Reklama

Reklama

Architekt skazana na góry

Współczesny sport można definiować wskazując jego dostępność, różnorodność i tempo. To jeden z elementów, który sprawia, że jesteśmy bardzo blisko wydarzeń, ale jednocześnie coraz rzadziej doświadczamy wielkiego "wow" opisując sportowe wyczyny. Dlatego czasem warto zwracać uwagę na osiągnięcia absolutnie niezwykłe, wręcz fenomenalne, choć związane z dziedzinami, które na co dzień nie zaprzątają naszych głów równie mocno jak rywalizacja Legii w Lidze Europy czy start PlusLigi - pisze Paulina Chylewska w swoim najnowszym felietonie z cyklu "Chylę czoła".

O Annie Tybor pierwszy raz usłyszałam w kwietniu tego roku. Pięciokrotna mistrzyni Polski w skialpinizmie opowiedziała o przygotowaniach do wyprawy na Manaslu. Ósmy ośmiotysięcznik świata był jednak nie tylko celem do zdobycia. Był wyzwaniem! Wejść bez dodatkowego tlenu i potem zjechać na nartach. Być pierwszą kobietą na świecie, która tego dokona. Zapisać się w historii. Skojarzenia z Andrzejem Bargielem pojawiły się od razu.

On przecież także - w 2014 roku - zjechał z tego szczytu na nartach i dokonał tego jako pierwszy Polak. Zapisał się w historii! Jak się później okazało Andrzej był dla Anny wielkim wsparciem i cennym doradcą w trakcie przygotowań.

Reklama

Sprawdź najnowsze informacje na Polsatnews.pl!

Anna Tybor na Manaslu

"Na taką wyprawę przygotowujesz się przez całe życie" - te słowa reprezentantki Polski w  skialpinizmie nie są tylko ładnie brzmiących, marketingowym sloganem. Tata - Jan Tybor - był jednym z pierwszych skialpinistów w Polsce, mama Krystyna jest tatrzańskim przewodnikiem. Anna "wychowała" się w domu ludzi gór i wręcz w siedzibie TOPRu (dziś jest ratownikiem Soccorso Alpino - włoskiego odpowiednika tatrzańskiego pogotowia), podobnie jak jej brat, który zginął na nartach kilka lat temu. Była skazana na góry. Nie chciała i nie umiała się od nich uwolnić. Nawet gdy zdecydowała się na wyjazd z Polski, to do ... Livingo, by być blisko szczytów, móc pracować i trenować. Pracować jako architekt - warto dodać, bo o ile skialpinizm jest sposobem na życie, ciągle, w jej przypadku, nie jest zawodem. Ale kto wie, może teraz to się zmieni....

29 września 2021 Anna Tybor bez wspomagania tlenem z butli wspięła się na szczyt Manaslu (8163 m n.p.m.) i rozpoczęła zjazd na nartach do obozu 4. Dzień później wraz z dwójką towarzyszących jej skialpinistów: Marco Majorim i Federico Secchim, kontynuowali zjazd i dotarli do bazy. Dokonała tego! Na przeszkodzie nie stanęły ani zmęczenie, ani osłabienie wynikające z problemów żołądkowych. Jest wielka! Wspaniała!

Anna Tybor jak Andrzej Bargiel

Lata przygotowań, wyrzeczeń i ciężkich treningów przyniosły upragnione spełnienie marzenia! Czy wyczyny  Anny Tybor, czy wcześniej Andrzeja Bargiela wpłyną na zainteresowanie Polaków skialpinizmem? Bardzo bym chciała, chociaż to wciąż sport na tyle ekstremalny i ciągle - w polskim przekonaniu - zarezerwowany dla tak nielicznych, że trudno spodziewać się rzeszy naśladowców. Ale...  już zainteresowanie mediów, kibiców, czy wreszcie sponsorów - to zupełnie inna historia.

Sama bohaterka nie będzie miała wiele czasu na odpoczynek. W grudniu rozpoczyna występy w Pucharze Świata, a w odległej perspektywie może nawet przygotowania do igrzysk olimpijskich. W 2026 roku w Mediolanie i Cortinie d'Ampezzo skialpinizm będzie dyscypliną pokazową.  Czy na stałe zagości w programie igrzysk - trudno dziś wyrokować. Czy wyczyn Anny Tybor powinien na stałe zagościć w naszej świadomości i w naszych sercach. Na pewno! I oby na długo!

Paulina Chylewska, Polsat Sport

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje