Reklama

Reklama

Szczepić czy nie szczepić?

Już pojawiają się wątpliwości, dlaczego rozważane jest szczepienie sportowców, a wiele grup zawodowych, które są bardziej narażone na kontakt z wirusem ma czekać na swoją kolej? Z drugiej strony coraz częściej pojawiają się argumenty, że zgromadzenie tysięcy sportowców w jednym miejscu podczas igrzysk olimpijskich już samo w sobie stanowi zagrożenie i to nie tylko dla nich samych - pisze w swoim najnowszym felietonie Paulina Chylewska.

W czwartkowy poranek, 1 kwietnia 2021 roku, przez niespełna dwie godziny, czułam się jak zwycięzca. Mogłam z wirtualnym medalem, z wygrawerowaną datą szczepienia przeciwko Covid - 19 (nie tak bardzo odległą) paradować po mieście. Niestety radość z przewidywanej wiktorii nad koronawirusem trwała bardzo krótko. Błąd sytemu, chaos i wszechogarniający bałagan zabrały mi chwile triumfu i na swoją kolej kazały jeszcze chwilę poczekać. Zaistniała sytuacja sprawiła jednak, że w głowie pojawiły się tysiące myśli i pytań - także o szczepienia dla sportowców, którzy reprezentować będą Polskę na najważniejszych imprezach tego roku: mistrzostwach Europy w piłce nożnej i igrzyskach olimpijskich w Tokio.

Reklama

Wydarzenie tylko kilku ostatnich miesięcy pokazują, że nawet najbardziej precyzyjnie przestrzeganie restrykcje, nie są w stanie uchronić zawodników przed zakażeniem. Przykłady? Aż nadto widoczne. Mecze eliminacji mistrzostw świata w piłce nożnej bez Mateusza Klicha, Kamila Piątkowskiego i Łukasza Skorupskiego, z zamieszaniem wokół Grzegorza Krychowiaka. Ewa Swoboda, nasza znakomita sprinterka, której marzenia o obronie tytułu podczas halowych mistrzostw Europy zabrał właśnie koronawirus. Na mistrzostwach świata w narciarstwie klasycznym rywalizacji nie dokończył faworyt konkursu skoków - Halvor Egner Granerud, który miał pozytywny test na obecność SARS-CoV-2 w organizmie. Przypomnienie podobnych sytuacji jeszcze z zeszłego roku zajęło by wieki.

Szczepić więc czy nie szczepić? - to sparafrazowane szekspirowskie, filozoficzne nad wymiar pytanie, spędza sen z powiek działaczom sportowym na całym świecie. To oczywiście z jednej strony kwestia bezpieczeństwa uczestników sportowych imprez, z drugiej etyki i uczciwości. Już pojawiają się wątpliwości, dlaczego rozważane jest szczepienie sportowców, a wiele grup zawodowych, które są bardziej narażone na kontakt z wirusem mają czekać na swoją kolej? Z drugiej strony coraz częściej pojawiają się argumenty, mówiące o tym, że zgromadzenie tysięcy sportowców w jednym miejscu podczas igrzysk olimpijskich już samo w sobie stanowi zagrożenie i to nie tylko dla nich samych.

I tu dochodzimy do sytuacji wręcz patowej. Przewodniczący MKOl Thomas Bach na początku marca zapowiedział, że szczepienia przeciwko koronawirusowi nie będą wymagane od sportowców rywalizujących na igrzyskach olimpijskich w Tokio: "Jest to wyraźna odpowiedzialność rządów i nie będziemy w to ingerować. Będziemy jedynie współpracować z Narodowymi Komitetami Olimpijskimi, aby zaszczepić jak najwięcej uczestników, ale zawsze zgodnie z odpowiednimi wytycznymi krajowymi". Są jednak państwa, które już rozpoczęły szczepienie swoich reprezentantów, uznając to za działanie priorytetowe. Węgrzy potraktowali je wręcz jako kwestię bezpieczeństwa państwa i podają szczepionki nie tylko letnim, ale także zimowym olimpijczykom, zauważając - słusznie zresztą - że obie imprezy dzieli zaledwie pół roku. Dania zapowiedziała, że zaszczepi wszystkich 150 sportowców i 200 działaczy ze swojej delegacji, ale kraj przewiduje również, że do 1 lipca zaszczepi całą swoją populację. Tymczasem w Izraelu, który jest liderem na świecie pod względem szczepień na Covid-19, połowa delegacji udającej się do Tokio została już zaszczepiona. Izraelski Komitet Olimpijski zapowiedział, że proces zakończy się do końca maja, czyli na dwa miesiące przed ceremonią otwarcia igrzysk w Japonii.

Z kolei szef włoskiego Komitetu Olimpijskiego sprzeciwił się traktowaniu sportowców priorytetowo w kwestii odporności na Covid-19: "Wiemy już, że jest wiele krajów, w których niedługo zostaną zaszczepieni sportowcy" - powiedział Giovanni Malago w wywiadzie dla dziennika La Repubblica. "Nigdy o to nie poprosimy i też tego nie chcemy. Osoba starsza ma święte prawo do zaszczepienia się przed 20-letnim sportowcem". W Belgii wybuchała burza po słowach lekarza komitetu olimpijskiego, doktora Johana Bellemansa, zresztą byłego olimpijczyka w żeglarstwie, który wyliczył, że w drugiej fali pandemii w jego kraju wskaźnik zakażeń wśród olimpijczyków wyniósł około 22 procent i był znacznie wyższy niż w całej populacji. Ponadto zwracał uwagę na fakt, że - jak wynika z badań - u 60 procent młodej i aktywnej populacji, 3 do 6 miesięcy po zakażeniu koronawirusem pojawiają się nieprawidłowości w pracy mięśnia sercowego. Przy intensywnym treningu może to być bardzo niebezpieczne i dlatego, jego zdaniem, trzeba chronić sportowców. I o ile argumenty wydają się logiczne, o tyle ustawienie sportowców w kolejce tuż po lekarzach już tak logiczne dla wszystkich nie jest.

W Polsce decyzje jeszcze nie zapadły. Polski Komitet Olimpijski deklaruje chęć zaszczepienia sportowców, jednocześnie zaznaczając, że decyzja należy do Ministerstwa Kultury, Dziedzictwa Narodowego i Sportu. Resort zapewnia, że zajmuje się tą sprawą, ale ewentualne decyzje uzależnione są od postępu Narodowego Programu Szczepień i dostaw szczepionek. Rekomendacja jest jednak jednoznaczna - jeśli tylko będzie to możliwe - sportowcy powinni się zaszczepić.

Czasu do igrzysk nie pozostało jednak wiele, do piłkarskiego Euro jeszcze mniej. Bez względu na to, jakie zostaną podjęte decyzje, nie chciałabym być w skórze sportowca, który ma przed sobą najważniejszy występ czterolecia i nie martwi się o formę, czy kontuzję, a o to czy dotknięcie przysłowiowej klamki w hotelu wykluczy go ze startu czy nie...

Paulina Chylewska, Polsat Sport

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje