Reklama

Reklama

Skoki narciarskie. MŚ w lotach w Planicy. ​Rafał Kot dla Interii: To były najbardziej nudne mistrzostwa od lat

- Jeśli chodzi o podział miejsc na podium, to były to najbardziej nudne i przewidywalne mistrzostwa świata, jakie pamiętam. Już przed zawodami wiadomo było, że o trzy pierwsze miejsca nie ma prawa walczyć nikt inny, jak tylko Norwegowie, Niemcy i Polacy. Inni, wobec swoich problemów nie mieli na to szans. W zasadzie pozostałe miejsca też mogliśmy obsadzić jeszcze przed turniejem - mówi w rozmowie z Interią Rafał Kot, były fizjoterapeuta Adama Małysza.

W Planicy Polacy wywalczyli drugi w historii medal mistrzostw świata w lotach. Wcześniej, także brąz, zdobyli dwa lata temu w Oberstdorfie. Medal w Słowenii jest szóstym wywalczonym przez naszą reprezentację drużynowo podczas wielkiej imprezy mistrzowskiej. "Orły" mają w swoim dorobku także złoto (Lahti 2017), dwa brązowe medale mistrzostw świata (Val di Fiemme 2013 i Falun 2015) oraz brąz zimowych igrzysk olimpijskich (Pjongczang 2018).

- Pamięta się tylko tych i tylko ci przechodzą do historii, którzy stoją na podium. Zdobywając brązowy medal w Planicy przeszliśmy do annałów historii. Mówiąc w największym skrócie, blacha, to jest blacha i to trzeba docenić. Teoretycznie była szansa powalczyć o srebrny, a nawet złoty medal, ale do tego potrzebnych było osiem równych i perfekcyjnych skoków. Nie ma co kryć, że nasi teoretycznie najlepsi skoczkowie nie są obecnie w najwyższej formie. Niestety Kamil Stoch oddał słabszy pierwszy skok. Także Dawid Kubacki nie błyszczał, ale on skakał z kontuzją. To były to najbardziej nudne i przewidywalne mistrzostwa świata, jakie pamiętam. Już przed zawodami wiadomo było, że o trzy pierwsze miejsca nie ma prawa walczyć nikt inny, jak tylko Norwegowie, Niemcy i Polacy. Słowenia miała swoje wewnętrzne problemy. Austriacy wystąpili bez kontuzjowanego Stefana Krafta - mówi Rafał Kot.

Reklama

Były współpracownik Adama Małysza nie rozumie decyzji o nie wystawieniu w konkursie drużynowym Klemensa Murańki, który mógł zastąpić Dawida Kubackiego. - Nie rozumiem dlaczego w konkursie drużynowym Murańka nie zastąpił Kubackiego. Przecież jego skoki były bardzo podobne do tych, oddawanych przez bardziej utytułowanego zawodnika. Klimek Murańka nie skoczyłby słabiej, a ten brązowy medal i tak byśmy mieli. Był na miejscu, w treningach nie skakał słabiej od Kubackiego i od tego jest rezerwowy, żeby w przypadku problemów zdrowotnych zastąpić kontuzjowanego. Dawid Kubacki zyskałby za to czas przed następnymi zawodami Pucharu Świata w Engelbergu. Miałby większą możliwość leczenia i regeneracji swoich pleców - twierdzi Kot.

Sumując wszystkie skoki naszych zawodników w Planicy, zarówno w konkursie indywidualnym jak i drużynowym, najlepszym okazał się Piotr Żyła. W klasyfikacji nieoficjalnej zajął siódme miejsce. Dziewiąty był Andrzej Stękała, jedenasty Kamil Stoch, a piętnasty Dawid Kubacki.

- Dla mnie największym zwycięzcą tych mistrzostw spośród polaków jest Andrzej Stękała. Zrobił największy skok do przodu i największa niespodziankę. Już przecież zmuszony był zostać kelnerem w jednej z podhalańskich karczm, żeby przetrwać. Andrzej wypowiedział piękne słowa po konkursie. Zapytany o to, komu chciał podziękować, że w tak pięknym stylu wrócił do skakania, odpowiedział, że kolegom z drużyny i Maciejowi Maciusiakowi. To właśnie on cały czas wierzył w jego talent, wyciągnął go z niebytu i doprowadził do tak wysokiej formy - podkreśla Rafał Kot.

- Gdybym miał oceniać pozostałych Polaków, to na drugim miejscu uplasowałbym Piotra Żyłę, dopiero potem Kamila Stocha i Dawida Kubackiego. Przed mistrzostwami, na Kamilu wywierano nawet taką presję, że jedyną perłą, której mu brakuje, w tej przysłowiowej koronie jest mistrzostwo świata w lotach. Niestety w dalszym ciągu będzie mu tego brakować. Niestety skoki Kamila Stocha nie są teraz powtarzalne. Jeśli jest nakręcony, to skacze bardzo daleko, a tutaj bardzo dobre skoki przeplatał zepsutymi. Choć i tak te najlepsze były gorsze, o około dziesięć metrów od tych najlepszych zawodników - uważa Rafał Kot.

- Jeśli chodzi o Dawida Kubackiego, to wiadomo, że skacze z kontuzją, jednak niestety od początku sezonu nie widać u niego jakiejś fenomenalnej formy. Brakuje błysku i automatyzmu. Nie są to skoki, do jakich nas wczesnej przyzwyczaił - martwi się były fizjoterapeuta naszej reprezentacji z lat największych sukcesów Adama Małysza.

W Planicy, w szerokiej kadrze zabrakło syna Rafała Kota, Macieja. Ojciec skoczka liczy, że jeszcze w tym sezonie będzie skakał lepiej.

- Nadzieja umiera ostatnia chciałoby się powiedzieć. Maciek jest dobrze nastrojony do kolejnych zawodów. Będzie musiał przebijać się do kadry Pucharu Świata poprzez dobre występy w turniejach Pucharu Kontynentalnego. W grudniu mamy jeszcze przed świętami mistrzostwa Polski i liczymy, że również podczas tych zawodów dobrze się zaprezentuje - kończy Rafał Kot.

Następne  mistrzostwa świata w lotach narciarskich zostaną rozegrane w Vikersund w marcu 2022. Do rywalizacji w Pucharze Świata najlepsi skoczkowie powrócą już w ten weekend na skoczni w szwajcarskim Engelbergu.

Zbigniew Czyż

Więcej aktualności sportowych znajdziesz na sport.interia.pl! Kliknij!

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama