Reklama

Reklama

A ja chylę czoła! Chcę i będę robić PR Robertowi Lewandowskiemu

- Trzy lata temu, gdy powiedziałam, że Robert Lewandowski może na równi stanąć obok Ronaldo czy Messiego, przeczytałam, że się podlizuję, bo "dzień bez wazeliny w kierunku Roberta, to dzień stracony" i inne równie trafne komentarze - pisze w swym cyklu "Chylę czoła" Paulina Chylewska.

"Wiesz, ja to tego Lewego nie lubię" - powiedział w ubiegłym roku jeden z moich "ulubionych" wujków podczas rodzinnej imprezy. Zanim zdążyłam zebrać szczękę z podłogi, by cokolwiek odpowiedzieć na tę obrazową i merytoryczną opinię znawcy, dostałam drugi cios. Ów - jak nietrudno się domyślić - nieszczególnie wysportowany jegomość - zaraz szybko dodał: "Bo jemu to się wszystko udało". I pewnie nie byłabym tak zaskoczona, gdyby to było odosobnione zdanie. Ale nie jest. Wbrew powszechnie panującej opinii o Robercie Lewandowskim często można usłyszeć, że "miał szczęście", że "mu się udało", że "ma życie jak w bajce", itp. Oczywiście na ogół mówią to ludzie, którzy nie są ani zawodowo, ani emocjonalnie związani ze sportem. Ale i od jednego z moich kolegów po fachu usłyszałam niedawno "daj spokój, Lewemu nie będę robić PR-u".

Reklama

A ja chylę czoła! Chcę i będę "robić mu PR". Choć już nieraz dostałam za to po głowie. Trzy  lata temu, gdy powiedziałam, że Robert może na równi stanąć obok Ronaldo czy Messiego, przeczytałam, że się podlizuję, bo "dzień bez wazeliny w kierunku Roberta, to dzień stracony" i inne równie trafne komentarze. Z Robertem tylko kilka razy spotkaliśmy się zawodowo. Nie przyjaźnię się z nim, ani z jego małżonką, więc naprawdę nie muszę nikomu schlebiać i próbować się przypodobać. Ale tak - podziwiam kapitana reprezentacji Polski za wszystko co osiągnął. Za pracę, którą wykonał, za upór, determinację i konsekwencję w dążeniu do celu. Jemu się nic nie udało. On zapracował na wszystko co ma. Nie dziwię się, że rodzice zaprowadzający swoich synów do szkółek piłkarskich, chcą w nich widzieć kolejnego "Lewego". Pytanie tylko, czy gotowi są także zobaczyć ciężkie treningi, wyrzeczenia, przydarzające się po drodze potknięcia i porażki. Jeśli tak - chapeau bas!

Historia kariery a’la Lewandowski nie była przecież od początku tak oczywista. O pomyłce Legii nie chcą pamiętać już nawet najstarsi Indianie. Franciszek Smuda, gdy oglądał go pierwszy raz na stadionie Znicza, także nie był przekonany czy ten młodziak z Leszna da radę. Ale dość szybko przekonał się, że i owszem. Nie co dzień zdarza się bowiem, że kot w drużynie sadza na ławkę legendę klubu. Piotr Reiss wspomina to pewnie do dziś...

Potem był Dortmund i spotkanie, które miało największe znaczenie dla rozwoju kariery Polaka. "Juergen Kloop dał mi wiarę. Uczynił mnie piłkarzem, jakim jestem dziś. Ukształtował moją karierę" - mówił niedawno Lewandowski. I tu - przyznaję miał szczęście! Bo największym szczęściem w życiu jest spotkanie odpowiednich ludzi w odpowiednim czasie. Z tej lekcji futbolu, serwowanej przez obecnego menedżera "The Reds", wyciągnął ile tylko mógł. Zrozumiał czym jest i czym może być dla niego piłka nożna.

Historia gry w Bayernie to już droga do sukcesu, a potem sukcesami usłana. Ostatni rok to koronacja Króla. Nie będę wymieniać wszystkich trofeów i tytułów, które za ostatni sezon trafiły w ręce najlepszego strzelca Bawarczyków. Chcę powiedzieć o czymś zupełnie innym. Ten trudny dla wszystkich rok pokazał też jakim człowiekiem jest Robert Lewandowski. Przekazanie sporej sumy na pomoc szpitalom w walce z koronawirusem było gestem wielkim. Nie boję się tak właśnie napisać, dodając jednocześnie, że samo wspomnienie dyskusji o wysokości sumy, dopytywanie czy, aby na pewno wsparcie dotyczy polskich czy nie niemieckich szpitali, do dziś przyprawia mnie o mdłości...

Ale są i mniejsze, mniej zauważalne, a niezwykłe gesty. Kilkanaście dni temu Piłkarz Roku FIFA spotkał się z dzieciakami z SOS Wiosek Dziecięcych. Z powodu pandemii tylko online i tylko z niewielką grupką, ale nawet przez chwilę nie zawahał się, gdy pojawiła się propozycja. Z cierpliwością i zrozumieniem odpowiadał na pytania: "Który mecz był najważniejszy? Jak radzisz sobie ze stresem na boisku i presją? Kto cię zachęcił do grania w piłkę? Co czytałeś w dzieciństwie i jaka była twoja ulubiona książka? Czy masz zwierzęta, a wolisz koty, czy psy? Jak spędzisz w tym roku Święta? Czy kiedyś, po pandemii odwiedzisz nas na żywo?". Jednocześnie sam dopytywał o zainteresowania dzieciaków, wiedział jak z nimi rozmawiać, na co zwrócić uwagę i jak dodać im otuchy.

Myślę, że ta mała ekipa z domu Mamy SOS w Siedlcach (nomen omen Lewandowskiej) wczoraj nie mogła zasnąć. Wierzę, że podobnie było w wielu polskich domach. Bo oto Polak został najlepszym piłkarzem świata. Pokonał hegemonów - Ronaldo i Messiego! Dał nam - po raz kolejny - radość, wzruszenie i poczucie dumy! Ależ to jest genialne uczucie! Robert - dzięki wielkie! I pozdrowię od Ciebie wujka - obiecuję. 

Paulina Chylewska, Polsat Sport

Tego jeszcze nie widziałeś! Sprawdź nowy Serwis Sportowy Interii! Wejdź na sport.interia.pl! 

-----------------------------------------------

Samochód 20-lecia na 20-lecie Interii!

ZAGŁOSUJ i wygraj ponad 20 000 złotych - kliknij

 Zapraszamy do udziału w 5. edycji plebiscytu MotoAs. Wyjątkowej, bo związanej z 20-leciem Interii. Z tej okazji przedstawiamy 20 modeli samochodów, które budzą emocje, zachwycają swoim wyglądem oraz osiągami. Imponujący rozwój technologii nierzadko wprawia w zdumienie, a legendarne modele wzbudzają sentyment.

Bądź z nami! Oddaj głos i zdecyduj, który model jest prawdziwym MotoAsem!




Dowiedz się więcej na temat: Paulina Chylewska | Robert Lewandowski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama