Reklama

Reklama

Mauro Cantoro - przykład wielbiciela Diego Maradony

- Marcin Baszczyński opowiadał mi, że przekonał się, jak ważny jest Diego w Argentynie, dzięki zachowaniu Mauro Cantoro. To był dla niego idol. Gdy zaczynał o nim mówić, od razu poważniał, o co zazwyczaj było trudno. Kiedy w szatni podszczypywali go, że może jednak to Pele był lepszy, nie było żartów - mówi w kolejnym odcinku swojego programu "Ekstraklasa" Paulina Czarnota-Bojarska - dziennikarka Polsatu Sport i felietonistka Interii. Zobacz wideo z jej nagraniem.

Przed tygodniem Paulina Czarnota-Bojarska zabrała użytkowników Interii w piłkarską podróż po Bałkanach. Tym razem obrała kurs na Argentynę, czcząc pamięć zmarłego Diego Armando Maradony.

Reklama

- Był to wyjątkowy piłkarz i człowiek, niezwykle ważny dla innych ludzi. W Argentynie był prawdziwą ikoną sportu i popkultury - powiedziała znana dziennikarka Polsatu Sport.

W swoim felietonie postanowiła jednak skupić się na rodaku "Boskiego Diego", który odcisnął swoje piętno na polskiej Ekstraklasie. To zawodnik, który bronił barw Wisły Kraków i Odry Wodzisław. Nazywa się Mauro Cantoro.

- Pamiętam go świetnie z początków mojej pracy przy Ekstraklasie. Często bywałam na meczach Wisły. Był to zawsze uśmiechnięty i radosny chłopak, mający bardzo dobrą energię. I tutaj mamy nawiązanie do Maradony. Marcin Baszczyński opowiadał mi, że przekonał się, jak ważny jest Diego w Argentynie dzięki zachowaniu Cantoro. To był dla niego idol. Gdy zaczynał o nim mówić, od razu poważniał, o co zazwyczaj było trudno. Kiedy w szatni podszczypywali go, że może jednak to Pele był lepszy, nie było żartów. Podobnie było później przy porównaniach z Leo Messim. Maradona był człowiekiem, którego właściwie kochał. Miał z nim też zdjęcie z czasów, gdy był na zgrupowaniu młodzieżowej kadry - przyznała Czarnota-Bojarska.

Cantoro trafił do "Białej Gwiazdy" w 2001 roku. W Polsce spędził dziewięć lat, po czym wyjechał do swojej ojczyzny, zabierając ze sobą pięć medali za triumf w Ekstraklasie.

Więcej aktualności sportowych znajdziesz tutaj! Kliknij!

- Do Polski trafił z niezłym CV, bo przecież - jeśli chodzi o karierę juniorską - był z Argentyną na mistrzostwach Ameryki Południowej i mistrzostwach świata do lat 17, a dostanie się do kadry na turniej na pewno jest sporym wyczynem. Początki w Polsce nie były dla niego łatwe. Między innymi dlatego, że nie mówił po angielsku. W szatni nie mógł się odnaleźć. Trener Franciszek Smuda wyznawał zasadę, że obcokrajowiec musi być dwa razy lepszy od Polaka. Musiał przebijać się i zdobywać zaufanie szkoleniowca, ale też kolegów z szatni - stwierdziła autorka programu "Ekstraklasa".

Całość programu dostępna na załączonym materiale wideo.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama