Reklama

Reklama

Miłość kibica wystawiona na wielką próbę

Oglądanie tegorocznego turnieju Ligi Narodów siatkarzy i siatkarek nie jest dla kibica zadaniem łatwym. Każda z 32 reprezentacji ma do rozegrania 15 spotkań w ciągu miesiąca. W formule trzy dni panie – trzy dni panowie. Gdyby więc chcieć śledzić wszystko – należało by na miesiąc wyłączyć się życia. Zakładając jednak, że patrzymy wyłącznie na poczynania obu reprezentacji Polski, to i tak każde popołudnie czy wieczór upływa pod znakiem siatkówki. "Świetnie!" – słychać krzyki miłośników tej dyscypliny… ale czy na pewno? - pisze w swoim cyklu "Chylę czoła" Paulina Chylewska z Polsatu Sport.

Przypatrywanie się poczynaniom reprezentacji pod wodzą Vitala Heynena zdaje się być przyjemnością w czystej postaci. Osiem meczów, siedem zwycięstw. Spotkania z Bułgarią czy Holandią przypominały wręcz sparingi. Ten ostatni nie mógł zresztą wyglądać inaczej. Mistrzowie świata do tego momentu przegrali tylko jeden mecz. Holendrzy tylko jedno spotkanie zakończyli na swoją korzyść. I wczoraj tego bilansu, rzecz jasna, nie poprawili. 

Na takie mecze ciężko się motywować i ciężko zagrać fenomenalną siatkówkę. Było więc poprawnie, zgodnie z planem i do przodu. Prawdziwa zabawa czeka nas dziś. Polska kontra Brazylia. Spotkanie, na które kibice czekają od początku turnieju w Rimini. Obie drużyny w tegorocznej Lidze Narodów prezentują się znakomicie. Wygrały siedem z ośmiu spotkań i mają na koncie po 21 punktów. Polacy mają jednak lepszy bilans setów i są liderami tabeli. Przydarzył im się jeden słabszy mecz... z niewygodną Słowenią. Brazylijczycy przegrali z Francją. "Trójkolorowi" nie stracili nawet seta, chociaż nie był to dla nich spacerek. Pierwszy set zakończył się wynikiem 39:37. Zapowiada się zatem znakomita uczta. Będą emocje, kawał dobrej siatkówki i - mam nadzieje - nasze asy w roli głównej. Czy Wilfredo Leon - o ile zagra w tym meczu - pobije kolejny rekord asów serwisowych (13 w meczu z Serbią) czy wyśrubuje inne znakomite statystyki? Czekamy w napięciu, trzymamy kciuki, chcemy zwycięstwa....

Reklama

Zobacz nasz codzienny program o Euro - Sprawdź!

Z równie wielkim entuzjazmem chcielibyśmy patrzeć na mecze kobiecej reprezentacji Polski, ale prawda jest taka, że tu miłość kibica wystawiona jest na wielką próbę. Kadra pod kierunkiem Jacka Nawrockiego wygrała zaledwie trzy z dziewięciu rozegranych spotkań. O ile przegrana w tie-breaku z Holenderkami mogła, mimo wszystko, napawać optymizmem, o tyle spotkanie z Japonią czyli kolejna porażka 2:3, odarła z resztek nadziei nawet najbardziej zagorzałych fanów.

Wiedzą to także same zawodniczki: "Ciężko widzieć pozytywy po przegranym meczu, szczególnie w tym stylu. Na pewno zabrakło nam chłodnej głowy, realizowania naszej taktyki. Nie byłyśmy dość zdyscyplinowane, żeby zatrzymać ich lewe skrzydło. A wiedziałyśmy, że trzeba uderzać mocno, bo Japonki to świetnie broniący zespół" - mówiła po meczu Julia Nowicka. Niekwestionowaną liderką drużyny była Magdalena Stysiak. 35 punktów w meczu naprawdę robi wrażenie. Jednak nadepnięcie linii trzeciego metra przy ataku z drugiej linii, w najważniejszym momencie tie-breaka, psuje ten obraz... a szkoda. Zwyczajnie, po ludzku - szkoda...

Nie możesz oglądać meczu? - Posłuchaj na żywo naszej relacji!

"Dziewczyny mają duże oczekiwania wobec gry, siebie i wyniku na tym turnieju. Czasami mogą one przewyższać możliwości, jakimi dysponujemy w tym momencie. Gramy w różnych ustawieniach, z trzema atakującymi. Potrzeba czasu, aby to dobrze funkcjonowało. Przy presji i zdenerwowaniu trudno jest zagrać na miarę swoich możliwości. Myślę, że dziewczynom będzie grało się coraz lżej. Mamy dwa warianty gry do opracowania i będziemy je szlifować" - to z kolei słowa Jacka Nawrockiego. Trudno się z nimi nie zgodzić, choć mam nieodparte wrażenie, że nie o sam styl czy taktykę gry chodzi. Brakuje determinacji, sportowej złości, a czasem kolektywu, by to co dzieje się na boisku, mogło dobrze zafunkcjonować. Oczywiście imprezą docelową w tym roku dla reprezentacji są mistrzostwa Europy. Może więc niepotrzebnie także my - kibice - oczekujemy więcej. Może ta próba w Rimini to jeszcze nie generalny sprawdzian, a pierwsze czytanie tekstu... Nie można jednak oprzeć się wrażeniu, że z chaosu, który wyłania się w Rimini, może być ciężko stworzyć drużynę, która - jak mówiła przed wyjazdem do Włoch Malwina Smarzek - ma dość czwartych miejsc. Chce walczyć, wygrywać i zdobywać najwyższe laury.  

Prawdziwy kibic jest jednak wierny. Szykuje popcorn i szaliki, przygotowując się na dwa wieczory pod hasłem Polska - Brazylia. Pierwszy już dziś z panami w roli głównej. Kolejny jutro, z udziałem pań. Niestety na sobotni mecz będziemy patrzeć z obawą i drżeniem rąk, zastanawiając się, czy Polki będą umiały przeciwstawić się zespołowi, który zajmuje aktualnie trzecie miejsce w tabeli Ligi Narodów i choć sensacyjnie przegrywa z Chinkami, to do jego siły nikt nie zgłasza wątpliwości. A może - mimo wszystko - warto krzyknąć "Świetnie!" i poczekać na to co się wydarzy...

Paulina Chylewska, Polsat Sport




Dowiedz się więcej na temat: Paulina Chylewska | Vital Heynen | Jacek Nawrocki

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje