Reklama

Reklama

Rosja - Polska. Czy uciekniemy od polityki?

Jesteśmy od wczoraj po losowaniu meczów barażowych w eliminacjach do katarskiego mundialu i cała piłkarska Polska głęboko odetchnęła. Rzecz jasna najbardziej odetchnął Paulo Sousa, a i w końcu swobodnie wypuścił powietrze z płuc Robert Lewandowski, bo los nas wyraźnie oszczędził. Co nie znaczy, że awans mamy już w kieszeni, bo z każdym z wiadomych i przyszłych potencjalnych przeciwników, jak uczy ta dawna i nowsza historia, można przegrać - pisze dla Interii dyrektor ds. sportu w Telewizji Polsat, Marian Kmita.

Na pewno mecz z Rosją będzie znowu obarczony całym uciążliwym bagażem naszej skomplikowanej wspólnej historii i współczesnej polityki. I choć to tylko sport, ciężko będzie od tego tak całkiem uciec. Tak było, jest i pewnie jeszcze długo będzie w relacjach polsko-rosyjskich, że każde zwycięstwo w jakiejkolwiek dziedzinie współczesnego życia smakuje podwójnie. I to obu stronom.

W historii naszego sportu dochodziło wielokrotnie do rzeczy dziwnych i niesamowitych, które wspominamy ze specjalnym namaszczeniem do dzisiaj, jak choćby legendarny mecz naszych hokeistów i irracjonalne zwycięstwo nad ZSRR 6-4 w MŚ 1976 roku. Rzecz, która teoretycznie nie mogła się wydarzyć, a jednak miała miejsce. W tymże samym roku złoty medal olimpijski, zdobyty przez siatkarską drużynę Huberta Wagnera w Montrealu, też miał podwójną wartość, bo wywalczony w zaciętym boju z reprezentacją Kraju Rad. Tych przykładów można by mnożyć wiele i przywoływać z pamięci liczne mecze, mistrzowskie walki bokserskie, zapaśnicze czy inne, w których starcie z reprezentantem Sowietów miało wybitnie ponadsportowy charakter. 

Reklama

Czasami dochodziło nawet od zjawisk zabawnych i kompletnie niezrozumiałych dla postronnych obserwatorów z innych krajów. Pamiętam, jak w 1983 roku, kadra Antoniego Piechniczka grała w jednej grupie eliminacyjnej do francuskiego Euro '84 właśnie z drużynami ZSRR, Portugalii i Finlandii. Nie były to udane eliminacje i Polska szybko straciła szansę na grę w finałowym turnieju, ale była do końca języczkiem u wagi w rywalizacji Portugalczyków z Sowietami. Ktokolwiek był na jesiennym meczu Polska - Portugalia na Stadionie Olimpijskim we Wrocławiu, ten musi to wspominać do dzisiaj. Przez cały mecz, grubo ponad trzydziestotysięczna widownia dopingowała Portugalczyków, a kiedy zdobyli jedyną, zwycięską bramkę, która w ostatecznej konsekwencji dała im awans do finałów Euro, cały stadion oszalał z radości. Siedziałem tuż za trybuną honorową i widziałem mocno zdziwione twarze Rosjan, bo też normalnie trudno było to zrozumieć, nie biorąc pod uwagę politycznego tła tamtych czasów, spuścizny stanu wojennego i roli ZSRR w ujarzmieniu wolnej Polski.

Interia Sport - Gramy Dalej prosto z gali rozdania Złotej Piłki - SPRAWDŹ!

Kto zdobędzie "Złotą Piłkę" - SPRAWDŹ!

Oczywiście dużym nadużyciem byłoby twierdzenie, że każdy rosyjski czy sowiecki sportowiec miał kiedyś dla nas twarz Stalina, Berii czy Mołotowa, czy dzisiaj  Władimira Władymirowicza. Z pewnością nie.  Więcej, szacunku do legendy np. Lwa Jaszyna czy innych wybitnych sportowców z  noszących koszulki z napisem "CCCP" nikt im w Polsce nie odbierał. Ba, wręcz odwrotnie i byli, i są powszechnie honorowani do dzisiaj. To jest zresztą największa przewaga sportu nad innymi dziedzinami życia, że jeśli gdzieś jest w miarę normalnie, to właśnie w sporcie przede wszystkim.

Tak czy owak mecz z Rosją, czy tego chcemy czy nie, będzie wydarzeniem wielowymiarowym, z oczywistym tłem naszych problemów na granicy z Białorusią, którego wszystkich implikacji dzisiaj nie jesteśmy sobie nawet w stanie dobrze wyobrazić. Nie sadzę, żeby to miało jakiś poważny wpływ na fizyczną i psychiczną formę naszych piłkarzy i koncepcje kadrowo-taktyczne naszego selekcjonera. Tego ostatniego, niestety boję się najbardziej i liczę, że jednak  prezes Cezary przypilnuje do końca kształtu wyjściowej jedenastki i nie pozwoli Sousie na kolejne, poetyckie podejście do sprawy właściwej selekcji kadrowiczów na marcowy mecz w Rosji. I - daj Bóg- na następny ze Szwecją lub Czechami także. A kto i co dopisze do historii meczu w Moskwie, Petersburgu, Krasnodarze lub Rostowie (bo gdzie - to tego jeszcze nie wiadomo), to już jest naprawdę tylko i wyłącznie sprawa sumienia każdego z nas. 

Marian Kmita   

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama