat temu było to zaledwie pięć milionów.

Na sukcesach Barcelony zarabia także miasto. Klubowe muzeum jest jednym z najchętniej odwiedzanych na świecie. Praktycznie każde biuro turystyczne w Katalonii  ma w ofercie zwiedzanie Camp Nou albo wypad na mecz "Barcy". Niektórzy turyści odwiedzają Barcelonę tylko po to, żeby móc zobaczyć ekipę "Blaugrany" w akcji.

Co dalej?

Barcelona to instytucja, w której każdy szczegół jest dokładnie przemyślany. Katalończycy już snują plany rozwoju klubu na kolejne lata. Jednym z pierwszych działań będzie modernizacja Camp Nou. Stadion ma być powiększony do 105 tysięcy miejsc i przystosowany do najnowszych standardów. Klub planuje także rozszerzyć swoją działalność w internecie, którego możliwości wciąż są niezbadane.

Wyzwanie dla Barcelony stanowią także rynki, w których futbol dopiero zaczyna być popularny. Mowa o np. Indiach czy Chinach. Potencjał do poszerzenia grupy kibicowskiej jest tam ogromny. To samo dotyczy rynku amerykańskiego, gdzie piłka staje się coraz bardziej popularna. W ostatnich rankingach "soccer", jak nazywają grę w piłkę Amerykanie, znalazł się na ósmym miejscu wśród najpopularniejszych sportów.

Zagrożeniem dla rozwoju Barcelony może być natomiast ewentualny przestój w rozwoju rodzimych piłkarskich talentów i wciąż powiększająca się rywalizacja finansowa o najbardziej zdolnych piłkarzy. Jeśli drużyna zaczęłaby dramatycznie gorzej grać, to osiągnięcia całego klubu też na pewno się zmniejszą. Ewentualne odłączenie Katalonii od Hiszpanii również mocno skomplikowałoby sprawę. Nie wiadomo w jakiej lidze grałaby "Barca", a w przypadku nieuznania państwa przez Unię Europejską, piłkarze mieliby problem z rozgrywkami europejskimi. 

Adrianna Kmak

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje