Reklama

Reklama

Doktor Jekyll i pan Hyde

Nie wiem jak zakończy się farsa z udziałem Novaka Djokovicia i władz Australii, ale jedno jest pewne. Ten uśmiechnięty, dowcipkujący z chłopcem od podawania piłek mistrz, skrywający się przed deszczem pod jednym parasolem, pozostawia po sobie - delikatnie mówiąc - złe wrażenie. Sprawia, że przez najbliższe miesiące, a może nawet lata, nie o jego fantastycznych zwycięstwach i meczach będzie się mówiło, a o australijskim blamażu poza kortem. Szkoda.

Maj 2014 roku. Pierwsza runda tenisowego turnieju Rolanda Garrosa. Na korcie naprzeciw siebie Novak Djoković i Portugalczyk Joao Sousa. Serb wygrał to spotkanie gładko w trzech setach, ale nie dlatego ten mecz został zapamiętany. Najistotniejsza okazała się przerwa wymuszona przez deszcz. Nole czekał na ławce przy bocznej linii kortu, a jego głowę chronił parasol trzymany przez chłopca od podawania piłek. W pewnym momencie mistrz zaprosił zmokniętego pomocnika pod parasol, sam trzymając ochronę przed strugami deszczu i ucinając sobie z młodziakiem krótką pogawędkę. Klasa. Tak najkrócej prasa na całym świecie podsumowywała gest Djokovicia. Takiego Serba lubię, podziwiam i bardzo szanuję. Takiego chciałabym zawsze oglądać. Taka postawa jest wyrazem nie tylko troski i zwykłej przyzwoitości, ale też człowieczeństwa, o które w świecie wielkiej sławy i wielkich pieniędzy czasem trudno.

Reklama

Czytaj także: Wiza Novaka Djokovicia anulowana!

Wrzesień 2020 - czwarta runda US Open. Mecz z Pablo Carreno Bustą. Pierwszy set, przegrany punkt i... piłka uderza z pełną mocą w sędziego liniowego. Nie było to wynik zagrania w czasie meczu. Decyzja mogła być więc tylko jedna - dyskwalifikacja. Sam Novak od razu przeprosił, a potem  tłumaczył, że to przypadek i niemyślne zachowanie. Zasady są jednak jasne - zawodnicy w żadnym wypadku nie mogą naruszyć nietykalności cielesnej przeciwnika, sędziego czy widzów. Niesmak więc pozostał.

Novak Djoković w Australian Open 2022 - niekończąca się telenowela

Co pozostanie po niekończącej się telenoweli pt. "Udział Djokovicia w Australian Open 2022"? Na pewno oburzenie, rozżalenie, a nawet awersja. Rankiem polskiego czasu australijski minister ds. imigracji Alex Hawke anulował liderowi światowego rankingu wizę, którą otrzymał ze względów zdrowotnych. Argument, który pojawił się w uzasadnieniu dotyczył szeroko rozumianego interesu publicznego. 

To jednak nie koniec tej historii. Prawnicy Serba już zapowiedzieli zaskarżenie decyzji do sądu, a że już raz (w poniedziałek) apelację wygrali, liczą na podobne rozstrzygnięcie. W  całej tej "zabawie" zastanawia mnie tylko jedna rzecz - jak Novak Djoković może ze spokojem sumienia wchodzić na kort, trenować i głośno, bez cienia wątpliwości deklarować, że chce w turnieju zagrać. Gdzie zasady i przyzwoitość?

Novak Djoković dokonał "blamażu poza kortem"

Okazuje się bowiem, że do respektowania zasad Novak ma specyficzne podejście. W swoim życiu Serb wielu norm bowiem przestrzega. Nie je mięsa i glutenu. Medytuje. Wierzy w potęgę przytulania i magiczną siłę piramid oraz medycynę holistyczną. Jeśli taki właśnie styl życia jest dla niego odpowiedni i nikogo przy tym nie krzywdzi - jego sprawa. Zgodnie ze swoimi poglądami jest także antyszczepionkowcem. Jego prawo! Problem jednak zaczyna się wtedy, gdy w danym państwie, w tym przypadku Australii, obowiązuje określone prawo, dotyczące szczepionek przeciwko Covid-19. A prawa - jak powszechnie wiadomo - należy przestrzegać. Idąc tym tropem, przepisy na Antypodach dla Nole powinny oznaczać rezygnację z gry w Australian Open. Niestety. Problem w tym, że perspektywa wygranej w Wielkim Szlemie jest na tyle kusząca, że jest to pretekst, by przepisy naginać, czy wręcz łamać. Ujawniane przez dziennikarzy coraz to nowe okoliczności uzyskania statusu ozdrowieńca i wizy, przyznanej - mimo braku szczepienia - ze względów medycznych, wprawiają w osłupienie nawet najbardziej zagorzałych fanów tenisisty.

Czytaj także: Novak Djoković kontratakuje. Serb pozwie australijskiego ministra!

Wniosek, który nasuwa się sam jest dość prosty - wszystko co jest dobre dla mnie i mojej rodziny jest dobrem objawionym. Wszystko inne -  jest złem, uderzającym bezpośrednio we mnie. Kosmos! Egoizm! Buta i brak honoru! Nazywajcie to sobie jak chcecie. Dla mnie sprawa jest oczywista. Zasady są po to, by ich przestrzegać i obowiązują wszystkich. Bez wyjątku. Zwłaszcza jeśli są to zasady mające na celu zapewnienie bezpieczeństwa ogółowi społeczeństwa i stanowiące o interesie wszystkich. Nie wiem jak zakończy się ta farsa, ale jedno jest pewne. Ten uśmiechnięty, dowcipkujący z chłopcem od podawania piłek mistrz, skrywający się przed deszczem pod jednym parasolem, pozostawia po sobie - delikatnie mówiąc - złe wrażenie. Sprawia, że przez najbliższe miesiące, a może nawet lata, nie o jego fantastycznych zwycięstwach i meczach będzie się mówiło, a o australijskim blamażu poza kortem. Szkoda.

 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy