Reklama

Reklama

Reprezentacja Polski jak męczący serial

Jestem zwyczajnie zmęczona serialem pt. "Reprezentacja Polski w piłce nożnej". Od Nawałki do dziś dwukrotnie zmieniali się reżyserzy i aktorzy, ale nie oznaczało to lepszej jakości. Mam wrażenie, że momentami ani głównodowodzący, ani nawet epizodyści nie bardzo wiedzieli, w jakim serialu grają. I choć bardzo chcieli, nie zawsze wychodziło - pisze w swoim najnowszym felietonie dla Interii Paulina Chylewska w cyklu "Chylę czoła".

Uwielbiam oglądać seriale. Momentami sama jestem na siebie wściekła, że zamiast robić tysiąc innych, prawdopodobnie dużo bardziej pożytecznych rzeczy, oglądam kolejny (zawsze tylko jeden) "odcineczek". Jest jednak pewna prawidłowość nawet w najlepiej tworzonych seriach. Jeśli początek cię zachwyca lub jest co najmniej obiecujący, wciągasz się w fabułę, akcję, losy bohaterów coraz bardziej i bardziej. Czasem zdarza się słabszy odcinek czy dwa, ale zaraz potem znów coś cię zachwyca. Nie da się jednak ukryć, że nawet w najbardziej cenionych i nagradzanych seriach po pewnym czasie przychodzi efekt zmęczenia.

Reklama

Dlaczego o tym piszę? Bo jestem zwyczajnie zmęczona serialem pt. "Reprezentacja Polski w piłce nożnej". Mam wrażenie, że Euro 2016 we Francji, gdzie cieszyliśmy się z ćwierćfinału, było początkiem serii. Mieliśmy poczucie, że Adamowi Nawałce udało się stworzyć zespół solidny, zgrany i głodny sukcesu, któremu kibicowało się z przyjemnością i w grę na dużym turnieju "wkręcało" się z każdym meczem bardziej.

Potem były eliminacje mundialu, gdzie słabsze spotkania, przeplatały się z tymi dużo lepszymi, a awans był nadzieją na dobre otwarcie kolejnego sezonu. Ten jednak rozczarował, ale przecież mając w pamięci dobre wspomnienia pierwszych epizodów, wierzyliśmy, trzymaliśmy kciuki i... oglądaliśmy dalej. Z coraz mniejszą przyjemnością. Od Nawałki do dziś dwukrotnie zmieniali się reżyserzy i aktorzy, ale nie oznaczało to lepszej jakości. Mam wrażenie, że momentami ani głównodowodzący, ani nawet epizodyści nie bardzo wiedzieli, w jakim serialu grają. I choć bardzo chcieli, nie zawsze wychodziło.

Wreszcie nadszedł moment zmęczenia. Nie chcesz już odgadywać, jak bardzo autor scenariusza zaskoczy tym razem... Który z aktorów zagra ponadprzeciętnie? Czy nowa postać pojawiająca się na planie, zostanie w serii na dłużej, czy tylko w jednym odcinku, w którym (na wypadek, by nikomu nie przyszło do głowy zatrudnić jej jeszcze raz) na końcu zostanie zastrzelona? I wreszcie czy główny bohater zawsze stanie na wysokości zadania?

Zamieszanie związane z meczem z Węgrami, sygnowanie takiej, a nie innej jedenastki na PGE Narodowym, posadzenie kluczowych piłkarzy na ławce, przegrana, niekorzystne wyniki meczów innych zespołów, brak rozstawienia, wreszcie oświadczenie kapitana... Dość! Nie mam już siły. Owszem, chciałam oglądać serial pełen zwrotów akcji, skomplikowanych zagadek i przemian bohaterów, ale jednak z happy endem. Po tym wszystkim, co w mijającym tygodniu się wydarzyło, o szczęśliwe zakończenie będzie bardzo trudno. Powiedzmy sobie szczerze - nasz awans na mistrzostwa świata w Katarze należy rozpatrywać w kategorii cudu. Ktoś powie: "To jest tylko futbol, wszystko się może wydarzyć", ale przy takim zmęczeniu, dość trudno o optymizm.

Co więc robi widz, gdy jeden serial rozczarowuje? Szuka innego. I najczęściej znajduje coś nowego, świeżego, z nieco innej półki, ale nadal z oczekiwaniem świetnej zabawy. Nawet jeśli z dobrego, amerykańskiego kina, przerzucasz się na niszowy norweski miniserial, to może być to przyjemna odmiana. Idąc tym tropem, warto zwrócić uwagę na reprezentację Polski U-21. W czasie, gdy seniorska kadra przygotowywała się do meczu z Andorą, ich młodsi koledzy demolowali (bo trudno inaczej to nazwać) swoich kolegów po fachu zza zachodniej granicy, wygrywając 4-0 w meczu eliminacji mistrzostw Europy.

Co warto zaznaczyć po wcześniejszych czterech meczach Niemcy byli liderem grupy, gromadząc 12 punktów - tyle samo, co drugi Izrael. Tymczasem Polacy przeciętnie rozpoczęli eliminacje - zdobyli do tego momentu siedem punktów i zajmowali trzecie miejsce. Z kolei we wtorek, idąc za ciosem, w Krakowie pokonali Łotwę 5-0. W tabeli Polacy nadal są na trzeciej pozycji, ale tracą do liderów już tylko dwa punkty. Pozostałe cztery spotkania eliminacji reprezentacja pod wodzą Macieja Stolarczyka rozegra w 2022 roku. W marcu jej rywalami będą Izraelczycy i Węgrzy.

Turniej finałowy zostanie rozegrany w 2023 roku w Gruzji oraz Rumunii. Oprócz gospodarzy wystąpią w nim na pewno zwycięzcy dziewięciu grup oraz najlepsza reprezentacja z drugich pozycji. Pozostałe ekipy z tych miejsc zagrają w barażach o uczestnictwo w imprezie. Brzmi znajomo? No właśnie, bo to serial tego samego gatunku. Jak się rozwinie? Czy zaskoczy? Czy jeszcze bardziej się rozkręci? Trudno wyrokować. To dopiero kilka epizodów pierwszego sezonu. Są jednak na tyle obiecujące, że chyba warto poświęcić kolejne wieczory, by zobaczyć jak rozwijać się będzie akcja. Nie ma chyba nadzwyczajnych oczekiwań, więc może i finał zaskoczy?

Paulina Chylewska, Polsat Sport


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje