Reklama

Reklama

Kto wygra mistrzostwo Europy? Zespół, w którym zabraknie kontuzji

​Która drużyna ma największe szanse na mistrzostwo Europy w piłce nożnej? - to pytanie, które na osiem tygodni przed rozpoczęciem imprezy, pojawia się w głowach kibiców, dziennikarzy, ekspertów, ale i zawodników czy selekcjonerów. Jedni powiedzą - ta, która ma największą siłę ataku, inni - ta z najlepszą i najszczelniejszą formacją defensywą, jeszcze inni - kluczem do sukcesu będzie kreatywność i inteligencja piłkarzy środka pola. A ja powiem - zespół, w którym będzie najmniej kontuzjowanych piłkarzy. Prawda wydawałoby się oczywista, ale patrząc na to, co dzieje się w europejskim futbolu na najwyższym poziomie, można odnieść wrażenie, że to właśnie plaga urazów, kontuzji wynikających z przemęczenia i intensywności sezonu, ma znaczenie wręcz decydujące - pisze w swoim cyklu "Chylę czoła" Paulina Chylewska z Polsatu Sport.

Reklama

O tym, że sezon 2020/2021 jest wyjątkowy, trudny, niezwykle intensywny mówią przede wszystkim trenerzy zespołów, które walczą na kilku frontach. Jurgen Klopp już pod koniec ubiegłego roku zwracał uwagę, że gra co trzy dni, nawet dla piłkarzy Premier League, w sezonie pandemicznym jest trudna do wytrzymania. Menedżer Liverpoolu na własnej skórze odczuł jak plaga - bo trudno inaczej to określić - kontuzji, może przekreślić czy w dużej mierze zniwelować najbardziej ambitne plany nawet najbardziej ambitnej i utytułowanej drużyny. 

Reklama

Gdy w połowie października Virgil van Dijk zerwał więzadła krzyżowe, nikt nie przypuszczał, że brak filara defensywy "The Reds" będzie tylko jednym z wielu problemów Kloppa w tym sezonie. W listopadzie z podobną kontuzją ze zgrupowania reprezentacji Anglii wrócił Joe Gomez, a Joel Matip, który od początku sezonu zmaga się z mniej lub bardziej poważnymi urazami, jest kolejnym, który nie jest w stanie pomóc zespołowi. To wszystko sprawiło, że w tym sezonie Jurgen Klopp we wszystkich meczach wystawił w sumie 19 różnych par środkowych obrońców! Ostatecznie decydując się na parę Kabak - Phillips, która - gdyby zapytać kogokolwiek przed startem sezonu - byłaby najbardziej nieprawdopodobnym wyborem menedżera z Anfield.

Niemniejszy ból głowy miał trener Realu Madryt Zinedine Zidane. Tylko w tym sezonie w jego zespole było już 40! kontuzji. Prasa hiszpańska do spółki z kibicami za ten stan rzeczy obwinia Gregory’ego Duponta - trenera przygotowania fizycznego, który najpierw na "turbodoładowaniu" i bezurazowości zbudował sukces reprezentacji Francji na mistrzostwach świata 2018, potem dołączył do Realu, by wspomagać swojego rodaka w pracy klubowej. Sytuacja pandemiczna i praca francuskiego naukowca w tym okresie przyniosła niezwykły efekt. Po światowym lockdownie w piłkarzy Królewskich wstąpiły nowe siły i zachwycając nie tylko hiszpańskich kibiców, bez większego trudu, zdobyli mistrzowski tytuł. W tym sezonie już tak dobrze nie jest. Kontuzje, kryzysy, gonienie najgroźniejszych rywali w drodze po kolejny tytuł - to nie w stylu Realu. Dziś wydaje się, że sytuacja się uspokoiła i wyprostowała, ale - jak mawia klasyk - "niesmak" w kontekście roli Duponta w tej sytuacji pozostał.

Do kontuzji, które w tym sezonie są aż nadto widoczne w wielu zespołach, dochodzą jeszcze zakażenia koronawirusem, które osłabiają kadry meczowe. Ławka rezerwowych Bayernu Monachium w rewanżowym spotkaniu ćwierćfinału Ligi Mistrzów przypominała dobry szwajcarski ser. Do tego w gronie siedmiu zawodników rezerwowych właściwie tylko dwóch, którzy wchodząc na boisko mogliby realnie pomóc zespołowi czyli Musiala i Martinez (co zresztą skrzętnie próbował wykorzystać trener). Na liście nieobecnych, by wymienić tylko kluczowych graczy: Lewandowski, Gnabry, Sule, Goretzka. Na tym tle konflikt Flick - Salihamidzić nabiera nowego znaczenia. Transfery, których domagał się i na które chciał mieć wpływ trener kontra wizje i decyzje dyrektora sportowego klubu. Kto ma rację? Niemiecka prasa, po odpadnięciu z Champions League, właśnie temu drugiemu przypisuje winę za porażkę z PSG.  

Na szeroką kadrę nie może narzekać Pep Guardiola, ale nawet on przyznaje: "Gdyby nie rotowanie składem, to nie bylibyśmy w tym miejscu, co teraz. Moi zawodnicy mają niesamowitą mentalność, ale potrzebują odpoczynku. UEFA i FIFA zabijają piłkarzy!". Manchester City jest już w półfinale Ligi Mistrzów, a właściwie tylko kataklizm mógłby odebrać im mistrzostwo Anglii. Mimo to, intensywność sezonu daje o sobie znać.

A przecież do zmęczenia fizycznego, kontuzji czy drobnych urazów dochodzi jeszcze jeden czynnik - zmęczenie psychiczne. Gra bez kibiców, reżim sanitarny "dom - stadion - dom - stadion", trudności z wejściem do drużyny nowych piłkarzy, gdy nawiązywanie relacji ogranicza się do treningów i - to co dotyka nas wszystkich - czyli zmęczenie całą sytuacją pandemiczną, wpływają także na formę piłkarzy.

Warto więc ponowić pytanie: co się wydarzy na mistrzostwach Europy? Czy bardziej będą się liczyć kontuzje, urazy, zmęczenie fizyczne i psychiczne, czy jednak piękna gra, determinacja i wola wygrywania dla drużyny narodowej. Czas pokaże, ale już teraz dominująca staje się myśl, że będą to, pod wieloma względami, mistrzostwa inne niż zwykle. A tytuł zdobędzie drużyna niekoniecznie najmocniejsza "na papierze". 

Paulina Chylewska

Dowiedz się więcej na temat: Paulina Chylewska

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje