Reklama

Reklama

Chylę czoła: Kto pokona Graneruda?

​"Kto pokona Granerdua?" - to pytanie, które może stać się motywem przewodnim mistrzostw świata w skokach narciarskich w Oberstdorfie - zastanawia się w swym cyklu "Chylę czoła", prowadzonym specjalnie dla Sport.Interia.pl Paulina Chylewska z Polsatu Sport.

Rywalizacja mężczyzn rozpoczyna się dziś od kwalifikacji na normalnej skoczni i dla miłośników tej dyscypliny na całym świecie prawdopodobnie upłynie pod hasłem "bij mistrza". Co ciekawe, jeszcze rok temu aktualny lider klasyfikacji generalnej Pucharu Świata walczył, bez większych sukcesów, przede wszystkim w Pucharze Kontynentalnym, na zawodach najwyższej rangi pojawiając się sporadycznie. Dość powiedzieć, że w poprzednim sezonie zdobył w  sumie... osiem punktów. 

Reklama

Potem został wychowawcą w przedszkolu (podobno świetnie sobie w tej roli radził) i - jak sam mówi - "uczył się skakać od początku". Ciężko powiedzieć czy dziecięca ciekawość świata podpatrzona u swoich podopiecznych czy nutka szaleństwa, która mu w życiu towarzyszy (skakał już nago czy w stroju Mikołaja) sprawiły, że wykorzystanie tej szansy stało się możliwe. Dwa czwarte miejsca na początek sezonu w Wiśle pozwoliły pokazać się światu, a potem było już tylko lepiej.             

Chętnych do pokonania Halvora Egnera Graneruda jest jednak wielu, a mistrzostwa świata to impreza, która w wielu przypadkach rządzi się swoimi prawami i może kreować nowych, czasem chwilowych bohaterów. Właśnie w Oberstdorfie w 2005 roku mistrzem świata na normalnej skoczni został Słoweniec Rok Benkovič - skoczek, który nigdy wcześniej i nigdy później nawet nie zbliżył się do tego wyniku. Ba, swoją karierę zakończył w wieku zaledwie 21 lat, nie znajdując motywacji i radości z uprawiania tego sportu. O zawodach na normalnej skoczni w Seefeld (w nienormalnych warunkach pogodowych) sprzed dwóch lat można by napisać osobną książkę. Sensacyjne zwycięstwo Dawida Kubackiego, który po pierwszej serii zajmował 27 miejsce, pokazało, że w tej dyscyplinie sportu wszystko jest możliwe.

Kto zatem może zagrozić fenomenalnemu Norwegowi, który ma już na swoim koncie srebro mistrzostw świata w lotach i złoto w drużynie? Jest Marcus Eisenbichler - na pierwszych treningach w Oberstdorfie najlepszy, co z pewnością osładza ostatnie starty w zawodach Pucharu Świata. W Rasnovie 30. miejsce i dyskwalifikacja, w Zakopanem miejsca w drugiej dziesiątce. Ale drugiego zawodnika w klasyfikacji generalnej lekceważyć nie można, zwłaszcza, że skacze "w domu" i na pewno bez walki się nie podda. Jest Ryoyu Kobayashi... tak, tak wiem, początek sezonu do zapomnienia, ale po Turnieju Czterech Skoczni skacze coraz lepiej, a ostatnie zwycięstwa w Zakopanem i Rasnovie nie pozwalają nam skreślać zdobywcy Kryształowej Kuli sprzed dwóch lat. 

Do tego dodałabym Karla Geigera, który w tym sezonie już udowodnił, że w najważniejszych momentach mobilizuje się w sposób wręcz nadzwyczajny. Zwycięzca konkursu w Oberstdorfie na Turnieju Czterech Skoczni i mistrz świata w lotach paradoksalnie najgroźniejszy może być na skoczni normalnej. Dochodzą jeszcze nierówni Austriacy i Słoweńcy, którzy w niepełnych składach pokazali się w Rumunii, szlifując formę przed najważniejszą imprezą sezonu. Będzie ciekawie, to pewne!

No i wisienka na torcie! Gdy w ostatnim magazynie "Polskie Skocznie" w Polsacie Sport zapytałam Thomasa Morgensterna o faworytów do zwycięstwa w mistrzostwach świata bez wahania odpowiedział: "Dawid Kubacki". Dodał, że obrońca tytułu sprzed dwóch lat, ma wszystkie atuty w ręku, by właśnie na skoczni normalnej znów pokazać swoją siłę. Do tego spokój, opanowanie i ta  pewność, że wszystko zmierza w dobrym kierunku. 

Kamil Stoch to drugie nazwisko, które padło z ust austriackiego multimedalisty, bo lekceważyć polskiego mistrza po prostu nie wypada. Nieco obaw wśród kibiców (i dziennikarzy także) wywołały słowa Kamila po konkursach w Zakopanem, gdy dość bezradnie rozkładał ręce i mówił "Nie wiem co się dzieje. Nie umiem zdiagnozować przyczyny moich słabszych skoków". Pojawiały się sugestie o pominięciu Pucharu Świata w Rumunii, ale trener Michal Doleżal zdecydował inaczej. Wyniki pokazały, że chyba słusznie, a i sam Stoch w zupełnie innym nastroju kończył ostatni weekend przed mistrzostwami świata.

Czekamy więc na pobicie mistrza! To Halvor Egner Granerud tym razem musi sobie radzić z presją (a jak pokazał Turniej Czterech Skoczni  nie zawsze najlepiej mu to wychodzi), to Granerud jest głównym faworytem zawodów. A reszta... spokojnie trenuje, podpatruje i wyczekuje, by zaatakować. Oby, w kontekście polskich skoczków, skutecznie!!!

Paulina Chylewska

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama