Reklama

Reklama

​W siatkę gramy w bańce

Międzynarodowa Federacja Siatkarska FIVB poinformowała w środku tygodnia, że tegoroczna Liga Narodów zostanie rozegrana w tzw. "bańce", z angielska - secure bubble. Będzie to polegało na tym, że wszystkie 16 reprezentacji biorących udział w cyklu ma zostać skoszarowanych w jednym kraju, w kontrolowanym, bezpiecznym środowisku chroniącym, na ile się da, przed covidem. Turniej ma potrwać - bagatela - 40 dni - pomysły FIVB, a także UEFA w sprawie Euro, specjalnie dla Interii komentuje szef Polsatu Sport Marian Kmita.

Cała akcja ma oczywiście na celu ochronę zdrowia uczestników i zminimalizowanie ryzyka zakażenia się paskudztwem, ale chyba przede wszystkim uratowanie mocno nadwyrężonych w ostatnim roku aktywów siatkówki wśród innych światowych sportów. Stąd determinacja FIVB w przeprowadzeniu gigantycznego turnieju. Determinacja, jakiej zabrakło jej chyba w 2020 roku, co skutkuje zauważalną już, mniejszą koniunkturą na siatkówkę na całym świecie. No bo jak się nie gra, to trudno o obecność w mediach, a jak jest wolne miejsce w tej przestrzeni, to inne dyscypliny bardzo chętnie wolne miejsca wypełniają swoim towarem. Życie.

Reklama

Oczywiście czas pandemii nie jest łatwy dla nikogo i właściwie nie ma takiej sportowej federacji na świecie, która sobie w tej trudnej rzeczywistości dobrze radzi. Nawet taki gigant jak UEFA zabił sobie solidnego gwoździa z poszukiwaniem kraju, który udźwignie substytut piłkarskiego Euro. Piszę substytut, bo jasnym już jest, że wizja Michela Platiniego z powodu zarazy legła w gruzach i żadnego paneuropejskiego Euro nie będzie. Najprawdopodobniej turniej odbędzie się w jednym kraju na kilku stadionach, lub wręcz boiskach, bez udziału publiczności, ale i o to nie będzie łatwe.

Doniesienia o rozwoju kolejnej fali pandemii w Wielkiej Brytanii, Niemczech, Hiszpanii i Portugalii coraz bardziej  skracają listę potencjalnych organizatorów turnieju. Ostatnio usłyszałem  od naszych znajomych pracujących dla UEFA, że władze europejskiej federacji poważnie rozważają ulokowanie całego turnieju w... Izraelu. Projekt ma jednak w piłkarskiej centrali tylu zwolenników, co wrogów, bo jest cokolwiek egzotyczny i argument, że Izrael doskonale poradził sobie ze szczepieniami przeciwko zabójczemu wirusowi, to może być za mało dla działaczy z najsilniejszych piłkarsko państw Europy. Pożyjemy, zobaczymy.

Wracając zaś do siatkówki, to w kuluarach FIVB mówi się, że prawdopodobnie oba turnieje Ligi Narodów, i męski, i żeński, zostaną zorganizowane we Włoszech, z tych samych powodów, dla których UEFA  myśli o Izraelu. Co prawda przeczytałem gdzieś wypowiedź prezesa PZPS - Jacka Kasprzyka, że polska federacja powalczy w FIVB o organizację któregoś z nich, ale myślę, że przy kompletnym braku osób nadających się do  polskiego, siatkarskiego MSZ, nasze szanse są niewielkie. I może dobrze. Niech tę żabę połkną sami Włosi, mający od lat zdecydowanie więcej od nas do powiedzenia w FIVB. Tym bardziej, że na tych turniejach trudno będzie, już nawet nie cokolwiek zarobić, ale choćby zrównoważyć koszty. 

Zobacz Interia Sport w nowej odsłonie

Sprawdź!

Wszak braku publiczności na trybunach jest więcej niż prawdopodobny. No i jeszcze, a może przede wszystkim bardzo ważna sprawa, jak oba kraje radzą sobie z covidem. Fachowcy w temacie twierdzą, że Italia wyciągnęła właściwe wnioski z ubiegłorocznej, bardzo bolesnej lekcji pokory i jest daleko bardziej od Polski zaawansowana w dziele ujarzmiania covidowego diabła.

A tak naprawdę jest mi wszystko jedno, gdzie odbędzie się turniej piłkarskiego Euro czy siatkarskiej Ligi Narodów. Niech się tylko odbędzie, bo przy złych covidowych wiatrach jakoś ten światowy sport trzeba w tym roku ratować. Nawet takimi organizacyjnymi  dziwolągami rozgrywanymi pod ochronną bańką w Izraelu czy we Włoszech.      

Marian Kmita

Dowiedz się więcej na temat: siatkarska Liga Narodów | Marian Kmita

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama