Reklama

Reklama

GKS Katowice: piłkarz, który wywalczył pierwszy awans i ściągnął na Bukową Jana Furtoka kończy 80 lat

Paweł Glück zasłużył się dla GKS-u Katowice podwójnie. To on jako zawodnik zdobywał pierwszy awans GieKSy do ekstraklasy. To on jako poszukiwacz talentów ściągnął na Bukową Jana Furtoka. Teraz kończy 80 lat.

Glück zdażył zagrać jeszcze w Rapidzie Wełnowiec, z którego potem powstała GieKSa. Wywalczył z nią pierwszy historyczny awans do ekstraklasy w 1965 roku.

Reklama

Teraz jest szczęśliwy. - Proszę sobie wyobrazić, że przed dwoma dniami urodził mi się wnuk. Ma na imię Felix - cieszy się Paweł Glück.

Oklaskiwał w szpalerze Pelego

Urodził się w Lipinach. Wychowywała go babcia. Za sprawą ojczyma zaczęły się przeprowadzki, jako piłkarz Paweł wybił się w Naprzodzie Janów, dzielnicy w której zamieszkał. - To był piękny czas. Chodziłem do technikum i strzelałem mnóstwo goli. Grałem tam w drużynie z piłkarzami ponad 30-letnimi, ale uznawali mnie i mój talent, byłem więc kapitanem - opowiadał mi Paweł Glück kiedy spotkaliśmy się w Katowicach.

Jako 19-latek grał w przedmeczu juniorów na Stadionie Śląskim przed spotkaniem kadry Śląska z Santosem w 1960 roku. Potem stał z kolegami w szpalerze i oklaskiwał Pelego i jego kolegów podczas wyjścia na boisko. Po tym meczu zainteresował się chłopakiem prezes Wacław Bokacki, na co dzień dyrektor  Śląskiej Fabryki Sprzętu Górniczego "Rapid" z Wełnowca, którego drużyna grała w III lidze. Za transfer kupił Glückowi za 10 tys. zł radziecki skuter Wiatka, który był kopią słynnej włoskiej Vespy.

Kiedy trafił do Rapidu wiedział, że rodzi się dobra drużyna. - Najbardziej w tamtej drużynie imponował mi "Zyga" Szmidt. To był świetny zawodnik, który trafił potem nawet do reprezentacji Polski... Fajna paczka była: na bramce Bem, w polu Miller, Strzelczyk, Roczek... Graliśmy na Bukowej, ale to był wtedy zupełnie inny stadion niż dziś. Nie było "Blaszoka", a tam gdzie trybuna główna, była mała trybunka dla kibiców i budynek klubowy. Kibiców jednak mieliśmy, interesowali się nami. Wtedy piłkarze nie byli arogantami jak dziś i często gadali z kibicami, byli z nimi zżyci - opowiadał mi kilka lat temu.

Glück chodził do pracy w zakładach Rapid na 7 rano, a o godz. 10 był trening. Pracował na etacie jako majster w zakładach Rapid. Kiedy dowiedział się, że zarabia trzy razy mniej niż koledzy z drużyny, został przeniesiony na kopalnię Staszic. Tam pieniędzy było więcej.



Grał w ostatnim meczu katowickiej drużyny w II lidze (w czerwcu 1965 roku 7:1 z Lublinianką). W ekstraklasie zadebiutował na Bukowej w sierpniu w trzecim meczu z ŁKS-em. Pierwszego gola w ekstraklasie strzelił Henrykowi Stroniarzowi z Wisły w Krakowie (1:1 w maju 1966 roku).

Ogółem w barażach o II ligę dla drużyny z Bukowej rozegrał 8 meczów i strzelił 5 goli. W II lidze rozegrał 51 meczów i strzelił 10 goli. W ekstraklasie rozegrał 26 meczów i strzelił 2 gole. Na zakończenie kariery pograł jeszcze w Victorii Jaworzno. W GieKSie grał też jego młodszy brat Jan.

Daj pan jakieś pieniądze tacie

Paweł Glück studiował zaocznie na WSWF w Katowicach, robił papiery trenerskie drugiej klasy. - Pracowałem w GKS-ie i szkółce Zrywu Chorzów, którą prowadził Józef Murgot. Szukałem talentów. Potem był asystentem trenera, wreszcie kierownikiem drużyny - wspominał mi. To on stoi za ściągnięciem na Bukową Jana Furtoka. - Powiedziałem Wacławowi Bokackiemu: "Panie dyrektorze, daj pan jakieś pieniądze tacie, żeby ten chłopak do nas przyszedł. Musimy go mieć". Bokacki początkowo miał wątpliwości, ale ostatecznie się zgodził. Powiedziałem mu, że to będzie nie tylko dobry zawodnik, ale jeden z najlepszych napastników w ekstraklasie. I tak się stało. W drużynach młodzieżowych grał w jednym dniu w trampkarzach i juniorach, czasem naginaliśmy przepisy - śmiał się.

W 1978 roku Paweł Glück z dwoma kolegami wyjechał na wycieczkę do Jugosławii. Podczas powrotu został w Wiedniu. Ostatecznie żona z dwoma synami dojechali później. Znalazł pracę w Niemczech w fabryce produkującej silniki samolotowe pod Monachium. Tam pracował do emerytury. Patronat nad zakładami miał Mercedes, więc pracownicy mieli upusty. Miał więc chyba z... dziesięć mercedesów. Amatorsko grał w piłkę w malutkim FC Emmering do 60. roku życia.

- Na ile mogę cieszę się życiem. Mieszkam w uroczym miejscu pod Monachium. Kibicuję obu monachijskim drużynom - Bayernowi i TSV 1860. Proszę ode mnie pozdrowić wszystkich piłkarzy i kibiców GKS-u - mówi Paweł Glück.
Dziś kończy 80 lat. Zdrowia!

Dowiedz się więcej na temat: GKS Katowice | piłka nożna | Paweł Czado

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama