Reklama

Reklama

​Tokio 2020. Konrad Bukowiecki dla Interii: Udział w igrzyskach to dla mnie duży zaszczyt, honor i wielka sprawa

- Ten sezon stoi dla mnie pod znakiem jednej wielkiej kontuzji. Z wyników, które uzyskiwałem w ostatnich miesiącach nie jestem zadowolony. Jest jak jest i nic z tym już nie zrobimy - powiedział Interii tuż przed wylotem do Japonii srebrny medalista mistrzostw Europy w pchnięciu kulą z 2018 roku Konrad Bukowiecki.

Konrad Bukowiecki jest polską nadzieją na olimpijski medal w Tokio. Niestety, obecny sezon nie układa się dla niego najlepiej. Najpierw kontuzja pleców, potem, tuż przed wyjazdem na obóz na Teneryfę, jego ojciec i zarazem trener Ireneusz Bukowiecki zachorował na COVID-19, co miało wpływ na treningi kulomiota. Jakby nieszczęść było mało, w marcu, tuż przed halowymi mistrzostwami Europy w Toruniu, Konrad Bukowiecki złamał palec u nogi, a niedługo potem sam zachorował na koronawirusa.

- Jeśli mam być szczery, to ostatnie miesiące i tygodnie nie wyglądały dla mnie najlepiej. Borykałem się z dosyć poważną kontuzją, ale fajnie, że jest coraz lepiej. Ten sezon stoi w ogóle pod znakiem jednej wielkiej kontuzji. Z wyników, które uzyskiwałem w ostatnich miesiącach, też nie jestem zadowolony. Jest jak jest i nic z tym już nie zrobimy. Bez względu jednak na wszystko, mogę obiecać, że jadę do Tokio, aby walczyć i dać z siebie wszystko - mówi nam Konrad Bukowiecki.

Reklama

Halowy rekordzista Polski w pchnięciu kulą (22,00) nie załamuje się jednak niekorzystnym obrotem spraw.

- Oczywiście mogę powiedzieć wszystko, nawet to, że jadę po złoty medal, ale nie jestem zwolennikiem składania deklaracji przed startem. Bardzo cieszę się z tego, że po raz drugi zostałem olimpijczykiem w tak młodym wieku i że będę miał szanse reprezentować Polskę. To jest dla mnie duży zaszczyt, honor i wielka sprawa - dodaje 24-letni zawodnik.

"Nie wyobrażam sobie innego scenariusza"

Urodzony w Szczytnie kulomiot najpierw zamierza powalczyć w Tokio o wejście do finału, a tam, jak sam mówi wszystko się może zdarzyć.

- Na pewno Amerykanie będą bardzo mocni. Czołówka światowa w naszej konkurencji od paru lat właściwie się nie zmienia i myślę, że w Tokio będzie podobnie, jak podczas ostatnich wielkich imprez. To są jednak igrzyska i kto wie, może będą jakieś niespodzianki.

Po przyjeździe do Japonii udajemy się od razu do miejscowości, gdzie będziemy się przygotowywać już bezpośrednio do startu na igrzyskach. To Zao Bodairo. Od Tokio jest oddalone aż o 400 kilometrów. Będziemy tam odpoczywać, treningi mają być lżejsze, będziemy szlifować formę. Mam nadzieję, że igrzyska się odbędą, nie wyobrażam sobie innego scenariusza. To wszystko już tak daleko zaszło, że wydaje się mi, że nie odwołają imprezy w ostatniej chwili. Głęboko w to wierzę, bo przygotowywaliśmy się do niej ciężko przez ostatnich pięć lat - zakończył Konrad Bukowiecki.

Z Konradem Bukowieckim w Warszawie rozmawiał Zbigniew Czyż

Dowiedz się więcej na temat: Konrad Bukowiecki | Tokio 2020

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje